Gość Płocki 15/2021 Archiwum

Świadectwo „Rodzynka”

Urodził się w Żywcu trzy miesiące wcześniej niż św. Jan Paweł II. Wychował na ideałach wierności Bogu i Polsce. Żołnierz AK i NSZ ppłk Władysław Foksa 16 lutego obchodził swoje 101. urodziny!

Urodziny nie były tak uroczyste, jak tego pragnęli jego bliscy i liczni przyjaciele, gdyż z powodu obostrzeń związanych z koronawirusem mieszkańcy żywieckiego DPS-u, w którym przebywa jubilat, nie mogą przyjmować gości.

– Niestety, trzeba było poprzestać na przekazywanych korespondencyjnie i internetowo życzeniach – ubolewają członkowie grupy NSZ „Rodzynki” i Stowarzyszenia Rodzin Żołnierzy NSZ VII Okręgu Śląskiego.

Ppłk Foksa w czasie okupacji jako żołnierz Armii Krajowej został uwięziony w KL Auschwitz. Od 1945 r. był dowódcą oddziału zajmującego się kontrwywiadem w Zgrupowaniu VII Okręgu Śląskiego Narodowych Sił Zbrojnych i prowadził m.in. 3 maja 1946 r. zabezpieczenie słynnej defilady setek żołnierzy „Bartka” w Wiśle.

Po aresztowaniu w grudniu 1946 r., mimo tortur, nigdy nie zdradził tajemnic konspiracji, pozostając wierny przysiędze, którą złożył przed Bogiem w kościele św. Floriana w Żywcu-Zabłociu. Zamknięty w piwnicy pełnej szczurów, przesłuchiwany i bity przez funkcjonariuszy UBP, stosował się do rady więźnia z Auschwitz, by milczeć i jak najlepiej udawać, że nic się nie wie. Konsekwentnie więc milczał, choć znęcano się nad nim na wiele sposobów. „Niczego nie widziałem, bo nie mogłem otworzyć oczu opuchniętych wskutek pobicia. Niczego też nie słyszałem, bo skrzepnięta krew zatkała uszy. (…) Starałem się mieć cały czas zaciśnięte zęby, żeby nawet przypadkowo niczego nie powiedzieć” – pisze partyzant, wspominając z wdzięcznością zakonnicę, s. Helenę, która opatrywała więźniów, a jemu przemyła oczy, usunęła skrzepy i założyła bandaże na poranione podczas miażdżenia drzwiami palce u nóg. Bicie trwało wiele dni…

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama