Nowy numer 5/2023 Archiwum

Poruszenie serc

Stojąc przed ołtarzem kościoła św. Michała Archanioła w Goleszowie, Marta Przybyła opowiadała o tym, jak w swoim życiu spotkała Boga i jak przemówił do niej, choć przez wiele lat uważała się za Jego przeciwniczkę.

Przed kamerą świadectwami o tym, jak Bóg przemieniał ich życie, dzielili się też Marcin Ostrowski, Adam Szymkowski, Paweł Martyniuk, Joanna i Marek Klęk, Dawid Cmok i Joanna Nowacka. Mówili, jak odkrywali, że jest coś więcej oprócz doczesności, jak poznawali prawdę, że Bóg czeka na każdego człowieka. Ich świadectwa wplatały się w rozmowę księdza, który z kolędowymi odwiedzinami przyszedł do domu świetnie sytuowanej rodziny. Jego kapłańska opowieść o sakramentach i miłość, z jaką reaguje na pierwsze kpiny czy zaczepki, otwierają domowników na Boga i na siebie wzajemnie. I nie jest przypadkiem, że obraz ten opatrzony został podtytułem: „Film na czasy ostateczne”. W kościele i sali Czytelni Katolickiej w Goleszowie kilkaset osób zebrało się na projekcji „Powołanego”.

Za Jego głosem

W napisach końcowych pojawia się zaskakująca informacja: że autorem scenariusza jest Duch Święty, a producentem – Najświętsza Maryja Panna. Dlaczego tak? Na to pytanie już chwilę później odpowiadał w Goleszowie reżyser filmu Jan Sobierajski, przybliżając fascynujące okoliczności, w których kształtowała się koncepcja scenariusza obrazu o kapłaństwie. Mówił, jak odkrywał na adoracji kolejne Boże wskazówki i uczył się pokory oraz cierpliwości w ich realizacji, ale też o tym, jak na modlitwie budowała się i wciąż buduje jego relacja z Panem Bogiem.

– Zrozumiałem, że Bóg chce się mną posłużyć, żeby powstał taki film, ale nie było na jego realizację pieniędzy. Wstępny kosztorys opiewał na 100 tys. złotych. Zawierzyłem ten problem Matce Bożej. Założyłem zrzutkę, zdając sobie sprawę z małej szansy na powodzenie zbiórki na film o kapłaństwie i Bożej mocy, której doświadczamy przez sakramenty. Był początek października, święto MB Różańcowej. A 8 grudnia, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP, mieliśmy 115 tys. złotych – mówił reżyser.

Najpierw powstawały nagrania ze znanymi duchownymi. – Na niektórych rozmówców trzeba było czekać rok. A potem, kiedy przedstawiliśmy film z prośbą o honorowy patronat Episkopatu Polski, usłyszeliśmy, że mamy głosy kapłanów przesunąć do aneksów, wprowadzając inne świadectwa. To zmieniało wszystko i trzeba było zacząć od nowa. Ale skoro już wiedzieliśmy, że to Pan Bóg jest głównym reżyserem, nie było dyskusji – tłumaczył Jan Sobierajski. Podkreślał, jak ważne jest, byśmy nigdy nie wątpili, że Pan Bóg chce się nami posłużyć i uczyli się wsłuchiwać w Jego głos.

Film „Powołany” jest dostępny na platformie YouTube. A docierające do twórców głosy nawróconych widzów są potwierdzeniem, że ich posłuszeństwo było dobrym wyborem. – Teraz myślimy o filmie „Powołany 2”, który będzie pokazywał, jak Bóg powołuje świeckich. I słuchamy Bożych wskazówek – dodawał reżyser.

To Bóg poprowadził!

W filmie i na spotkaniu w Goleszowie Marta Przybyła mówiła: – Mam pragnienie, żeby dać świadectwo; żeby mówić innym ludziom to, co ja kiedyś usłyszałam – że Bóg jest miłością.

To wyznanie poprzedziła relacją o latach, które przeżyła bez Boga, błądząc czy szukając oparcia we wróżbach. Podczas spotkania ze znajomymi usłyszała o Bogu, który jest miłością, i przekonała się o tym podczas adoracji Najświętszego Sakramentu, na którą poszła bez przekonania.

– Ta chwila odmieniła wszystko – wspominała. Opowiadała o tym, jak podejmując trudne wyzwania: pracę wśród osób z głęboką niepełnosprawnością, czuwanie przy umierających w hospicjum, coraz lepiej poznawała Bożą miłość. I jak umocniona tą miłością, z niezwykłym pokojem w sercu, towarzyszyła w tym roku umierającej mamie, która też przeżyła nawrócenie i odchodziła z słowami: „Jezu, ufam Tobie” na ustach. – Nie modliłam się, by nie cierpiała, ale prosiłam, by cierpienie skróciło jej czas oczekiwania na chwilę, kiedy będzie mogła już przez wieczność oglądać dobrego Boga twarzą w twarz – mówiła Marta.

Poruszenie serc

– Bardzo mi zależało, żeby ten film zobaczyli parafianie. Widziałem, jak przejmujący był odbiór, i jestem przekonany, że to wydarzenie będzie owocowało – przyznaje ks. Zbigniew Zachorek, który był inicjatorem goleszowskiej projekcji i spotkania z twórcami filmu.

Marta Przybyła i Jan Sobierajski mówili o swoich przeżyciach i doświadczeniach nie tylko po sobotniej projekcji, ale także podczas wszystkich niedzielnych Mszy św. w Goleszowie. – Zapowiadaliśmy, że się pojawią, zachęcaliśmy do obejrzenia filmu i zauważyłem, że z tego zaproszenia skorzystały nawet osoby, które widziałem w kościele po raz pierwszy. Być może byli trochę tacy jak bohaterowie filmu, którym nie zawsze było po drodze z Panem Bogiem i Kościołem. Przyszli, byli na Mszy i poruszeni słuchali świadectw, niektórzy ze łzami w oczach. Teraz trzeba się modlić, żeby to poruszenie serc pogłębiało się i stało czymś trwałym – dodaje ks. Zachorek.

Po spotkaniu ewangelizacyjnym z filmem i zaproszonymi gośćmi padły w Goleszowie liczne prośby o kolejne podobne wydarzenia. – Podczas tegorocznego festynu parafialnego widać było, że dużo osób jest gotowych się zaangażować w różne formy działania. Teraz widać, że parafianie chcą też wchodzić w coś, co pomoże im wzrastać duchowo, i sami podsuwają nowe pomysły na spotkania ze świadkami żywej wiary. Takie sugestie padały już podczas dyskusji synodalnych. To jest motywacja, by myśleć o kontynuacji, by pytać Ducha Świętego o nowe pomysły – zaznacza ks. Zachorek.

Wielka katecheza

– Jestem wdzięczna za możliwość wysłuchania świadectwa Marty, za to, że w tak prostych, zrozumiałych dla każdego słowach potrafiła opisać swoje doświadczenie Boga – mówi Ewa. – Jej słowa były wielką katechezą, balsamem na udręczone dusze wielu z nas i na nowo przypomniały nam, gdzie szukać pomocy i prawdziwej miłości. Zachęciła do refleksji nad tym, czy jest we mnie zgoda na prowadzenie przez Boga, w jakąkolwiek będzie chciał stronę, niekoniecznie tam, dokąd ja chcę. Jej świadectwo pokazuje nam, jak ważni jesteśmy dla Boga; że przygotował dla nas jedyną i niepowtarzalną ścieżkę; że nigdy na nie swojej ścieżce nie będziemy szczęśliwi – dodaje.

– Nie sposób opisać tego, co przeżyliśmy wraz z mężem i córką na niedzielnej Mszy Świętej. Myślałam: „No tak, kolejna osoba nawrócona. Wysłucham i wrócę z uśmiechem do domu” – mówi parafianka Iwona. – Nic bardziej mylnego. Byłam wzruszona do głębi, łzy ciekły mi po twarzy. Wiele osób wyciągało kolejne chusteczki higieniczne z kieszeni. Do dziś słowa Marty krążą w moich myślach. I zastanawiam się nad sobą – wyznaje.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy