Nowy numer 17/2018 Archiwum

Jak patyczek i daktyle

Dzieło misyjne dzieci. – W tym roku deszczowa pogoda nie pozwoliła się spotkać w ogrodzie, więc jesteśmy w domu – trochę ciasno, ale to nikomu nie przeszkadza – śmieje się Urszula Marhula, animatorka skoczowskiej „Misyjnej Jutrzenki”. – No, młodzieży! Jajecznica gotowa! Chodźcie pomóc rozdawać!

Na Dolnym Borze, należącym do parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła, nikogo nie dziwi, że co roku w drugi dzień Zielonych Świąt z posesji Urszuli i Romana Marhulów niesie się po okolicy śmiech i śpiew kilkudziesięciu głosów maluchów, młodzieży, rodziców i dziadków! Nadzwyczajny chór śpiewa, ile sił w płucach: „Różne dzieci są na świecie, różne dzieci są – czasem chude jak patyczek lub grube jak bąk; kolorowe jak motyle, piegowate jak daktyle. Czasem srebrne, czasem złote, ale zawsze bardzo słodkieeee!”. Nie brakuje też duchowego opiekuna grupy – ks. Juliusza Kropacza. W kuchni zaś cztery mamy uwijają się przy pracy – zaraz powstanie jajecznica ze 150 jaj! Trzeba też skroić pięć bochenków chleba upieczonych w domowych piekarnikach i kilka blach ciasta.

Skończyliśmy 20 lat

– Odkąd pamiętam, w poniedziałek Zielonych Świąt zawsze uroczyście świętowaliśmy. Tradycją tego dnia – na całym Śląsku Cieszyńskim – jest też wspólne smażenie jajecznicy. Znakomity powód, by znowu się spotkać! – mówi Urszula. Kilkadziesiąt osób, które odwiedzają co roku Marhulów w Zielone Świątki, to wspólnota „Misyjnej Jutrzenki” – Papieskiego Dzieła Misyjnego Dzieci przy skoczowskiej parafii. – W zeszłym roku skończyliśmy 20 lat. Wspólnota zawsze przyciągała najmłodszych parafian. Teraz jest w niej około 40 dzieci i… młodzieży. Bo nasze nastolatki przyszły jako kilkuletnie dzieci i zostały! Są z nami też rodzice i dziadkowie. To oni przyprowadzają najmłodsze dzieci w soboty na 10.00, na godzinne spotkania w salce. Są mocną częścią tej wspólnoty i nie wyobrażam sobie, żeby dorosłych z nami nie było – wyjaśnia odpowiedzialna za wspólnotę. Urszula Marhula związała się z „Jutrzenką” 16 lat temu, kiedy to ks. Karol Mozor zaproponował, by przejęła obowiązki głównej animatorki. Wspólnotę znała już bardzo dobrze – przyprowadzała na spotkania swoje trzy córki: Agatę, Anię i Alicję.

