Nowy numer 29/2021 Archiwum

Jak najlepszy lek

„Bo chcę pomagać”, „Bo trzeba pomagać” – dlatego w niedzielne popołudnia od 15.00 do wieczora są właśnie tutaj, a nie przed telewizorami, na spacerach czy spotkaniach towarzyskich.

Ewelina Kowalska i Magda Buczak już nawet nie potrzebują przepisu. Doskonale wiedzą, jak ugotować 120 litrów pożywnej zupy, którą można przełożyć do słoików i zawieźć bezdomnym w Bielsku-Białej.

To one czuwają nad coniedzielnym przygotowywaniem posiłków, przez wolontariuszy Zupy za Ratuszem, w kuchni udostępnionej im przez siostry Szkolne de Notre Dame. Przed epidemią przy przygotowywaniu zupy i ponad 200 kanapek pracowało jednorazowo nawet kilkadziesiąt osób. Teraz ze względu na rygory sanitarne w kuchni może ich być zaledwie kilka. – Jest nas, stałych wolontariuszy, kilkunastu. Wielką pomocą są więc wszyscy, którzy chcą do nas dołączyć jako pomagający w kuchni, rozwożący zupę i kanapki czy też jako darczyńcy. Zdarza się jednak, że na swoją kolejkę gotowania trzeba poczekać… – mówi Ewelina.

Cierpliwie czekała Weronika Pelc z Wilkowic, która wreszcie mogła przyjechać i wraz z „kanapkowym” weteranem Januszem Niedużakiem oraz Anną Dobiją uwijała się przy nakładaniu na pieczywo podarowanych lub zakupionych produktów. Kinga Kopeć-Bębenek mogła przyjść zaraz po zgłoszeniu się. – Ja taka nie bardzo kuchenna jestem, więc cieszę się, że dostało mi się obieranie ziemniaków – uśmiecha się, dodając, że o Zupie myślała już od dawna: „bo trzeba pomagać”. Od kilku miesięcy pomagają też Magda Oratyńska, która o Zupie dowiedziała się od wolontariuszy Jadłodzielni, i Izabela Korzeniowska – jej o „zupowej” wspólnocie opowiedział inny wolontariusz. Ewelina podkreśla, że Zupa to nie tylko oferowanie gorącego posiłku. Jej inicjatorzy chcą także dawać potrzebującym nadzieję i dzielić się doświadczeniem wiary i zaufania Jezusowi. To świadectwo staje się wzajemne. Wolontariuszami Zupy są i członkowie wspólnot w parafiach, ludzie poszukujący, i tacy, którzy utracili żywy kontakt z Kościołem. Są wśród nich i katolicy, i ewangelicy. Jedna z wolontariuszek zmaga się z depresją. Mówi, że niedziela z Zupą jest dla niej najlepszym lekarstwem i terapią, na którą czeka cały tydzień…

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama