Nowy numer 31/2022 Archiwum

Zadrżał sufit

Był poniedziałek 15 listopada 2010 r. Wanda usłyszała wyrok: rak szyjki macicy z przerzutami do węzła chłonnego. Wróciła do domu, do Rycerki. Trzy godziny później telefon brata: tata zmarł nagle w pracy…

Życie to krzyż

– Na początku choroby nieraz przychodziło takie rozmyślanie: jak będzie wyglądało życie moich dzieci, czy kiedyś zobaczę wnuki? – dodaje Wanda. – Daria i Michał wtedy studiowali. Dziś naszym ogromnym skarbem są wnuczki: 4-letnia Judyta i 2-letnia Matylda. Mój niestrudzony mąż od początku jest dla mnie wielkim wsparciem. Nigdy nie zwątpił, że będę zdrowa. Kiedy jadę na badania kontrolne, mówi, że ma pokój w sercu – wie, że to, co mamy, dostaliśmy od Pana Boga.

Wanda podkreśla, że takie Boże dotknięcie sprawia, że zmieniają się priorytety. – Przed świętami już nie myślę, że okna niewyczyszczone, że trzeba upiec pięć mazurków. Pewnie, to też da się zrobić, ale nie skupiam się na tym. Dziś wiem, że dzień bez Pana Boga, bez Eucharystii, bez Komunii Świętej, bez uśmiechu, życzliwego słowa, bez wdzięczności za wszystko, co mnie otacza, to dzień stracony. Kocham krzyż. Bo krzyż to życie. Ten krzyż codziennie pokazuje mi Niedzielę Zmartwychwstania.•

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama