• facebook
  • rss
  • Jezu, ufamy Tobie

    Alina Świeży-Sobel


    |

    Gość Bielsko-Żywiecki 46/2015

    dodane 12.11.2015 11:30

    W służbie Miłosierdzia. Na tytuł apostoła Bożego Miłosierdzia – wraz ze św. Faustyną i św. Janem Pawłem II, których relikwie z obrazem Bożego Miłosierdzia peregrynują obecnie po parafiach naszej diecezji – 
z pewnością zasługuje też bł. ks. Michał Sopoćko. 


    Przy jego udziale powstało zgromadzenie zakonne sióstr Jezusa Miłosiernego. Ks. Sopoćko założył też Instytut Miłosierdzia Bożego (IMB). To świecki instytut życia konsekrowanego. Jego członkinie służą Bogu również w naszej diecezji. Właśnie dobiega końca w Kościele Rok Życia Konsekrowanego, a wkrótce, zgodnie z zapowiedzią papieża Franciszka, rozpoczniemy Jubileuszowy Rok Bożego Miłosierdzia. Dla członkiń IMB to czas podwójnego świętowania: jako osób konsekrowanych i zarazem szerzących ufność w Boże miłosierdzie.
Żyją w świecie, jak wszyscy inni świeccy wierni. Nie mają wspólnego domu ani habitów, pracują w swoich środowiskach. Tak samo jak siostry zakonne składają śluby ubóstwa, czystości i posłuszeństwa, ale nie obwieszczają tego otoczeniu. 
– Ta dyskrecja jest związana z naszym charyzmatem. Chodzi o to, by żyjąc życiem konsekrowanym, być podobnymi do pozostałych świeckich. Dzięki temu nasze świadectwo życia, szerzenie i pogłębianie czci Miłosierdzia Bożego, jest skuteczniejsze. Możliwe jest również docieranie do takich osób, które są bardzo oddalone od Boga i na habit czy sutannę mogłyby zareagować niechętnie – mówią członkinie IMB, tłumacząc, dlaczego nie mogą podać swoich imion, nazwisk, miejsca zamieszkania. 


    Służebnice Miłosierdzia


    – Nie mówimy do siebie: „siostro”. Kiedy spotykamy się na rekolekcjach czy comiesięcznych spotkaniach formacyjnych, po prostu zwracamy się do siebie po imieniu. Ale jest między nami niezwykła bliskość, nie tylko zwyczajna ludzka więź. Czasem któraś wpada na jakiś pomysł, opowiada o tym, i okazuje się, że wśród nas jest więcej takich, których intuicja szła w podobnym kierunku – tłumaczy pani Maria. (Umówiłyśmy się, że tak o niej napiszę, bo to jej trzecie imię, i dzięki temu zachowamy dyskrecję).
Patronką IMB jest św. Faustyna, a założycielem – bł. Sopoćko, który stał się ważnym uczestnikiem głoszenia orędzia o Bożym miłosierdziu. – Proszę koniecznie napisać, że bez niego siostra Faustyna miałaby wielkie trudności z przekazaniem tego orędzia – tłumaczy pani Maria z IMB, ściskając w rękach opasły tom poświęcony temu kapłanowi. – On pomaga w odczytaniu tego, co św. Faustyna zapisała w „Dzienniczku”. Jest dla nas bardzo ważny.


    Marzenia o habicie


    Pani Maria śmieje się z samej siebie i wspomina o dziecięcych zabawach. – Już wtedy przebierałam się za zakonnicę i z maminej chusty i paska robiłam sobie welon. Bardzo chciałam zostać siostrą zakonną, ale kiedy przyszedł czas na decyzję, nie potrafiłam jej podjąć. Zawsze coś przeszkadzało, choć miałam to wielkie pragnienie – mówi, poważniejąc.
Kiedyś tak na chybił trafił sięgneła u kogoś na półce po książkę, żeby cos poczytać. Trafiła na „Dzienniczek”. – To był wstrząs! Ja czytałam ją oczywiście później wiele razy, a św. Faustyna stawała mi się coraz bliższa. Pomyślałam więc, że może spróbuję iść tam, gdzie ona – ale okazało się, że i to nie jest moja droga – wspomina kolejne spotkania z siostrami z różnych zgromadzeń. 
Rozpoczęła nawet nowicjat, ale szybko zrezygnowała, wspominając, że i Faustyna na początku drogi zakonnej chciała odejść. Nie dawała jej jednak spokoju myśl, że przecież Faustyna została... 
Te długie poszukiwania trwały lata. Ona w tym czasie skończyła studia, rozpoczęła pracę. Miała kolejne zawodowe osiągnięcia. – Wciąż odczuwałam jakiś brak. I wtedy kolejne olśnienie: przecież czytałam u św. Faustyny o trzech kręgach służby: pierwszy zajmują siostry zakonne, drugi – członkinie Instytutu Miłosierdzia Bożego, który założył ks. Sopocko, a trzeci – wszystkie grupy w Kościele, oddające cześć Bożemu Miłosierdziu. Zaczęłam szukać – i tak dotarłam. Odnalazłam swoje miejsce: mogę służyć Bogu i czcić Jego Miłosierdzie – mówi z ulgą.
– No, tylko habitu nie ma – rzuca za chwilę i znów śmieje się z siebie. I z tego, jak w końcu koło czterdziestki trafiła wreszcie na dobrą ścieżkę. Przebyła, jak każda siostra przygotowująca się do ślubów, całą kilkuletnią formację – i złożyła już śluby wieczyste. I jest szczęśliwa.


