Nowy numer 47/2022 Archiwum

Rok w lesie

Od października przy ołtarzu w kościele św. Macieja w Andrychowie brakuje trzech lektorów. Ale nie zrezygnowali ze służby! Razem z czterema rówieśnikami: z Białej, bielskiego os. Karpackiego, Międzybrodzia Bialskiego i Trzebini zostali przyjęci do krakowskiego seminarium i rozpoczęli drogę rozeznawania powołania kapłańskiego.

Jest ich siedmiu. „Siedmiu wspaniałych” – chciałoby się powiedzieć. Zakłopotani zaprzeczają, mówią o dalekiej drodze i proszą o modlitwę za nich…

Biskup Roman Pindel razem z ks. Sławomirem Kołatą, wicerektorem Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej, wręczyli im 27 września suscepty, czyli oficjalne dokumenty potwierdzające przyjęcie alumnów na rok propedeutyczny uczelni.

Wśród kandydatów są trzej mężczyźni z andrychowskiej parafii św. Macieja: Konrad, Jakub i Jan, dwaj mieszkańcy Bielska-Białej: Łukasz z parafii Opatrzności Bożej w Białej i Franciszek z parafii Jezusa Chrystusa Odkupiciela Człowieka na os. Karpackim oraz Łukasz z parafii św. Marii Magdaleny w Międzybrodziu Bialskim i Kacper z parafii Matki Bożej Różańcowej w Trzebini. Właśnie rozpoczynają formację na roku zerowym w Zembrzycach koło Suchej Beskidzkiej. To drugi rocznik rozpoczynający w ten sposób drogę do kapłaństwa.

Jak trzech muszkieterów

W andrychowskiej drużynie kleryków jako pierwszy do podjętej decyzji przyznał się Jakub. I niemal od razu usłyszał, że i Janek, i Konrad myślą o podobnym kroku.

– To jest wielka tajemnica, że Pan Bóg powołuje nawet tak prostych ludzi jak ja – mówi Jakub. – Nic do końca nie wiadomo, ale słyszę taki wewnętrzny głos, który mówi, żeby pójść i zobaczyć, jak to jest.

Jakub dostrzegał wiele sygnałów, które pokazywały mu kierunek. – Jedna sytuacja szczególnie zapadła mi w pamięć. Byłem w drugiej klasie gimnazjum. Uczestniczyłem we Mszy Świętej. Patrzyłem na wszystkie czynności kapłana i czułem ogromną radość. Widziałem też w tym siebie. Poszedłem z tą myślą do liceum…

Wzorami kapłańskimi są dla Jakuba księża z parafii. Szczególnym wsparciem w podjęciu decyzji był dla niego ks. Tomasz Bieniek. – Kiedy zaczynałem liceum, ks. Tomek przyszedł do naszej parafii. Czuję, że to było działanie Pana Boga – że go postawił na mojej drodze akurat w tym momencie. Jestem mu bardzo wdzięczny za to, jak mi pomógł – podkreśla Jakub, dodając: – Kiedy jako animatorzy LSO mieliśmy jakiś problem, zgłaszaliśmy się do ks. Tomka. On zawsze ma wszystko poukładane, uporządkowane – braliśmy z niego przykład.

Według Jakuba w kapłaństwie bardzo ważne jest, by być blisko drugiego człowieka. – I jeszcze sakramenty…To jest dla mnie takie „mega wow”, że nawet taki grzeszny człowiek jak ja może robić tak wielkie rzeczy…

Nie kryje obaw. – Nie jestem pewny, czy dam radę, boję się, ale mam wewnętrzne przekonanie, że ten głos w sercu mówi, iż to jest moja droga. Wierzę, że tego chce ode mnie Pan Bóg. Mam duże wsparcie w najbliższych, w rodzicach…

Myśl jak strzał

– Zanim Kuba nam powiedział, jeszcze się wahałem, więc nie ogłaszałem tego światu – uśmiecha się Janek, także związany z LSO i oazą. – Ale kiedy się przyznał, to powiedziałem, że ja też… W ciągu ostatniego pół roku zauważałem często takie sygnały od Pana Boga, ale czułem niepewność. Aż przyszła taka jedna myśl jak strzał, żebym spróbował.

Janek dodaje, że jeżdżąc na rekolekcje, poznał wielu księży, którzy stawali się dla niego wzorami. – Wiadomo jednak, że najbliższą wspólnotą Kościoła jest własna parafia i – podobnie jak u Jakuba – to postawa ks. Tomka Bieńka i rozmowy z nim stały się dla mnie inspiracją. Ksiądz Tomek i inni księża w parafii dają nam świadectwo, że istnieje nie tylko ten świat, który widzimy, ale że jest Ktoś nad tym wszystkim – Bóg, Jezus Chrystus.

Konrad opowiada, że decyzję, o której myślał od jakiegoś czasu, podjął w bliskości uroczystości Zesłania Ducha Świętego. – Byłem na kolejnych rekolekcjach powołaniowych u karmelitów bosych w Czernej i po nich pomyślałem, że kapłaństwo to może być moja droga. Potwierdza, że i dla niego kapłańskimi autorytetami są księża z parafii. – Szczególnie jestem wdzięczny ks. Wojciechowi Olesińskiemu za to, że jest oddanym Panu Bogu kapłanem, a jednocześnie jest blisko ludzi – nie buduje sztywnych barier, jest otwarty, gotowy być zawsze dla innych…

Lektorzy z Andrychowa mówią, że nie ma się co obawiać o to, że wspólnota lektorów zmalała. – Wychowaliśmy sobie następców – śmieją się zgodnie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy