Przez dzieci do rodziców

ur

dodane 04.06.2013 17:02

W trzeciej klasie liceum poczułam ten dziwny niepokój... Pytałam: „Panie, czy to Ty mnie wołasz?”

Z moim powołaniem to było tak - jestem z Rycerki Górnej. Po szkole podstawowej zaczęłam naukę w liceum w Milówce. Mój autobus tak kursował, że do szkoły przyjeżdżałam 40 minut przed lekcjami. Nie miałam się gdzie podziać. Żeby jakoś przeczekać ten czas, chodziłam do kościoła. Z czasem uczestnictwo w codziennej Eucharystii stało się moim wielkim pragnieniem... W trzeciej klasie, w czasie tych moich „40 minut” poczułam ten niepokój... Pytałam: „Panie, czy to Ty mnie wołasz?”.

Nie znałam żadnego zgromadzenia, nie wiedziałam czym to się je! Będąc w tej trzeciej klasie, uklęknęłam przed figurą Matki Bożej, która znajduje się u nas w Rycerce, na ołtarzu polowym i powiedziałam: „Maryjo, proszę Cię, jeśli chcesz, żebym tam była, to pokaż mi kogoś, kto mnie podprowadzi, bo nie znam nikogo...”

I rzeczywiście tak się stało. W czwartej klasie poznałam cztery zgromadzenia. Przyjeżdżały do nas na katechezę siostry z różnych wspólnot. Serafitki były którymiś z kolei. Pomyślałam - może to będzie to? Zdecydowałam się na rekolekcje u sióstr w Hałcnowie. Czułam tam ogromną radość. Ten niepokój zmienił swój wyraz. Pomyślałam: to chyba to! Zaczęłam korespondować z jedną z sióstr... Ona się za mnie modliła.

I pamiętam też taką historię. W czasie spotkania z siostrami albertynkami dostaliśmy obrazki. Była tam taka myśl: „Czy Jezusowi za mnie cierpiącemu mękę i za mnie ukrzyżowanemu, mogę czegokolwiek odmówić?”. I to mnie drążyło od środka...

Kiedy podjęłam decyzję o wstąpieniu do serafitek, przyszłam na Mszę św. I usłyszałam z ambony: „Dziś obchodzimy wspomnienia św. Brata Alberta”. Byłam w szoku! Św. Brat Albert - który tak, jak siostry serafitki zajmował się najbardziej potrzebującymi - zaopiekował się moją drogą. Kiedy więc wybierałyśmy imię zakonne, podałam: Alberta - i ten argument. Udało się. Jestem s. Alberta. Nie byłam wtedy w ogóle obeznana z kalendarzem liturgicznym! A na dodatek dowiedziałam się, że urodziłam się w dniu wspomnienia św. Franciszka!

Pamiętam, że Pan Jezus w Słowie Bożym dawał mi takie oczywiste znaki, że to moja droga. Czułam ogromne pragnienie czytania Pisma Świętego. Raczej tego nie robię, ale kiedyś, w klasie maturalnej usiadłam wieczorem z Pismem Świętym i poprosiłam: „Panie Jezu, powiedz mi coś” i na chybił-trafił otworzyłam Pismo Święte. A tu Księga Izajasza i słowa: „Nie lękaj się, bo cię wykupiłem, wezwałem cię po imieniu; tyś moim! Gdy pójdziesz przez wody, Ja będę z tobą, i gdy przez rzeki, nie zatopią ciebie. Gdy pójdziesz przez ogień, nie spalisz się, i nie strawi cię płomień. Albowiem Ja jestem Pan, twój Bóg, Święty Izraela, twój Zbawca. Daję Egipt jako twój okup, Kusz i Sabę w zamian za ciebie. Ponieważ drogi jesteś w moich oczach, nabrałeś wartości i Ja cię miłuję, przeto daję ludzi za ciebie i narody za życie twoje. Nie lękaj się, bo jestem z tobą”.

Wstrząsnęły mną te słowa. Czułam, że Pan mnie powolutku prowadził, a Matka Małgorzata nie narzucała się, podsyłając Bożych wysłanników.

Powoli poznawałam jej charyzmat. Zachwyciła mnie otwartość jej serca na drugiego człowieka. Nie żyła obok ludzi, ale wśród nich i dla nich. Przychodziła im z pomocą. A żeby komuś pomóc, trzeba go poznać. To na pewno wypływało z jej głębokiego życia duchowego. I to mnie najbardziej urzeka - trwać na modlitwie i nieść pomoc ludziom

W naszym przedszkolu z dziećmi spędzamy niemal cały dzień. Ale dzieci, to też droga do rodziców. Staram się czytać w ich sercach, „pomiędzy wierszami”. Biorę sobie za wzór Matkę i staram się nigdy nie pouczać, ale słuchać i wchodzić w relacje z nimi. I wciąż pamiętam o słowach Matki: „Im więcej trudności, tym większa chwała Boża”.

«« | « | 1 | » | »»
oceń artykuł
Komentowanie dostępne jest tylko dla .
przewiń w dół