– Jestem cudem, który narodził się na nowo z miłości, bezinteresownej pomocy i wiary w drugiego człowieka – mówi Krzysztof.
Do tamtego wieczoru, kiedy ekipa wolontariuszy bielskiej Zupy za Ratuszem przyszła do „ich” parku, Krzysztof, Ania i Tomek wegetowali tu razem z innymi bezdomnymi. – Samotność i beznadzieja kładły się ciężarem na duszy – opowiada Krzysztof. – Tkwiliśmy w marazmie.
Andrzej pamięta dzień, kiedy sam przyszedł na niedzielną zupę: – Posikany, włosy polepione brudem, świerzb okrywał ciało. Byłem przesiąknięty półrocznym smrodem i zrozpaczony błaganiem o pomoc. Nawet matka mnie odrzuciła.
Swoją historię ma i Bogdan. – Przez nałóg straciłem wszystko. Pracę, dom, rodzinę. Nawet godność. Kilkakrotnie zostałem pobity i zgwałcony. Byłem nikim. Moje ciało pokrywały swędzące rany. W głowie – myśli samobójcze. Byłem niewidzialny i niechciany. Bez poczucia czasu i istnienia. Pewnego zimowego wieczoru pojawił się promyk nadziei. Anioły, które wyciągnęły do mnie dłoń.
O wieczornej niedzielnej Zupie za Ratuszem w Bielsku-Białej wiedzą wszyscy, którym z różnych powodów podwinęła się noga, dla których życie na ulicy stało się codziennością zakrapianą alkoholem. Za ratuszem mogą liczyć na ciepły posiłek, kanapki, pomoc medyczną, rozmowę. Ewelina, Dorota i inni wolontariusze na tym nie poprzestają. Wieczorami – z kanapkami, herbatą, wodą, czystą bielizną – odwiedzają miejsca, gdzie ich „zaratuszowi” podopieczni śpią, żyją, mieszkają. „Jeśli chcesz” – rozpoczynają rozmowę z każdym. I dają szansę tym, którzy naprawdę chcą zmienić swoje życie.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł