Nowy numer 5/2023 Archiwum

W Betlejem… na Trzycatku

Paweł Jałowiczor nie zdążył dotąd policzyć, ile czasu swego życia spędził w otoczeniu Świętej Rodziny i składających pokłon Bożej Dziecinie ludzi wszelkich stanów, a także czworonożnych mieszkańców betlejemskiej szopy. Jednego jest za to pewien: to czas spędzony najlepiej, jak tylko można. – Dzięki figurom, które rzeźbię do szopek, w mojej pracowni jest zawsze betlejemska atmosfera – i to jest mój ulubiony temat – mówi.

Dla pełnej jasności trzeba od razu dodać, że na ten pobyt w Betlejem może sobie pozwolić, nie ruszając się z rodzinnego Trzycatka, ze swojej rzeźbiarskiej pracowni z widokiem na domowe podwórko i Beskidy.

Tu od wielu lat rzeźbi kolejne figury, które razem tworzą gromadę skupioną wokół żłóbka i Świętej Rodziny. Jego szopki trafiły już w różne miejsca w kraju, a także poza granice Polski. Dzięki żonie rzeźbiarza – Anieli coraz grubszy staje się album gromadzący fotograficzną dokumentację prac męża, które z pracowni ruszają w dosłownie wszystkie strony świata. Są m.in. w kaplicy sióstr elżbietanek w Wiśle, w kościołach w Cieszynie, Ustroniu-Polanie, Rybniku, Kępnie, Poznaniu, a także w Niemczech, Rosji, a nawet w Afryce.


Są oczywiście zgodne z zamówieniem, ale mają jedną cechę wspólną, która stała się znakiem rozpoznawczym pana Pawła: wśród składających pokłon ludzi nigdy nie brakuje beskidzkiego górala w charakterystycznym brucliku. – Bo jakby mogło go zabraknąć wśród tych, którzy chcą uwielbić Pana Jezusa? – pyta retorycznie.


I nie ukrywa, jak wielką radością jest dla niego dokończona właśnie beskidzka szopka, którą od dwóch lat tworzył dla Istebnej. – To była inicjatywa pani wójt Łucji Michałek-Chudeckiej i Rady Gminy Istebna. Bardzo się z tego cieszę, bo większość moich szopek jest gdzieś daleko, a teraz jest jedna, którą można zobaczyć tu, na miejscu. A przede wszystkim mogła powstać taka, jaką zawsze pragnąłem wykonać: cała w beskidzkim stylu. To jest spełnienie moich marzeń – mówił uradowany Paweł Jałowiczor po uroczystym poświęceniu dopełnionej nowymi figurami szopki w Istebnej.


I rzeczywiście poza królewskimi postaciami wszyscy inni ubrani są w tradycyjne beskidzkie stroje, a bruclik noszą nie tylko pasterze, ale także św. Józef. Również Maryja czuwająca przy żłóbku nosi strój beskidzkiej góralki. 


W poprzednim roku powstała pierwsza grupa najważniejszych figur, a w tym doszła do nich druga część postaci: Trzej Królowie, góral na koniu, dwoje dzieci ze zwierzętami na rękach, pastuszek, gospodyni z dzbanem śmietany. Nie zabrakło też baranka i psa. Łącznie jest ich prawie trzydzieści. W zbudowaniu drewnianego szałasu pomógł Edward Łacek, a nad mechanizmami, które pozwalają na ruch niektórych figur, pracował Rafał Wawrzacz. Ale wszystkie figury z sezonowanego lipowego drewna klejonego rzeźbił sam pan Paweł. Zadbał też o materiał, który gwarantuje, że rzeźby nie będą pękać. Poświęcił im czas od lutego do września. – Zrobiłem tyle innych stajenek. Od prawie trzydziestu lat buduję co roku potężną szopkę u ojców franciszkanów w bazylice w Katowicach-Panewnikach, ale z tej jestem wyjątkowo dumny – przyznaje artysta. Dla tych, którzy bywają na uroczystościach w beskidzkiej Trójwsi i na Trzycatku, nie jest tajemnicą, że na najważniejszych wydarzeniach pan Paweł sam pojawia się obowiązkowo w góralskim stroju. W nim też uczestniczył w tegorocznej pasterce.
Jego szopkę ustawioną na kościelnym dziedzińcu w Istebnej poświęcił ks. kan. Tadeusz Pietrzyk, a tłum rodzin z małymi dziećmi z uwagą oglądał nowe postaci. Szczególny podziw budził góral zmierzający do betlejemskiej szopki konno. Całość będzie można oglądać aż do święta Matki Bożej Gromnicznej.


« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy