Będzie nowy błogosławiony z Kęt

To salezjanin ks. Ludwik Mroczek, męczennik z Auschwitz, który do końca spowiadał swoich współwięźniów.

Jego beatyfikacja odbędzie się w sobotę 6 czerwca o 10.00 w Sanktuarium Jana Pawła II w Krakowie. Razem z nim błogosławionymi zostanie jego ośmiu współbraci. Dzień później o 11.30 w Sanktuarium Matki Bożej Wspomożenia Wiernych w Oświęcimiu odbędzie się Msza dziękczynna, której przewodniczyć będzie bp Roman Pindel. Homilię wygłosi ks. Fabio Attard, generał salezjanów. 

"Doktorze, czy ks. Mroczek bardzo cierpi? On nigdy się nie poskarży" - pytał obozowego lekarza Józef Stemler, który pozostawił po sobie zapiski z czasu, kiedy razem z przyszłym błogosławionym był więziony w obozie koncentracyjnym. "To tytan cierpienia. Patrzę z podziwem. Nie miałem podobnego wypadku w mojej długoletniej praktyce. To są nieludzkie bóle" - odpowiedział mu lekarz. "Gdybyśmy nie mieli takich kapłanów, to bylibyśmy po stokroć gorsi i podlejsi, niż jesteśmy" - dodał. 

Będzie nowy błogosławiony z Kęt   Ks. Mroczek - więzień z Auschwitz archiwum rodzinne

Ks. Ludwik Mroczek przebywał w sali szpitalnej chirurgicznego bloku nr 21 w Oświęcimiu na skutek zakażenia, jakie wdało się po okrutnym pobiciu przez esesmana. Bardzo cierpiał, choć tego nie okazywał. Jego współwięzień wspomina ostatni opatrunek salezjanina: "Wyglądał jak mumia egipska. Był obandażowany od kostki u nóg aż po szyję. Zanieśliśmy go na pryczę i przykryliśmy kocem. Uśmiechnął się jak zawsze: - Jacy wy dobrzy jesteście, panowie, jacy wy dobrzy - mówił z wyrazem największej wdzięczności".

Kiedy inni chorzy leżący w obozowym szpitalu dowiedzieli się, że wśród nich jest kapłan, przychodzili do niego w nocy na spowiedź. Salezjanin bardzo cieszył się, że mógł im w ten sposób posługiwać: "Rozmowy z nim były krzepiące. Nie filozofował. Swoją prostą wiarą, wypowiadaną prostymi słowami, zdobywał i uspokajał. We wszystkim umiał wskazać Boży cel. Jego prostota i dobroć działała kojąco na ludzi w tym morzu złości, nienawiści, rozżalenia i cierpienia, które otaczało czcigodnego kapłana. Pokochaliśmy go" - przyznał dalej Józef Stemler.

Zapisał on także wspomnienie związane ze śmiercią sługi Bożego: "Po zgaszeniu światła tego dnia przy pryczy księdza Mroczka snuły się bardzo liczne cienie więźniów. Jęki rozlegały się ze wszystkich stron sali. Wielu więźniów zmarło tej nocy. Rano, gdy promienie zimowego słońca usiłowały przebić zamarznięte szyby w oknach tej koszmarnej, szpitalnej sali, nie otworzyły się już oczy księdza Mroczka. Twarz jego była pełna jasności i pogody. Usta troszkę rozchylone, jak przy wymawianiu litery b. Może w ostatniej sekundzie chciał powiedzieć: Bądź wola Twoja…".

Będzie nowy błogosławiony z Kęt   Rodzinny dom ks. Ludwika do dziś stoi w Kętach archiwum rodzinne

Ks. Ludwik Mroczek urodził się 11 sierpnia 1905 r. w Kętach jako jedenaste dziecko Franciszka i Marii. Łącznie dzieci było szesnaścioro, ale tylko pięcioro osiągnęło dorosłość. Oprócz ks. Ludwika byli to: Stefan, Maria, Klementyna i Bronisława.

Kiedy miał dziesięć lat, zmarł mu ojciec. Mama prowadziła zakład szewski i to na niej spoczął ciężar wychowania dzieci. W Oświęcimiu poznała księży salezjanów i do prowadzonej przez nich szkoły wysłała syna Ludwika. Tam zrodziło się jego powołanie do kapłaństwa.

Śluby wieczyste złożył w 1928 r. w Oświęcimiu, a święcenia przyjął 25 czerwca 1933 r. w Przemyślu. Mszę prymicyjną odprawił 2 lipca 1933 r. w Kościele parafialnym śś. Małgorzaty i Katarzyny w Kętach. Kochał młodzież i to jej poświęcił swoje duszpasterstwo. Pracował z nią najpierw w Przemyślu, potem we Lwowie, dalej w Skawie, a następnie ponownie w Przemyślu. Tutaj założył orkiestrę, z którą w 1939 r. wyruszył na koncerty po kraju. Koncertowali m.in. w Warszawie przed prezydentem Ignacym Mościckim. Odwiedził również prymasa kardynała Augusta Hlonda.

Będzie nowy błogosławiony z Kęt   Prymicje ks. Ludwika archiwum rodzinne

Wraz z wybuchem II wojny światowej został skierowany do Częstochowy, po roku trafił do Krakowa. Chciał też podjąć  pracę duszpasterską wśród Polaków w Szwajcarii. Władze jednak nie zgodziły się na wydanie mu paszportu. W uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, 22 maja 1941 r., Gestapo wtargnęło do seminaryjnej kaplicy na Łosiówce w Krakowie, gdzie odprawiał Mszę.

Widząc go przy ołtarzu, wycofali się do zakrystii. Tam na niego czekali, a w międzyczasie rewidowali jego pokój. Kiedy skończyła się Msza, aresztowali go pod zarzutem przynależności do podziemnej organizacji wojskowej na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Wśród oskarżeń znalazły się także słowa, że zamiast religią zajmuje się polityką, głosząc, że Polska zmartwychwstanie. Według niektórych źródeł salezjanin w latach 1939-1940 mógł być zaangażowany w działalność konspiracyjną jako kurier podziemnej prasy na trasie Przemyśl-Lwów oraz drużynowy oddziału konspiracyjnego harcerstwa Szarych Szeregów.

Będzie nowy błogosławiony z Kęt   Kapłan kochał młodzież, Eucharystię i Matkę Bożą, był prostym, autentycznym księdzem archiwum rodzinne

Wraz z jedenastoma współbraćmi uwięziono go w krakowskim więzieniu na Montelupich, gdzie przeszedł brutalne śledztwo. Po miesiącu skierowano go do obozu koncentracyjnego Auschwitz. Trafił tam 26 czerwca 1941 r. i otrzymał numer 17340. Zakwalifikowano go jako więźnia politycznego i jako kapłana traktowano ze szczególną brutalnością. Został skierowany do najcięższej pracy. 27 czerwca 1941 r. był świadkiem męczeńskiej śmierci czterech swoich współbraci, skatowanych przez gestapowców. On także został dotkliwie pobity.

Z czasem w rany wdała się poważna infekcja. W listopadzie 1941 r., z powodu rozległej ropowicy, trafił do obozowego szpitala, gdzie w prymitywnych warunkach przeszedł kilka operacji. Zmarł 5 stycznia 1942 r. o 8.05. Miał 36 lat, z których 19 przeżył jako zakonnik, w tym 8 jako kapłan. Jego symboliczny pogrzeb odbył się w klasztorze oo. franciszkanów w Kętach. Na katafalku umieszczono jego portret, mszał, biret i stułę.

Nie ma grobu, jego nazwisko jest jedynie wymienione na tablicy poświęconej ofiarom dwóch wojen światowych i obozów koncentracyjnych z Kęt i Nowej Wsi, umieszczonej przed wejściem do parafialnego kościoła. Jego proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 2002 r. Razem z nim błogosławionymi zostaną: ks. Ignacy Antonowicz, ks. Ignacy Dobiasz, ks. Karol Golda, ks. Franciszek Miśka, ks. Franciszek Harazim, ks. Włodzimierz Szembek, ks. Jan Świerc oraz ks. Kazimierz Wojciechowski.

W Kętach odwiedzamy 82-letnią Krystynę Nycz, najmłodszą córkę brata ks. Ludwika, Stefana. Jako jedyna z dwunastki rodzeństwa doczekała beatyfikacji swojego wujka. - Wydaje mi się, że Ludwik naszą rodzinę trzyma w rękach. Wszystkim życie dobrze się ułożyło… Jesteśmy dumni z tego, że będzie błogosławionym - przyznaje wzruszona. Dodaje też, że jej tata swojego brata dobrze wspominał. - Tacie rodziły się dzieci, na co wujek mówił: "Stefan, nie martw się, ja ci pomogę". I wziął na jakiś czas mojego brata Tadka do Przemyśla i uczył go grać na perkusji.

Będzie nowy błogosławiony z Kęt   Rodzina przechowuje listy, jakie piękną kaligrafią salezjanin pisał do swoich bliskich Joanna Kojda /Foto Gość

Do dziś seniorka przechowuje listy, które ks. Ludwik wysyłał swojej mamie i siostrze Klementynie, z którą łączyła go szczególna więź. Pisał je piękną kaligrafią, po polsku, a w obozie - już po niemiecku. - Mój syn Edward też chodził do salezjanów, ale za księdza nie poszedł. A podobny jest bardzo do Ludwika... Wszyscy patrzą się na jego zdjęcia I mówią: "cały Edek" - uśmiecha się.

Krewna ks. Mroczka, razem z rodziną, bardzo dba o zachowanie o nim pamięci. Mowa o Halinie Sordyl, najstarszej córce najstarszego bratanka salezjanina Stefana. Jej tata od wujka dostał książeczkę do modlitwy, która pani Halina przechowuje do dziś. - Tata zawsze wspominał go jako dobrego człowieka. Jesteśmy dumni z tego, że będziemy mieć błogosławionego w rodzinie, bo nie każdemu jest to dane. Niekiedy w pewnych intencjach prosimy go o wsparcie - zauważa.

« 1 »