Nowy numer 38/2022 Archiwum

Cisiec: połączeni wiarą

Wierni z Ciśca razem z ks. prał. Władysławem Nowobilskim zbudowali 50 lat temu słynny „kościół jednej doby”. Do dziś przetrwały wspomnienia tamtych wyjątkowych chwil, wielkiej determinacji i wysokiej ceny, jaką płacili za marzenia o swojej świątyni. Ważnym dopełnieniem tej pamięci uczestników jest spojrzenie Marka Łukasika, historyka IPN, autora książki na ten temat, która wkrótce ukaże się z okazji tej rocznicy.

W publikacji „Społeczna budowa kościoła w Ciścu” znalazło się wiele szczegółowych informacji na temat pamiętnej niedzieli 5 listopada 1972 roku, kiedy ks. Nowobilski, wówczas wikary w Milówce organizujący duszpasterstwo na terenie Ciśca, po porannej polowej Mszy św., odprawionej na placu przyszłej budowy, powiedział krótko, żeby się nie rozchodzić, bo zaraz rozpocznie się budowa kościoła.

– Jak było możliwe, że znamy tyle szczegółów? Przede wszystkim sami uczestnicy niezwykle dokładnie zapamiętali to, co działo się tamtego dnia. Niesłychanie ciekawe są też wydarzenia, które miały miejsce po 5 listopada – podkreśla autor książki.

W ciągu jednej doby stanęły bowiem mury i więźba dachu. Potem trwały prace wykończeniowe, wykonywanie chóru, posadzki, szklenie okien, budowa chóru i dobudowa półokrągłego prezbiterium. Komunistyczne władze na różne sposoby próbowały zatrzymać budowę jeszcze w niedzielę, zastraszały i groziły, odcinały prąd. Również w kolejnych dniach nie rezygnowały z prób zatrzymania tego dzieła i domagały się rozbiórki. Z dokumentów wynika, że 6 listopada w Krakowie władze powołały specjalny zespół, który debatował, jak rozwiązać problem w Ciścu. Jeden z pomysłów przewidywał zaangażowanie lokalnych autorytetów do rozbijania więzi tamtejszego środowiska. Jest też raport, że te starania niewiele dały.

Cisiec stał się oblężoną twierdzą. Rewidowano każdy przejeżdżający samochód, sprawdzając zwłaszcza, czy nie wiezie przypadkiem materiałów budowlanych. – To był taki lokalny stan wojenny. Górale i na to znaleźli sposób, przewożąc potrzebne materiały furmankami korytem Soły. Nie bez powodu milicjanci w jednym z raportów skarżyli się, że zostali na moście obrzuceni kamieniami przez grupę wyrostków. A to dzieci chciały ochronić swoich ojców przed rozpoznaniem przez funkcjonariuszy – mówi Marek Łukasik.

Próba sił

– Wielkie naciski wywierane były na władze archidiecezji krakowskiej. Kardynał Wojtyła przebywał w tym czasie w Rzymie, więc na rozmowy aż dziewięciokrotnie wzywany był bp Jan Pietraszko, który starał się opóźnić podjęcie decyzji w tej sprawie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy