Ubóstwo ponad wszystko

ur

dodane 04.06.2013 17:19

„Tylko do serafitek!” - mówili mi ojcowie kapucyni z mojego rodzinnego Krosna, kiedy już wiedziałam jakie jest moje życiowe powołanie.

W zgromadzeniu jestem od 1973 roku. Wtedy nic o tych serafitkach nie wiedziałam. Dopiero z czasem zaczęłam się czegokolwiek dowiadywać. Urzekał mnie już od samego początku uśmiech sióstr, to że wśród ludzi zawsze były pogodne i radosne.

Przygotowując się do pracy katechetki, podjęłam studia na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Tam dostałam zadanie napisania pracy o Matce Małgorzacie, jako prekursorce Soboru Watykańskiego II. Ale wówczas nie mieliśmy dostępu do żadnych materiałów. Ksiądz profesor namawiał mnie, żebym pojechała szukać śladów Matki do Ziemi Świętej, gdzie spędziła trzy lata życia po swojej pieszej pielgrzymce z Wołynia (!). Ale to było niemożliwe! Byłam dopiero postulantką. Oparłam więc swoją pracę na literaturze i dokumentach o ubóstwie. Bo ono było istotą życia Matki. Dziś, przy obecnym Papieżu Franciszku i tym, co wiemy o Matce, byłoby mi zdecydowanie łatwiej! W klasztorze poznałam Matkę jako osobę niezwykle pokorną, pracowitą, oddaną w pełni Panu Bogu i ludziom...

Od starszych sióstr uczyłam się jak katechizować, jak mówić, by dzieci słuchały. Pamiętam też, że w tamtych czasach, po katechezie (dzieci uczestniczyły razem z rodzicami), mamusie i tatusiowie razem z dziećmi podchodzili indywidualnie do siostry i każdy dziękował za katechezę. Nam to nie było potrzebne, ale dzieciom - bardzo.

 

«« | « | 1 | » | »»
oceń artykuł
Komentowanie dostępne jest tylko dla .
Pobieranie...
przewiń w dół