• facebook
  • rss
  • Kawa i placki

    Urszula Rogólska

    |

    Gość Bielsko-Żywiecki 08/2013

    dodane 21.02.2013 00:00

    Studenci z UCO Bielsko-Biała. Zaczęli od herbaty i kawy – czarnej, białej, z cukrem, bez – jak kto woli. Teraz zapraszają wszystkich i sami czekają na placki z rodzynkami – wielkopostne „ciasteczkowanie”.

    Pamiętam moją pierwszą kawę. Spać nie mogłem – śmieje się Maciek Moll, student II roku polonistyki na Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej. – Miałem wielką ochotę, by to zrobić. Ale widziałem poniżej tej idei warstwę kilku metrów mułu, a pod nią ja, mały człowieczek, który musi się przez ten muł przebić... To nie był strach, ale jakieś takie obawy: jak ja to mam zrobić? Aż przyszedł ten dzień – niesamowite doświadczenie pomocy Bożej. Zniknął lęk. A rozmowy z ludźmi były takie, że dziękowałem Panu Bogu, że tu jestem.

    Stolik z kawą

    Był rok akademicki 2010–2011. Ania Wójcik, studentka europeistyki w Krakowie, dziewczyna, która wyrosła w bielskiej Wspólnocie Przymierza „Miasto na Górze”, potem w Harambee – grupie licealistów tej wspólnoty – w ramach programu wymiany studentów Erasmus pojechała do Glasgow. – Wiedziałam, że jest tam wspólnota podobna do naszej. Chciałam uczestniczyć w ich życiu – mówi Ania, dziś studentka filologii hiszpańskiej w Bielsku-Białej. – Studenci ze wspólnoty mieli na uczelni swoją grupę UCO. Wymawiamy ten skrót „ju si o”. To od angielskiej nazwy chrześcijańskiej organizacji studentów: University Christian Outreach. Od razu bardzo mi się spodobała forma ich działania i ewangelizacji. Najbardziej inspirujący był dla mnie „stolik z kawą”. Polega to na tym, że zbiera się kilka osób i na kampusie studenckim rozdają darmową kawę. Ludzie podchodzą, pytają: „kim jesteście, dlaczego rozdajecie kawę za darmo”. I od tego zwykle się zaczyna. Potem studenci z UCO ewangelizują albo po prostu zapraszają na spotkania, które organizują. Ania mówi, że pierwszy dzień „przy kawie” był stresem: – Bo miałam mówić zupełnie nieznanym mi ludziom o Panu Bogu. I w dodatku po angielsku – kontynuuje Ania. – Taka „kawka” wymaga, żeby się przemóc. Nie tylko skupiać na swojej relacji z Panem Bogiem, ale powiedzieć o Nim innym. Sama nie mogę w to uwierzyć, ale stałam i mówiłam odważnie do obcych mi ludzi o Panu Bogu! – śmieje się Ania. – Sama nie byłabym w stanie tego zrobić, ale to Pan Bóg prowadzi taką rozmowę i wychodzi coś dobrego.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół