Zrobiłam im obóz przetrwania

– Bałem się, że umrę po pijanemu. Zapragnąłem przestać pić. Ale nie mogłem. Z alkoholem było mi źle. Bez niego jeszcze gorzej. Jedyną osobą, która we mnie nie zwątpiła, była moja mama – opowiadał między ruinami krematoriów Auschwitz-Birkenau Józik. Od 12 lat trzeźwy alkoholik.

Najczęściej piłem z kolegami. Coraz częściej szukałem okazji. Zacząłem pić samotnie. Piłem długo, do 59. roku życia, krzywdząc siebie i najbliższe mi osoby. Mamę, dzieci, żonę. Nie pomagały prośby ani groźby, ani płacz. Doprowadziłem do tego, że zaczęła pić i żona. Córka próbowała popełnić samobójstwo. Zaczęły się awantury, wyprowadzki do mamy, odwiedziny policji, wizyty u psychologa, problemy w pracy. Żona straszyła rozwodem. Przyszły kłopoty ze zdrowiem. Stałem się bezsilny wobec alkoholu i przestałem kierować własnym życiem. Opuszczony, zepchnięty na margines. W czasie bezsennych nocy myślałem, że przegrałem, że zmarnowałem życie swoje i rodziny. To mama wtedy z miłością i troską prosiła, upominała i ze łzami w oczach mówiła, że nieustannie modli się o moją trzeźwość. Postanowiłem więc, że zacznę się modlić. Obok gospodarstwa mamy, przy rozstajnych drogach stoi krzyż. Pewnego wieczoru wychodząc od mamy z niedopitą butelką, odstawiłem ją na bok. Uklęknąłem pod krzyżem. Modliłem się o przemianę mojego życia przed obrazem Matki Bożej z Loreto. Pan Bóg wysłuchał. Postawił na mojej drodze ludzi, którzy wskazali mi wspólnotę. Od 12 lat jestem trzeźwym, wolnym człowiekiem – opowiada Józik.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..