Nowy numer 32/2022 Archiwum

On nam dał was

– Nasze marzenia wyglądają tak: Rosjanie wracają do Rosji, my do swoich domów, a jak odbudujemy nasz kraj, to wy przyjedziecie do nas na wakacje. Nasze „cziłowieki” was przywiozą – mówią „drużyny” z Winnicy.

Jedna Irena to mama Bohdana i Maszy, druga Irena – Denisa, Oksana – Lizy i Koli, Natalia – Maksa i Julii oraz Olena – mama Andrija i Walerii. Wszystkie chciały pójść na kurs polskiego. Ale był to kurs dla dzieci.

Jednak okazało się, że błyskawicznie uczą się polskiego dzięki swoim gospodarzom Anicie i Krzysztofowi Tyrybonom oraz ich dorosłym dzieciom. – I wzajemnie –  śmieją się małżonkowie.

Anita i Krzysztof są związani z Domowym Kościołem w Andrychowie oraz z Centrum bł. ks. Władysława Bukowińskiego w Zagórniku i prowadzącym je Stowarzyszeniem Ocalenie. To tam kilka lat temu Tyrybonowie i duszpasterze zainicjowali kursy dialogu małżeńskiego. Jakie to logiczne. Po ukraińsku mąż to „cziłowiek”, a żona to „drużyna” – dowiedzieli się od swoich gości małżonkowie. A kiedy idą razem na spacer dróżkami Lgoty koło Witanowic, obraz jest już pełen: któreś z dzieci siedzi Krzysztofowi na barana, pozostałe walczą o uścisk jego ręki, a za tą przekomarzającą się gromadką idzie „drużyna” – czyli Anita i mamy dzieciaków.

– Nas nie słuchają, ale jak Krzysztof tylko spojrzy, to chodzą jak w zegarku – mówią. –  Dobrze, że mają tu taką dobrą męską rękę.

Pochodzą z Winnicy. Kiedy zaczęło się robić niebezpiecznie, mężowie odwieźli je do granicy z Polską. Nie wszystkie się znały. Ale wiedziały: nie chcą być rozdzielone.

Od pierwszych dni wojny ekipa Ocalenia, mieszkańcy Zagórnika, Andrychowa i okolic, uwijała się, by „u ks. Bukowińskiego” przygotować dom dla gości z Ukrainy. Z każdym dniem ich liczba rosła. – Kiedy dowiedzieliśmy się, że jedzie do nas czternaście osób, które chcą być razem, nie mieliśmy wątpliwości, że się to uda – mówią Anita i Krzysztof. – Ksiądz Bukowiński od razu zadziałał – uśmiechają się.

Kilkanaście lat temu ocalili stary dom rodzinny Krzysztofa w Lgocie, a stojącą obok stodołę także przystosowali do zamieszkania. To tu trafiły mamy i dzieci z Winnicy. – Pan Bóg was wybrał dla nas i za to mu codziennie dziękujemy – mówią wzruszone. – Trafiłyśmy na wspaniałych ludzi, w gościnne, spokojne miejsce…

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama