Nowy numer 37/2021 Archiwum

U błogosławionego z Łękawicy

W tym roku 9 sierpnia mija 30. rocznica męczeńskiej śmierci franciszkańskich misjonarzy z peruwiańskiej misji w Pariacoto.

Błogosławieni o. Michał Tomaszek i o. Zbigniew Strzałkowski, uprowadzeni przez bojówkę terrorystycznej maoistowskiej organizacji Świetlisty Szlak, zostali zamordowani za to, że głosili Ewangelię i przynosili pokój, przez co „osłabiali rewolucyjny zapał” wśród rdzennych mieszkańców peruwiańskich Andów. Pamięć o tamtych wydarzeniach jest żywa w rodzinnej miejscowości bł. ojca Michała – w Łękawicy. Tu w kościele parafialnym św. Michała Archanioła w niedzielę 8 sierpnia o 11.00 bp Roman Pindel będzie sprawował rocznicową Mszę św. Z tej samej okazji 7 i 9 sierpnia odbędą się dni otwarte w sali muzealnej w domu rodzinnym o. Michała, którą będzie można zwiedzać od 9.00.

Po stronie człowieka

Pierwsi polscy męczennicy misjonarze nie ukrywali od pierwszych kroków na drodze powołania, jak ważnym dla nich przykładem stał się ich zakonny współbrat – o. Maksymilian Kolbe. Zginęli tuż przed 50. rocznicą jego męczeńskiej śmierci, na którą z odwagą poszedł dobrowolnie, by ratować bliźniego, ojca rodziny, skazanego na śmierć współwięźnia. Oni też zdecydowali się stać po stronie ludzi, którzy wciąż czekali na nich i głoszoną przez nich Ewangelię. Ojciec Michał trafił do Pariacoto w 1989 roku. Wyjeżdżając do Peru, miał świadomość, że w tym czasie toczyła się tam zacięta walka i partyzancka wojna domowa o władzę, którą prowadzą radykalni lewicowi bojownicy.

W liście do przełożonych o. Michał pisał jednak, że bardzo pragnie dołączyć jak najszybciej do pracujących w tamtejszej misji ojców Zbigniewa Strzałkowskiego i Jarosława Wysoczańskiego. Swoją główną rolę ojcowie franciszkanie postrzegali jako zadanie otoczenia opieką borykającej się z wielką biedą ludności z górskich wiosek i głoszenia jej Dobrej Nowiny. Tych wiosek w obrębie misji było 72, a do większości dotrzeć można było jedynie konno lub piechotą. Ale ojcowie się tego podejmowali. Pomagali na wszelkie możliwe sposoby, ratując przed głodem, chorobami, wprowadzając udogodnienia, które sprawiały, że życie mieszkańców w tych niedostępnych okolicach stawało się choć trochę łatwiejsze.

Śmierć w Pueblo Viejo

Za to usypianie rewolucyjnego gniewu peruwiańskich Indian zostali surowo ukarani. Tak wynikało z kartki, jaką zostawili mordercy przy ciele o. Zbigniewa. Śmierć nastąpiła od strzałów w tył głowy i była zaplanowaną egzekucją, wykonaniem wyroku. Wraz z misjonarzami zamordowany został też burmistrz Pariacoto.

W jednym z listów wysłanych wiosną 1991 r. do Polski o. Michał pisał o strachu, jaki zapanował w Pariacoto, gdy do miasteczka wtargnęli terroryści, zabijając dwóch inżynierów i wysadzając posterunek milicji oraz niszcząc łączność telefoniczną. Zapowiedzieli, że wrócą i będą zabierać młodzież do swojego oddziału, a sprzeciwiających się – zabiją. „Młodzież ucieka z Pariacoto, bo się boi. Z mojej grupy, która liczyła 29 osób, zostało 6 osób jeszcze. Rodziny całe się wyprowadzają. A my... pracujemy dalej. Nie wiedząc, kiedy wrócą i w jakiej formie. Wiem, że to nie jest przyjemne i trochę Cię wystraszyło, ale to jest rzeczywistość. Mogę Ci powiedzieć całkiem świadomie i spokojnie, że w każdej chwili mogę oddać tu życie, ale jest Bóg i nikt nie pokrzyżuje Jego planów...” – pisał w liście o. Tomaszek.

O 9 sierpnia 1991 r. opowiadała s. Berta Hernandez, która pracowała wtedy w Pariacoto i sama dołączyła do wyprowadzanych z misji kapłanów. W samochodzie, do którego ich wsadzono, o. Michał dwukrotnie zadawał terrorystom pytanie, co im zarzucają: „Jeśli twierdzicie, że źle pracowaliśmy, to powiedzcie, w czym popełniliśmy błąd” – mówił. Nie było odpowiedzi. Potem obydwaj ojcowie wzajemnie udzielili sobie rozgrzeszenia. Siostrze Bercie terroryści polecili opuścić pojazd i odjechali z ojcami, paląc za sobą most w Pariacoto. W nocy dojechali do Pueblo Viejo, gdzie niedaleko mostu zabili misjonarzy i burmistrza.

Spotkanie z o. Michałem

Po beatyfikacji obu misjonarzy, która odbyła w Peru 5 grudnia 2015 r., ukazało się sporo publikacji na ich temat w różnych językach. Rośnie też liczba świątyń, w których czczone są ich relikwie. Z prośbą o wstawiennictwo obu męczenników ważną decyzję życiową podjął duszpasterz w jednym z tych kościołów – ks. Wiktor Zajusz, który w 2017 roku, po 36 latach kapłaństwa i 20 latach proboszczowania w Mysłowicach-Krasowach, postanowił opuścić parafię, wstąpił do franciszkanów konwentualnych w Krakowie, by wyjechać na misje... do Peru. Kiedy odwiedził muzeum w domu rodzinnym o. Michała, w księdze gości napisał: „Błogosławiony ojcze Michale, dziękuję Ci z całego serca, że jesteś w moim życiu. Dziękuję Ci za wyproszenie mi u Boga łaski powołania misyjnego (...). Błogosławiony Ojcze Michale, proszę, abyś mnie prowadził...”.

Choć plany Boże ostatecznie okazały się inne, kapłan zafascynowany postawą męczennika, przyjął wolę Pana z podobnym spokojem, pokorą, posłuszeństwem i odwagą. W księdze znajdują się wpisy wielu osób z Polski, ale i z zagranicy. Najczęściej ich autorzy dziękują za to, że mogli w tym miejscu znaleźć się tak blisko bł. Michała Tomaszka. Jego domowe muzeum działa od czterech lat. Powstało dzięki staraniom krewnych, którzy postanowili udostępnić posiadane pamiątki, dokumenty, zdjęcia. Mieści się w domu rodzinnym przy ul. Ojca Michała 9, w którym przyszły błogosławiony spędził lata dzieciństwa. – Decyzja, by udostępnić je zwiedzającym, była takim naturalnym odruchem, by po prostu otworzyć drzwi pokoju, w którym przez cały czas znajdowały się rzeczy wujka. Część z nich w związku z beatyfikacją trafiła do Krakowa, do ojców franciszkanów, ale i tak sporo zostało, a były pytania, czy można je zobaczyć – tłumaczy Jacek Raczek, siostrzeniec męczennika.

– Po czterech latach, w tym również przerwie, jaką w odwiedzinach spowodowała pandemia, doszliśmy do wniosku, że trzeba najciekawsze dokumenty i pamiątki lepiej wyeksponować i na 30. rocznicę śmierci znacznie zmieniliśmy całą prezentację. Pojawiły się przeszklone gabloty i komody, a w nich nowe dokumenty i rzeczy, których wcześniej nie udało się pokazać – wyjaśnia. Można zobaczyć wiele osobistych pamiątek o. Michała z czasów nowicjatu, seminarium i pracy w Polsce. W specjalnej gablocie są jego maturalny garnitur i habit, ale także zwyczajne flanelowe koszule i sweter, który zrobiła mu mama Barbara, a także spodnie i portfel z ostatnim polskim banknotem, jakim dysponował. Rząd gablot prezentuje kolejne etapy życia, aż po beatyfikację. Są wśród relikwii także te najcenniejsze: grudka ziemi przesiąknięta krwią męczennika, zachowana przez mieszkańca Pueblo Viejo, który zebrał ziemię do torby, zakopał na grobie swojego dziecka i później przekazał franciszkanom.

Na ścianach pojawiły się też duże zdjęcia, pokazujące bł. Michała jako kleryka, a także jako misjonarza w Peru. Jest wśród nich fotografia o. Michała otoczonego przez dzieci z Pariacoto podczas procesji. Jest też druga procesja, której uczestnicy niosą trumny misjonarzy podczas pogrzebu. Tuż obok wisi prymicyjny prezent – wizerunek św. Maksymiliana, a także franciszkański sznur, własnoręcznie wykonany przez bł. Michała. Można tu lepiej poznać męczennika i jego drogę do świętości, na nowo odczytaną. Po dniach otwartych muzeum można odwiedzać w soboty, a o męczenniku opowiedzą siostrzeńcy bł. Michała – Maria Łopatka i Jacek Raczek. Wstęp jest bezpłatny, ale swoją wizytę trzeba zapowiedzieć i uzgodnić z gospodarzami telefonicznie: 791 810 000.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama