Nowy numer 5/2023 Archiwum

Kazia, czyli dobry duch

Kazimiera Gąsiorek z Czańca niedawno znalazła się w gronie nominowanych 
do Nagrody Starosty Bielskiego im. ks. Józefa Londzina, przyznawanej społecznikom zasłużonym 
dla lokalnych społeczności.

Pani Kazimiera, a właściwie Kazia – bo tak każe zwracać się do siebie – nie ukrywa, że pomaganie innym zawsze było dla niej najważniejsze, a wszystko zaczęło się od sióstr kanoniczek Ducha Świętego, które przyszły do czanieckiej parafii.


– Wielka przyjaźń z siostrą Kingą połączyła jeszcze moją mamę, a potem ta więź przeszła na mnie i trwa do dziś. Gdy s. Ancilla wyjeżdżała na misje do Burundi, wiadomo było, że trzeba jej pomóc, żeby mogła pomagać tym, do których pojechała – wspomina pani Kazimiera. 


Przed wyjazdem siostra dostała od księdza symboliczny dar: gong, w który miała uderzyć, ilekroć będzie potrzebowała pomocy. „My ten gong usłyszymy” – powiedział wówczas, a pani Kazia przez lata robiła, co mogła, by głos potrzebujących z Afryki był w Czańcu słyszany. Postarała się, by pierwszy bagaż misjonarki był pełny darów, a podczas jej kolejnych odwiedzin w Polsce organizowała spotkania połączone z kwestami na rzecz misji.

– Z opowieści s. Ancilli pozostały mi w pamięci przejmujące sceny biedy, głodu. Nie mogłam być na nie obojętna – tłumaczy pani Kazia. Nie ukrywa, że sama też doświadczyła pomocy, bo kiedy kilka lat temu poważnie zachorowała, cała parafia w Burundi modliła się o jej zdrowie.


Z wielką empatią i nieodłącznym serdecznym uśmiechem podchodziła do każdej osoby, którą spotykała również w Czańcu, więc liczba tych, którym zdołała pomóc, rosła nieustannie. Sprzyjały temu liczne aktywności, od koła emerytów i rencistów, które w czasie jej ponad 20-letniego przewodnictwa przeżyło prawdziwy rozkwit, po Radę Sołecką, w której działa od lat. Za serce włożone w budowanie wspólnoty emerytów, którzy nazwali swoje czanieckie koło – rodzinnym, pani Kazia została też uhonorowana gminną nagrodą Srebrnej Róży. Okres niezwykłej aktywności emerytów sama dokumentowała w kronice koła. Został on też opisany w pracy magisterskiej.


– Nie lubię bezczynności, nie chcę, by Bóg powiedział, że życie zmarnowałam –podkreśla z uśmiechem. Panu Bogu pani Kazia jest wdzięczna za liczne dary, a wśród nich za talent do haftowania i szydełkowania. Wiele jej obrusów zdobi ołtarze w czanieckiej świątyni, a ministranci zyskali haftowane komże.


Swoje potrzeby umieszczała zawsze na końcu listy spraw do załatwienia – i śmiała się trochę z samej siebie. – Ale najbardziej cieszę się, że to może mało praktyczne podejście do życia przejmują moi bliscy. Bo podobnie aktywny jest mój syn Tomasz, który z zespołem muzycznym angażuje się w wydarzenia charytatywne, m.in. w pisarzowickiej Fundacji Krzyż Dziecka, czy wnuczka Martynka, która też chętnie pomaga. Jestem z tego dumna – przyznaje Kazimiera Gąsiorek.



Moim zdaniem 


ks. kan. Wiesław Ostrowski,


proboszcz w Czańcu 


– Pani Kazia potrafi wiele zrobić, jest niezwykle aktywna i ta jej aktywność owocuje. Ale to, co jest u niej naprawdę niezwykłe, to wyjątkowy dar przyciągania innych ludzi, których traktuje jak siostry i braci. Potrafi stworzyć bardzo ciepłą, rodzinną atmosferę, więc ludzie zawsze do niej lgnęli, tworząc mocną i żywą wspólnotę. Tak było w czasie, kiedy przewodziła czanieckiemu kołu emerytów. Do dzisiaj wszelkie parafialne inicjatywy mogą liczyć na pomoc emerytów, którzy chętnie angażują się w działania. Od lat pomagamy ukraińskiej parafii w Haliczu, gdzie pracuje ks. Jacek Waligóra z Bielska-Białej. Kiedy przygotowujemy dla nich transport darów, zawsze swoje paczki przekazują też emeryci. Pani Kazia dbała również o regularne Msze św. dla emerytów. Niewątpliwie jest w parafii takim dobrym duchem.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy