GN 39/2022 Archiwum

Przy studni ks. Władysława

– Po trudnej górskiej drodze wchodzisz do schroniska. Jest przyjaźnie, gwarno, ciepła herbata, gitara, nieznajomi stają się znajomymi, ktoś wchodzi, wychodzi… Tu się tak poczuliśmy – mówi Anita Tyrybon, a jej mąż dodaje: – W schronisku wrzątek był za darmo. Tu możesz brać darmo Ducha Świętego – ile tylko chcesz, ale musisz się potrudzić.

Marzenie

Ewa i Henryk Rajdowie doskonale pamiętają czas, kiedy z innymi mieszkańcami Zagórnika dołączyli do ks. Jana Nowaka i na Wzgórzu Miłosierdzia w 2000 r. postawili Jubileuszowy Krzyż Ziemi Andrychowskiej i Wadowickiej, potem drogę krzyżową, kaplicę i wytyczyli Dróżki Miłosierdzia.

Kiedy w 2005 r. ks. Jan wyjechał na misje do Kazachstanu, nie przypuszczał, że dostanie tam misję specjalną. To jemu zlecono pracę postulatora w procesie beatyfikacyjnym ks. Władysława Bukowińskiego – więźnia sowieckich łagrów, duszpasterza w Kazachstanie i sowieckiej Azji Środkowej, który dobrowolnie pozostał wśród zesłańców aż do śmierci w 1974 r., ewangelizując i udzielając sakramentów w nieludzkich warunkach.

Budowniczy krzyża od razu dołączyli do grona pomocników ks. Jana. Marzeniem postulatora była budowa miejsca z izbą pamięci o ks. Władysławie i wszystkich polskich zesłańcach syberyjskich i kazachskich. Po usilnych staraniach otrzymali budynek, w którym od końca XIX w. mieściła się zagórnicka szkoła, a potem dom wycieczkowy. W 2010 r. był wielką ruiną.

W 2010 r. ks. Jan oznajmił Henrykowi, że znalazł człowieka, który pokieruje pracami budowlanymi. Henryk oczywiście ucieszył się, że znalazł kogoś, kto podejmie się niemożliwego. Tym kimś okazał się on sam.

– Byłem zatrwożony. Nie mieliśmy nic: ani jednego człowieka, ani jednej złotówki. Budynek nie miał wody, ogrzewania, kanalizacji. A myśmy z tego chcieli stworzyć dom, ośrodek rekolekcyjny na miarę naszych czasów – opowiada. – Byłem już członkiem stowarzyszenia. Zafascynował mnie ks. Bukowiński. Stał się patronem naszej rodziny, autorytetem, duchowym ojcem. Pod jego portretem, który podarował nam ks. Jan, umieściliśmy zdjęcia całej naszej rodziny. W niezliczonych sytuacjach doświadczyliśmy jego orędownictwa. Ojcu Janowi się nie odmawia, więc… nie odmówiłem.

Henryk opowiada ze szczegółami o remoncie i o tym, jak nagle wszystko zaczęło się układać: zgłaszali się chętni do prac, znajdowali się hojni darczyńcy, za zgodą biskupa Tadeusza Rakoczego w budowie pomagały parafie dekanatu andrychowskiego. Dom został poświęcony w 2017 r. A w ubiegłym roku dobudowano w nim kaplicę wewnętrzną.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy