Piękna pogoda i bliscy przywitali pielgrzymów naszej diecezji w Łagiewnikach. Ich głośny, radosny śpiew słychać było już z oddali. Zmęczeni, ale szczęśliwi pielgrzymi z radością pięli się w górę, pokonując ostatnie zakręty, jakie dzieliły ich od Centrum Jana Pawła II. To właśnie tam w pierwszej kolejności udali się diecezjanie wędrujący pieszo z Bielska do Krakowa. Przed drzwiami kościoła witali ich bp Roman Pindel oraz kustosz sanktuarium. Na czele rozmodlonej, wzruszonej i radosnej grupy szedł kapłan z monstrancją z Jezusem Eucharystycznym.
Kolejne kroki pielgrzymi skierowali w stronę klasztoru sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, gdzie znajdują się grób siostry Faustyny oraz obraz Jezusa Miłosiernego. Czterodniową wędrówkę pielgrzymi zakończyli w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, gdzie odmówili koronkę oraz uczestniczyli w Mszy św. Przewodniczył jej bp Roman Pindel.
– To były przepiękne cztery dni pielgrzymowania z Bielska do Łagiewnik, pogoda nam sprzyjała, radość w sercu, kiedy patrzy się na te blisko 1300 osób, które szły z nami w drodze. Mogliśmy spotkać Pana Boga, doświadczyć Go w drugim człowieku – przyznaje ks. Marcin Samek, główny przewodnik. – Doświadczaliśmy Go także w miłości bliźniego, w ludziach, którzy nas gościli, częstowali, opiekowali się nami. Obok naszych, nieśliśmy też ich intencje. Przepiękny, Boży czas, myślę, że wiele łask udało nam się wymodlić, ale pewnie nie o wszystkich my, organizatorzy, się dowiemy. Wiele nawróceń, uzdrowień i naładowanie akumulatorów na cały rok, który przed nami – dodał.
Klaudia i Rafał z Kóz do Łagiewnik zabrali swoje dzieci i przyjaciół.
Joanna Kojda /Foto Gość
Klaudia i Rafał z Kóz do Łagiewnik ruszyli razem z czwórką swoich dzieci. Najmłodsza z nich, 17-miesięczna Aurelia, była jednocześnie najmłodszą uczestniczką pielgrzymki. – To jest już jej piąta pielgrzymka – uśmiecha się Klaudia. – Już jak byłam w ciąży to szłam z nią i do Łagiewnik, i do Częstochowy. W zeszłym roku też byliśmy na tych dwóch pielgrzymkach.
Małżonkowie do Łagiewnik wybrali się już po raz 14. Starsze dzieci prawie całą drogę przeszły na nogach. – Idziemy całą rodziną pielgrzymkową, każdy niesie swój bagaż, dzielimy się swoimi intencjami, Jezus miłosierny jest z nami, naprawdę, na pielgrzymce dzieją się cuda – mówi wzruszonym głosem Klaudia.
Jej mąż Rafał jest głównym kwatermistrzem. – Staram się ogarnąć wszystkim nocleg i też noszę intencje naszych znajomych, przyjaciół, śmieją się, że jestem takim duchowym ojcem. Na pielgrzymkach wymodliłem już czwórkę dzieci znajomym, którym lekarze nie dawali szans na potomstwo – mówi. – Mówią, że jestem Rafał od leczenia niepłodności – śmieje się.
Ewelina i Marcin z Kóz z synem i córką na pielgrzymkę wybrali się po raz pierwszy. – Niesamowity był sam moment dojścia do celu i doświadczenie, że nam się to udało – przyznaje Marcin. – Mieliśmy dużo intencji, głównie modliliśmy się za rodzinę i znajomych. Zawsze ktoś nas po drodze o coś prosił, więc trochę tego się nazbierało – przyznają małżonkowie, dodając, że chętnie wybiorą się w drogę także za rok.
Kasia i Ania z Bielska-Białej oraz Asia z Międzybrodzia Bialskiego posługiwały jako animatorki muzyczne w grupie Brat Albert. To już kolejna ich pielgrzymka do Łagiewnik. – Najważniejsze dla nas było to, żeby iść i doświadczać w drodze Pana Boga – przyznają. – Jest za co dziękować, jest za co przepraszać, jest o co prosić – dodaje Asia. – Niesiemy własne intencje, naszych bliskich, znajomych. W trudzie, w pocie, dobrze jest wtedy to wszystko oddawać Panu Bogu. Ale w drodze dziękujemy Mu też za wszystko i uwielbiamy Go w pięknym świecie, który stworzył – opisuje. – Nam, muzycznym, idzie się troszkę inaczej, mamy mikrofony, staramy się rozweselać ludzi i dzięki temu same się mobilizujemy do tego, żeby iść naprzód – dodaje Kasia. – Piosenki nas niosą – śmieje się Ania.
Wśród pielgrzymów znalazł się także Edson z Zanzibaru w Tanzanii, który od kilku lat mieszka i pracuje w Bielsku. – Kocham Polskę, macie piękną tradycję, Polacy wierzą w Boga, papież Jan Paweł II pochodził z Polski – wymienia. – Pielgrzymka to dobra okazja do tego, żeby poświęcić czas Bogu, oczywiście, mogę modlić się także w domu, ale mi to nie wystarcza – wyjaśnia. – W drodze mogę rozmawiać z Bogiem na różne tematy, mam wiele grzechów, proszę Go o przebaczenie, spotykam wielu ludzi, z którymi także rozmawiam o Jezusie – dodaje.
Edson z Tanzanii jest zachwycony Polską.
Joanna Kojda /Foto Gość
Choć rozmawiamy po angielsku, Edson zna parę słów po polsku, są wśród nich: „szczęść Boże!”, czy „błogosławi”. Chciałby zostać w Polsce dłużej, jednak zaznacza, że najważniejsze dla niego jest to, czego chce sam Bóg.
– Gdy Jezus konkretnie okazuje komuś miłosierdzie, to chce w ten sposób ludziom objawiać miłosierne oblicze Ojca, by wierzyli, że Jego Ojciec jest miłosierny. Gdy Jezus naucza tłumy, gdy je karmi, uzdrawia czy wypędza złego ducha, objawia w ten sposób, że w świat dotknięty przez zamęt, grzech i zniewolenie od złego, wkracza królestwo Boże – mówił w homilii bp Roman Pindel.
– Gdy nas kto krzywdzi, nie szukajmy zemsty, nie musimy odpowiadać – jak się mówi na wojnie – symetrycznie, więc podobnie. Raczej bądźmy wspaniałomyślni, a nawet gotowi znieść więcej. To jest miłosierdzie. Okazywał Je Jezus i objawiał w ten sposób miłosierne Oblicze Ojca – dodał na zakończenie kazania.
Wcześniej ordynariusz naszej diecezji wskazał, że celem drogi Jezusa jest dom Ojca. Zmierza tam po to, aby przygotować nam mieszkania w niebie. Biskup przypomniał także, że to Jezus jest drogą, prawdą i życiem, jakie wskazują kierunek naszej wiary. – Tylko On (Jezus) daje życie, jakiego nikt inny dać nie może. To jest życie wieczne, a więc nieskończone, niczym nie zagrożone i zupełnie niepodobne do życia śmiertelnego, które jest niedoskonałe, ograniczone i zagrożone przerwaniem czy utratą – wyjaśniał.
Do osób idących pieszo w Łagiewnikach dołączyli pielgrzymi rowerowi, którzy ruszyli z Kęt i ze Strumienia. W ekipie medycznej posługiwało łącznie 25 osób. Wśród interwencji zdarzały się zasłabnięcia, odwodnienia, urazy, w paru przypadkach potrzeba była też pomoc ambulansu.










