Ratunku! Co z pomidorami?

Urszula Rogólska

dodane 09.06.2013 02:16

Współpracownicy zdębieli, gdy do hurtowni przybył chór sióstr z gitarami.

Tak to już jakoś jest, że z wielką radością odbieram każdy telefon od hałcnowskich sióstr serafitek, który się zaczyna: „Panie Krzysiu...” albo „Słuchaj Krzysiek...”. I już wiem, że w czymś trzeba siostrom pomóc. Czasem słyszę w słuchawce zasmucony głos s. Ignacji: „Panie Krzysiu... Coś się dzieje z pomidorami. Jakieś plamy na liściach... Co robić?”.

Z wykształcenia jestem ogrodnikiem, więc od razu służę siostrze pomocą. Nasze ostatnie niedawne spotkanie, to też w tej dziedzinie - siostra Kornelia zadzwoniła w sprawie... sałaty. Zielonej sałaty. Nie wiedziała, czy już nie za późno na wysadzanie jej. Pojechaliśmy razem po tę sałatę.

Jedna z pamiątek od wdzięcznych sióstr dla Krzysztofa Seneckiego - dedykacja na odwrocie obrazu   Jedna z pamiątek od wdzięcznych sióstr dla Krzysztofa Seneckiego - dedykacja na odwrocie obrazu Urszula Rogólska /GN A moje całkiem pierwsze relacje z siostrami to te sięgające czasów nauki religii w salce katechetycznej w Hałcnowie. Najpierw uczyła mnie s. Agnela, później s. Ignacja. Z kolei do przedszkola sióstr chodził już mój syn - to było około 2000 roku. Do dziś miło wspomina ten czas. Był niejadkiem, a siostry potrafiły go zmobilizować do jedzenia.

Nasze kontakty się umocniły, kiedy zacząłem pracować w hurtowni spożywczej, na kierowniczym stanowisku. To były ciężkie czasy, a siostry prowadziły i dom pomocy społecznej w Oświęcimiu, i nasze przedszkole. Jak mogłem, tak pomagałem siostrom. Pamiętam dobrze siostry Józefę i Brygidę - ona była głównym zaopatrzeniowcem.

Dedykacja w książce podarowanej Krzysztofowi Seneckiemu i jego żonie przez siostry serafitki z okazji ślubu   Dedykacja w książce podarowanej Krzysztofowi Seneckiemu i jego żonie przez siostry serafitki z okazji ślubu Urszula Rogólska /GN I pamiętam, jak kiedyś, w dniu moich imienin, pod drzwi hurtowni przyszła prawdziwa pielgrzymka postulantek, które przeżywały swoje wakacyjne rekolekcje - pieszo szły kawał drogi do mnie, do pracy. I chóralnie odśpiewały mi „Sto lat!”. Mi szczęka opadła, a wszyscy zdębieli, patrząc, co się dzieje. Pamiętam, że przełożoną była wówczas s. Franciszka - miała takie pomysły... Zaprosiłem wtedy wszystkie siostry na kawę.

Relacje stały się jeszcze bliższe, kiedy koleżanka z podstawówki wstąpiła do zgromadzenia. Dziś, jako s. Eucharia, pracuje na Białorusi. Niedługo przyjedzie do naszej parafii z grupą chłopców. Dwójka będzie mieszkała także w naszym domu.

O założycielce serafitek, Matce Małgorzacie, dowiedziałem się dopiero, kiedy przypadła setna rocznica klasztoru. Wracaliśmy z wczasów, a tu w skrzynce zaproszenie na uroczystości - nazajutrz. Pomyślałem, że na pewno na Mszę św. pójdziemy, ale już na uroczystość nie za bardzo. Ale siostry oczywiście „przymusiły” mnie. Pamiętam, że siedziałem niedaleko kardynała Franciszka Macharskiego. Bałem się, czy nóż i widelec dobrze trzymam w ręku. Ale później uświadomiłem sobie wspaniałą cechę sióstr - one nigdy nie różnicują swoich gości. Każdy jest dla nich tak samo ważny - czy to ksiądz kardynał, czy Krzysiek od pomidorów.

To są po prostu nasze kochane siostrzyczki z Hałcnowa. Są bardzo wdzięczne za wszystko. Z wielką radością przechowujemy pamiątki, które od sióstr dostaliśmy - album o świętych na ślub czy niezliczone ilości obrazów, obrazków z odręcznymi podziękowaniami sióstr.

«« | « | 1 | » | »»
Komentowanie dostępne jest tylko dla .
Pobieranie...
przewiń w dół