    Szczęśliwi – miłosierni


    Poważna pani po pięćdziesiątce ze wzruszeniem wspomina chwile największych cudów swego życia, ze łzami mówi o więzi, jaką poczuła ze św. Faustyną. A jednak co chwilę tej opowieści towarzyszą promienne uśmiechy. 
– Bo to moje nowe życie jest wspaniałe, choć na pozór niewiele się zmieniło. Od dawna modliłam się brewiarzem – teraz to obowiązkowa część mojego życia. Od dawna św. Faustyna była mi bardzo bliska – i teraz jest moja patronką. Od dawna szukałam dróg, by się dzielić z innymi odkryciem wielkich łask Bożego miłosierdzia. Teraz to moje pierwsze zadanie. Ale teraz już nie mam dawnych rozterek i lęków: wiem, że do Pana Jezusa Miłosiernego już przynależę na wieczność, a całe moje życie w świecie jest po to, by spełniać posłannictwo świadka miłosierdzia. To nie chodzi o podejmowanie jakiegoś specjalnego, nowego dzieła, ale o świadczenie wobec ludzi miłosierdzia, służenie im z miłością, by miłosierdzie Boże docierało do osób wokół mnie. To moje szczęście! – dodaje pani Maria.


    Trzeci Apostoł w Jaworzynce


    Kleryk Jerzy Kajzar z parafii Matki Bożej Frydeckiej w Jaworzynce z wielką pasją opowiada o wspaniałym kapłanie, który był spowiednikiem św. Faustyny, i o jego zasługach. Przypomina, że to właśnie ks. Sopoćko pomógł zorganizować współpracę św. Faustyny z artystami, dzięki czemu powstał wizerunek Pana Jezusa Miłosiernego z podpisem: „Jezu, ufam Tobie”. Jak zapisała św. Faustyna, obraz ten Pan Jezus nazwał naczyniem, „z którym ludzie mają przychodzić po łaski do źródła miłosierdzia”. Ks. Sopoćko podejmował liczne wysiłki, by szerzyć kult Bożego Miłosierdzia: pisał książki, starał się o ustanowienie święta. 
– Jest patronem naszego seminaryjnego rocznika, obecnie czwartego. Został nim, ponieważ zaczynaliśmy naszą formację wtedy, gdy w archidiecezji krakowskiej kończyła się już peregrynacja symboli Bożego Miłosierdzia. Jednym z jej owoców była liczniejsza niż zwykle grupa kleryków, dlatego oddano go właśnie pod patronat bł. ks. Sopoćki, apostoła Miłosierdzia – mówi kl. Kajzar.
To dla niego i jego rocznikowych kolegów wzór kapłana. Zdobyli cenną relikwię: stułę ks. Sopoćki. – Kiedy już będziemy mogli iść jego śladem, jako wyświęceni kapłani, chcemy podzielić tę stułę na mniejsze cząstki, które umieścimy w stułach uszytych dla każdego z nas. Jeden fragment w relikwiarzu pragniemy pozostawić w seminarium, aby bł. Sopoćko był zawsze blisko kleryków. Bo to wzór kapłana – dodaje kl. Kajzar.
Na peregrynację znaków Bożego Miłosierdzia w parafialnym kościele MB Frydeckiej przywiózł z Krakowa relikwie bł. ks. Michała Sopoćki, a wierni podczas adoracji obrazu mogli ucałować i ten relikwiarz. 
Na zakończenie parafialnego czuwania ks. Roman Kanafek, kustosz peregrynującego obrazu i relikwii, przewodniczył Mszy św. sprawowanej ku czci bł. Sopoćki, a ks. kan. Marian Fres przypomniał postać błogosławionego kapłana. •



    Instytut Miłosierdzia Bożego


    To jeden z 37 istniejących w Polsce instytutów świeckich, do których należy ok. 1250 osób. Skupia członkinie, które składają śluby życia konsekrowanego i zobowiązują się do życia według rad ewangelicznych: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa. Żyją zgodnie z Ewangelią, pozostając w swoich środowiskach. Pragną uwielbiać Miłosierdzie Boże modlitwą, konsekrowanym życiem w świecie i praktykowaniem czynów miłosierdzia. Szczególną troską otaczają rodziny i młodzież. 
Bliższe informacje o Instytucie można znaleźć na stronie: instytutmb.com. 


    Nauczyciel miłosierdzia


    Kleryk Jerzy Kajzar
– Początkowo bł. ks. Sopoćko jakoś szczególnie do mnie nie przemawiał, ale poznałem go lepiej po lekturze jego dziennika, w którym zapisał m.in., jak wiele przykrości i szykan spotykało go za głoszenie Bożego miłosierdzia. I zachwycił mnie tą pokorą i pogodą, z jaką znosił wszystko. Ani jednym zdaniem się nie skarżył, nawet gdy go boleśnie skrzywdzono. On był miłosierny! To zmieniło moje spojrzenie nie tylko na niego, ale też sprawiło, że sam inaczej już żyję. Staram się tym miłosierdziem Bożym dzielić na co dzień, nie tylko słowem, ale też zapominając o przewinieniach. Myślę o tym, by nie skupiać się na sprawach drobnych, błahych, ale zostawiać w swoim życiu jak najwięcej miejsca dla tego, co najważniejsze: by służyć Panu Jezusowi. 


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół