Reklama

    Nowy numer 11/2023 Archiwum

Moc płynie z miłości

Kiedy w milenijnym roku 2000 zakładała Stowarzyszenie, chciała po prostu pomagać niepełnosprawnym. Do dziś wkłada w tę pomoc mnóstwo czasu i sił, ale przede wszystkim całe serce.

Jak przyznaje, z biegiem lat tych sił zaczyna brakować, ale zawsze mobilizuje ją myśl, że jej ukochani podopieczni z Dzieci Serc tak czekają na rzadką okazję, by wyjść z domu, spotkać się z ludźmi i przeżyć radość.

Taką okazją były organizowane co roku integracyjne wydarzenia: paraolimpiady, rajdy, pielgrzymki na cześć św. Jana Pawła II „Ogień Lolek” z Bielska-Białej do Radziechów i na Jasną Górę, Zaduszki Narodowe na Matysce, wycieczki i obozy rehabilitacyjne. Wiele razy niepełnosprawni podopieczni stowarzyszenia wraz z rodzicami pielgrzymowali do świątyń na Żywiecczyźnie na odpusty, a co roku przychodzą też po błogosławieństwo do radziechowskiej kaplicy św. Anny.

– Gdzie indziej mielibyśmy szukać wsparcia? – pyta retorycznie pani Jadwiga i przyznaje, że dzielenie się wiarą, którą wyniosła z domu, jest dla niej oczywiste i naturalne. Gdy rodzice i dzieci podsumowywali 20-lecie stowarzyszenia, mówili, co im dała przynależność do Dzieci Serc. – Dopiero tutaj naprawdę zobaczyłem Pana Boga, poczułem Jego bliskość i to, że należę do Kościoła – brzmiała jedna z odpowiedzi.

Pani Jadzia z prawdziwym zachwytem opowiada o bohaterach polskiej historii: żołnierzach, kapłanach, których wspominają uczestnicy Narodowych Zaduszek. Razem z nimi zakłada historyczny kostium, tańczy na szczycie Matyski poloneza, a potem wszyscy razem uczestniczą we Mszy św. Podobnie jest podczas biegów pamięci „Tropem Wilczym”, które Dzieci Serc organizują ku czci żołnierzy wyklętych. – Tak sobie wyobrażam prawdziwą integrację. To, że wielu z naszych podopiecznych wciąż czeka na sposobność, żeby wyjść z domu do ludzi, to jedno, ale w integracji równie ważne jest to, żeby mogli tak jak inni dawać świadectwo swojej wiary czy patriotyzmu, żeby poczuli swoją godność jako współorganizatorzy. Uczymy się razem, jak żyć nie tylko swoimi problemami, których nie brakuje, ale też kochać ojczyznę, kochać drugiego człowieka i umieć do niego wyciągać rękę – tłumaczy prezes Klimonda.

Dlatego razem dokonują rzeczy, które wydawały się kiedyś niemożliwe: całą grupą pielgrzymują do Pani Jasnogórskiej, w tym kilkanaście osób na wózkach inwalidzkich. Uczestniczyli też w Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie. Pani Jadwiga razem z podopiecznymi modli się podczas licznych wypraw na podbeskidzkie cmentarze, gdzie odwiedzają groby zapomnianych lokalnych bohaterów. Teraz wspólnie przygotowują się, by uczcić jubileusz 630-lecia radziechowskiej parafii, poznają wybitnych kapłanów, którzy tu wcześniej duszpasterzowali, i ich niezwykłe dokonania.

Moim zdaniem

ks. Krzysztof Ciurla, duchowy opiekun Dzieci Serc – Od lat mam okazję towarzyszyć inicjatywom Stowarzyszenia Dzieci Serc. Tym, co mnie zawsze ujmuje, jest oczywiście ogromna energia, wrażliwość i autentyczna bezinteresowność pani Jadwigi. Najważniejsze, że nie jest to zwykła filantropia, samo czynienie dobrych rzeczy, ale to pomaganie wypływa z jej miłości do Pana Boga i ludzi. Sama kiedyś przyznawała, że serce pękało i sumienie nie pozwalało jej patrzeć na opuszczenie niepełnosprawnych dzieci, biedę, nieraz także bezradność rodziców. Dlatego tak naturalne jest dla niej prowadzenie innych właśnie na pielgrzymki, do miejsc związanych z Bogiem. Dba, żeby odwiedzali święte miejsca, żeby był czas na modlitwę. Myślę, że pani Jadwiga tymi wszystkimi swoimi działaniami, które podejmuje, aby pomagać innym, odpowiada na słowa Jezusa: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). I nie jest przypadkiem, że z jej inicjatywy patronem Dzieci Serc jest bł. o. Michał Tomaszek.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy