Uroczystości rozpoczęły się w kaplicy MB Szkaplerznej na Grapce, gdzie przy wystawionych 58 trumnach od rana modlili się krewni partyzantów. Następnie żołnierze przenieśli trumny na miejsce sprawowania polowej Mszy Świętej, koncelebrowanej pod przewodnictwem biskupa polowego Wojska Polskiego Wiesława Lechowicza.
Prezydent podziękował rodzinom bohaterów za wytrwałą obronę ich dobrego imienia i pamięci ich walce o Polskę.Alina Świeży-Sobel /Foto Gość
Przy ołtarzu stanęli również duchowni diecezji bielsko-żywieckiej: ks. prał. Stanisław Kozieł, ks. prał. Władysław Nowobilski, ks. Piotr Hoffmann, dyrektor wydziału duszpasterstwa kurii diecezjalnej, a także księża dekanatu milowskiego z proboszczem kamesznickim ks. Stanisławem Joneczką.
W homilii bp Lechowicz podkreślał wymowę symboli, umieszczonych na cmentarnym pomniku w kształcie krzyża. Zostały na nim umieszczone: krzyż NSZ, orzeł WP, ryngraf z Matką Bożą i kapelusz górali żywieckich, symbolizując gotowość do poświęceń, pragnienie wznoszenia się w dążeniu do wolności, umacniania wiary i zaufania do Boga oraz przywiązanie do tradycji.
Bp polowy Wojska Polskiego Wiesław Lechowicz przewodniczył pogrzebowej Liturgii.Alina Świeży-Sobel /Foto Gość
- Mamy nadzieję, że groby żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, od dzisiaj obecne na naszym cmentarzu, stawać się będą dla nas i przyszłych pokoleń źródłem siły - mówił bp Lechowicz. - Niech zatem w naszych sercach i umysłach rozlega się słowo Jezusa do nas skierowane: "Wytrwajcie w miłości mojej". Wytrwajcie także w miłości do naszej ojczyzny. Nie zagłuszajmy tego głosu, który dociera do nas z kart Ewangelii i z każdej mogiły otwartego dzisiaj cmentarza - apelował hierarcha.
Pod pomnikiem na Cmentarzu Wojennym Żołnierzy NSZ liczne delegacje złożyły kwiaty i wieńce.Alina Świeży-Sobel /Foto Gość
Po Mszy Świętej głos zabrał prezydent Karol Nawrocki, przypominając, że odprowadzani na cmentarz żołnierze kochali Polskę i byli gotowi dla niej walczyć oraz umierać. - Najlepiej pokazuje to życiorys samego Henryka Flamego, który urodził się przecież w 1918 r. - wraz z polską niepodległością. Zaledwie jako 18-latek dołączył do Wojska Polskiego, a w roku 1939 bronił Polski przed Niemcami, przed Sowietami. Walczył o to, by Polska pozostała wolna i niepodległa. Gdy to się nie udało, wstąpił do konspiracji i dalej walczył z okupantami (...), zakochany w Polsce suwerennej i niepodległej - tak jak jego żołnierze - podkreślał. - Mimo że to pogrzeb, my się dzisiaj trochę radujemy, bo wracają jako bohaterowie, wracają do patriotów, którzy na nich na tej ziemi czekali. Wracają do korzeni - i taki wymiar ma dzisiejszy pogrzeb - mówił prezydent Nawrocki i wskazywał, że komuniści tych bohaterów nie tylko zabili, ale chcieli także wykreślić z narodowej pamięci.
Prezydent Karol Nawrocki wraz z córką "Bartka" - Alicją podczas modlitwy poświęcenia cmentarza. Alina Świeży-Sobel /Foto Gość
W swoim wystąpieniu prezydent przywołał słowa piosenki zespołu Golec uOrkiestra "Lawina", poświęconej losom partyzantów "Bartka". Była wśród nich "Gusta" - Stanisława Golec, która prawdopodobnie również zginęła w operacji "Lawina", ale jej szczątków nie udało się jeszcze zidentyfikować. Bracia Łukasz i Paweł Golcowie również uczestniczyli w pogrzebie pomordowanych partyzantów.
Biskup polowy Wiesław Lechowicz i ks. Stanisław Joneczko podczas poświęcenia cmentarza.Alina Świeży-Sobel /Foto Gość
W dwóch odnalezionych miejscach masowych mordów na żołnierzach "Bartka" oraz wywiezionych na Opolszczyznę najprawdopodobniej w okolice Barutu we wrześniu 1946 r. zginęło łącznie około 100 partyzantów. W tym samym czasie w beskidzkich lasach, miastach i wioskach zginęło w walce lub zostało straconych przez bezpiekę kolejnych ponad 30 osób. Stopniowo szeregi oddziałów "Bartka" topniały, część ujawniła się podczas amnestii w 1947 r., a ostatni ukrywający się partyzanci: Władysław Szczotka "Orlik" i Jan Filary "Lis" zginęli w zasadzce w Kamesznicy 24 listopada 1950 r. Dowódca zgrupowania kpt. Henryk Flame został zamordowany przez milicjanta w Zabrzegu 1 grudnia 1947 r. i został pochowany w rodzinnym grobowcu w Czechowicach-Dziedzicach.
Wśród żołnierzy pochowanych na cmentarzu w Kamesznicy swój symboliczny grób ma też kpt. Henryk Flame "Bartek", dowódca zgrupowania.Alina Świeży-Sobel /Foto Gość
Likwidacja zgrupowania "Bartka" to był główny cel prowokacji Urzędu Bezpieczeństwa, zorganizowanej pod kryptonimem operacyjnym "Lawina". Podstawieni agenci, funkcjonariusze UB podający się za oficerów NSZ, przedstawili "Bartkowi” plan ewakuowania oddziału na Zachód. W trzech transportach wywieziono żołnierzy na Śląsk Opolski i tam zostali zamordowani. Ich śmierć, a także miejsce ukrycia szczątków pozostawały przez dziesięciolecia nieznane.
Poszukiwania podjęte w Starym Grodkowie, w sąsiedztwie dawnego lotniska, w miejscu nazwanym dziś Polaną Śmierci, przyniosły pierwsze efekty w 2016 r. Grupie poszukiwaczy z IPN, pracujących pod kierownictwem dr. hab. Krzysztofa Szwagrzyka, udało się odnaleźć szczątki, a także przedmioty należące do zamordowanych. Później rozpoczęły się prace nad identyfikacją odnalezionych szczątków. Badania porównawcze DNA potwierdzały tożsamość kolejnych żołnierzy.
Wciąż jeszcze badania te są kontynuowane, a wymownym dowodem stało się wręczenie na wstępie uroczystości pogrzebowych w Kamesznicy kolejnej noty identyfikacyjnej, stwierdzającej tożsamość. Dokument z rąk wiceprezesów IPN: dr. hab. Karola Polejowskiego i dr. hab. Szwagrzyka odebrali przedstawiciele rodziny żołnierza Jana Zawady ps. Grom z Ciśca. Partyzant w chwili śmierci miał zaledwie 17 lat...
Wręczenie noty identyfikacyjnej szczątków Jana Zawady "Groma".Alina Świeży-Sobel /Foto Gość
Zamordowani w operacji "Lawina" żołnierze nie mieli dotąd grobów i długo czekali na chrześcijański pochówek. Połączyła ich wspólna walka o niepodległą Polskę, okrutna śmierć, a teraz - wspólne miejsce wiecznego spoczynku - w Kamesznicy. Pochodzili oni z różnych stron Podbeskidzia i rozważane były różne lokalizacje cmentarza. Ostateczny wybór padł na Kamesznicę, u stóp Baraniej Góry, która w najtrudniejszych chwilach była miejscem schronienia dla sztabu i żołnierzy. Tutaj także ginęli partyzanci. Również ci dwaj ostatni, których w Kamesznicy dosięgły śmiertelne kule.
Marek Snaczke "Orlik" ze Stowarzyszenia Rodzin Żołnierzy NSZ VII Okręg Śląski wspomina jednego z nich: swojego dziadka Władysława Szczotkę "Orlika", który z bronią w ręku wytrwał w lesie do 1950 r. Postrzelony 24 listopada, zginął i bez pogrzebu został pochowany przez UB na cmentarzu w Cieszynie. Staraniem rodziny jego szczątki zostały ekshumowane i przeniesione na cmentarz parafialny w rodzinnej Kamesznicy. - Teraz ma blisko swoich kolegów z oddziału. Powoli się schodzą znowu w oddział, który tworzą u Ponbócka i tam będą tworzyć Jego straż przyboczną. Stamtąd będą patrzeć na nas i czuwać nad nami, byśmy czerpali z ich przykładu i szli wytyczonymi przez nich ścieżkami - mówi wnuk bohatera.
Jak przyznawał architekt Piotr Kudelski, projektant cmentarza, stworzenie koncepcji nektopolii na stromym zboczu nie było łatwe, ale udało się zrealizować wszystkie założenia. Powstały pomnik i 100 grobów. Swoje symboliczne mogiły mają też ci partyzanci, których szczątki rodziny zdecydowały się pochować wraz z ich bliskimi. Swój symboliczny grób ma też dowódca Henryk Flame "Bartek".
Na uroczystości pogrzebowe przybyła również delegacja gminy Skoroszyce, z wójt Barbarą Dybczak na czele. Na terenie tej gminy leży Stary Grodków, gdzie odnaleziono szczątki partyzantów. - Przyjechaliśmy oddać im hołd i na samą myśl, że Polska ma takich obrońców, czujemy się bezpieczniej. Oczywiście to wzór, który chcemy przekazać naszemu młodemu pokoleniu, dlatego oprócz nas, dorosłych, przyjechała też duża grupa uczniów - tłumaczyła Barbara Dybczak.