Dzieci – dzieciom

– Papieskie Dzieło Misyjne Dzieci w naszej parafii to pomysł Lidii Greń-Wajdzik.To ona prowadziła tu grupę misyjną dorosłych i w niej, w 1994 roku zrodziła się idea stworzenia wspólnoty dzieci wspierających misje. Grupę oddała pod opiekę bł. Marii Teresy Ledóchowskiej. Pierwszą animatorką została Anna Tobiasiewicz-Wajdzik  Był październik 1994 r., a hasło grupy brzmiało „Dzieci niosą pomoc dzieciom”. Kolejną animatorką była Anna Domagała, która pracowała z dziećmi do 31 lipca 1999 r. Urszula Marhula prowadzi wspólnotę razem z animatorką muzyczną – Anną Wiech. Wszystkie odpowiedzialne od początku współpracują także z księżmi – kolejnymi opiekunami wspólnoty. Od 2012 roku jest nim ks. Juliusz Kropacz. Grupa wspiera modlitwą i materialnie misje i misjonarzy, ale też, jak mówią nastolatki, chce ewangelizować i mówić młodym o tym, że misjonarzem może zostać każdy: w swoim domu, w szkole. – Przygotowujemy inscenizacje o różnej tematyce, również jasełka, i odwiedzamy z nimi sąsiednie parafie – mówią dzieci z „Jutrzenki”. – Często organizujemy także kiermasze ciast, które pieką nasze mamy, i sprzedajemy sadzonki kwiatów podarowane nam przez zaprzyjaźnionych ogrodników. Cały dochód wysyłamy do centrali Papieskich Dzieł Misyjnych w Warszawie. Na spotkaniach uczymy się misyjnych piosenek, poznajemy inne kraje, przygotowujemy dania kuchni misyjnej. Jeździmy też na kongresy misyjne i na tygodniowe wakacyjne wyjazdy. – Niemal każdego roku naszymi gośćmi są misjonarze, którzy przyjeżdżają do Polski na urlop. To dla dzieci zawsze ważne wydarzenie – mówi pani Ula. – Na żywo mają kontakt z osobami, które wymieniają w swoich modlitwach, dla których zbierają ofiary. Od początku istnienia grupy odwiedzają nas też pracownicy sekretariatu krajowego PDMD z Warszawy z panią Anną Sobiech na czele. Kiedy w ubiegłym roku obchodziliśmy nasze 20-lecie, dzieci bardzo chętnie podjęły się adopcji serca – materialnie zaopiekowaliśmy się dziewczynką z Madagaskaru o imieniu Ainasoa.

Pomysł nie wypalił!

Rodzice i dziadkowie cieszą się, że mogą uczestniczyć w spotkaniach swoich pociech. – Dzieci uczą się obowiązkowości i odpowiedzialności – mówią. – Kiedy zaczynamy przyprowadzać dzieci, nie można zlekceważyć kolejnego spotkania. Najtrudniej bywa przed wystawieniem jasełek. Wtedy trwają intensywne próby – nawet kilka razy w tygodniu, wieczorem. – Po jasełkach widać, jak dzieci rosną z „Misyjną Jutrzenką”. Od 2000 roku w jasełkach rolę Jezusa odgrywa jeden ze skoczowskich niemowlaków. Pierwszym był ośmiomiesięczny wówczas Mateusz Sikorski, który teraz jest już w gronie młodych opiekunów. Także kronika prowadzona przez Urszulę pokazuje, jak biegnie czas… W 1995 roku Agnieszka Chruszcz, jedna z małych misjonarek, witała na Kaplicówce Jana Pawła II. Dziś już sama jest mamą. – A Monika Wiech, animatorka muzyczna, posługująca z mamą i tatą Arkiem, kilkanaście lat temu była maleństwem, którym opiekowałam się po sąsiedzku – śmieje się Urszula Marhula. Jak mówią animatorki, kiedyś myślały, żeby stworzyć osobną grupę dziecięcą i młodzieżową w „Misyjnej Jutrzence” – Ale pomysł nie wypalił! Małe dzieci lgnęły do starszych, a starszym brakowało maluchów! Te relacje najlepiej było widać na spotkaniu z zielonoświątkową jajecznicą: na podłodze grupa kilkulatków wymyślała nowe zabawy z młodzieżą, a tuż obok, przy stoliku jeszcze młodsi wskakiwali na kolana starszych kolegów i razem zabierali się za jedzenie kanapek z jajecznicą. Za tydzień, 13 czerwca, najmłodsi z całego kraju spotkają się na Kongresie Misyjnym Dzieci w Warszawie. – Tym razem – mówi Urszula Marhula, nas tam zabraknie. Jest nas tak dużo, że koszt przejazdu i pobytu byłby zbyt wysoki. Ale spotkamy się w jedności z uczestnikami tego kongresu – rano będziemy uczestniczyć we Mszy św. w jego intencji, a potem jedziemy do ogrodu zoologicznego w Ostrawie, żeby też troszkę klimatu misyjnego poczuć. Pojedziemy znowu wszyscy razem – trochę ucierpią rodzice, bo wszyscy by chcieli jechać z nami, a ze względów logistycznych pojadą tylko mamy albo ojcowie najmłodszych. Ale to jeszcze jeden powód, żeby potem się spotkać i podzielić wrażeniami!•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma