Gość Płocki 15/2021 Archiwum

Mąż przez duże M

– A teraz pozostaje mi powiedzieć: „Kocham cię, mój przystojniaku, i dziękuję ci całym sercem za wszystko – czekaj tam na nas, opiekuj się nami i nigdy nas nie zostawiaj” – mówiła Ania Wawrzyniak podczas pogrzebu swojego męża – 34-letniego Wojtka.

Byli bardzo młodym małżeństwem. Niespełna rok temu, 17 marca, doczekali się córeczki Zuzi. Wojtek był duszą towarzystwa, z sercem na dłoni. Jedną z jego pasji były narty. 15 lutego zmarł w tragicznym wypadku narciarskim na Pilsku.

23 lutego najbliżsi żegnali go podczas Mszy św. w kościele NSPJ w Kętach. Liturgii przewodniczył ks. Jerzy Musiałek, a przy ołtarzu stanęli także: krewny rodziny ks. Janusz Rączka oraz przyjaciele: ks. Piotr Góra i ks. Marcin Gałysa.

Zwracając się w kościele do zmarłego męża, Ania opowiedziała, jak sprawdził się w życiowych rolach: męża i ojca, a jednocześnie dała potężne świadectwo swojej wiary i miłości. Zamieściliśmy je w całości na stronie: bielsko.gosc.pl.

Wspominała czas, kiedy zakochali się w sobie jako osiemnastolatkowie, a także okres przyjaźni i budowania fundamentu dojrzałej miłości. – To nie było chwilowe zakochanie czy zauroczenie. To była – to jest – miłość, która trwa nieprzerwanie od 8 lat i której owoc trzymam właśnie w ramionach, pisząc te słowa – mówiła Ania, dodając: – Szanowaliśmy się wzajemnie i wiedzieliśmy, że nasze dzieciątko będzie wzrastać w rodzinie, która bardzo o to dba. Jako chłopak, potem narzeczony, aż w końcu tak krótko mąż byłeś kimś, z kim chciałam się zestarzeć, bo wiedziałam, że ta starość będzie bardzo wesoła. Twoje poczucie humoru było nie do podrobienia. Kochali to wszyscy. Byłeś mężczyzną takim dokładnie, jakiego potrzebowałam, jakich na świecie już nie ma. Nie zmieniłabym w tobie nic. Nigdy nie wstydziłeś się mnie przytulać, trzymać za rękę czy mówić pieszczotliwie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama