Nowy numer 32/2022 Archiwum

Dzieci nie oddali

Już jako dziesięciolatka udzielała korepetycji. Chciała zostać dziennikarką, ale w 1939 r. zmieniła zdanie i wybrała… hutnictwo na AGH. W czasie wojny ratowała koleżanki Żydówki; była pielęgniarką, nauczycielką i… zegarmistrzem. Wraz z mężem stali się jedynymi rodzicami w PRL, których upór w edukacji własnych dzieci złamał premiera Józefa Cyrankiewicza. 27 stycznia br. skończyła 100 lat!

Filigranową postać pani Danuty Boby zna wielu mieszkańców bielskiego os. Kopernika i parafian z Aleksandrowic. Jej życie to materiał na długi pasjonujący serial z zaskakującymi zwrotami akcji. W latach 50. XX wieku wraz z mężem Bartłomiejem stoczyła heroiczną walkę o chrześcijańską edukację własnych dzieci. Pamięć tej historii kolejne pokolenia rodziny pielęgnują jak największy skarb. Bo to, co zrobili seniorzy ich rodu: Danuta i Bartłomiej Bobowie w latach 1952–1962, nawet dziś, w czasach wolności, byłoby czynem niezwykłym.

Zabrać dzieci

Pobrali się w 1944 r. w kościele Bożego Ciała w Krakowie. Ona, szkolna prymuska, wychowana w duchu wartości chrześcijańskich, zaangażowana członkini Sodalicji Mariańskiej, otwarta na potrzeby innych. On, o 22 lata starszy, inżynier, absolwent studiów rolniczych (studiował też prawo i ekonomię), człowiek odważny, wierny Bogu i ojczyźnie, bezkompromisowy w swoich przekonaniach.

W 1948 r. przenieśli się z Krakowa do Kóz, gdzie Bartłomiej był p.o. dyrektorem liceum rolniczego. Kiedy sprzeciwił się zdjęciu krzyży w szkolnych salach, rozpoczęły się szykany. W 1952 r. ich najstarsza córka Bogumiła miała rozpocząć naukę w pierwszej klasie szkoły powszechnej. Rodzice nie zgłosili jej jednak do socjalistycznej placówki. Postanowili ją, jak i kolejne dzieci, uczyć sami, w domu. Przed komisją państwową miała tylko zdawać egzaminy.

Bobowie stali się jedyną rodziną w PRL, która po niezłomnej walce uzyskała zgodę władz komunistycznych na edukację domową swoich dzieci ze względów światopoglądowych. Wartości chrześcijańskie oraz przedwojenna tradycja wychowania i edukacji były dla nich zbyt cenne, by z nich rezygnować, nawet za cenę represji.

W ich sprawie odbyło się osiemnaście rozpraw sądowych. Odwoływali się do konstytucyjnego prawa „wolności wyznania i sumienia”, które pozostawało w sprzeczności z ateistycznym wychowaniem szkolnym.

Reżim próbował brutalnie pozbawić małżonków praw rodzicielskich, odebrać dzieci i umieścić je w domu dziecka. Nie ustawali w swojej walce – kolejne pisma kierowali wielokrotnie do „władzy ludowej”. Bartłomiej odwoływał się do kolegium przy prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Białej, kolegium przy prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Stalinogrodzie, Rady Ministrów w Warszawie, Sądu Powiatowego w Bielsku-Białej, Sądu Okręgowego w Katowicach, premiera Józefa Cyrankiewicza i Sądu Najwyższego w Warszawie! W końcu wymusił na Radzie Ministrów dopuszczenie do egzaminu trojga jego dzieci podlegających wówczas obowiązkowi szkolnemu.

Państwo Bobowie stali się niejako łącznikiem pomiędzy przedwojenną tradycją edukacji domowej a jej wznowieniem w Polsce po 1989 r. Nie doczekał jej pan Bartłomiej, który zmarł w 1984 r. i spoczywa na bielskim cmentarzu przy ul. Karpackiej.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama