Kazanie podczas Mszy św. głosił ks. prałat Jerzy Fryczowski, emerytowany proboszcz parafii na bielskim osiedlu Karpackim. Zaczął je od słowa, którym od tygodni żyje świat mediów i które jest obecne w rozmowach ludzi na całym świecie: szczepionka - to, co ma uwolnić ludzkość od śmiercionośnego bakcyla, z powodu którego zmarł także ks. Andrzej Wolny.
- To słowo prowokuje mnie do myślenia o innej szczepionce, o innym zaszczepieniu - wszczepieniu, który dokonało się w życiu każdej i każdego z nas, a w życiu ks. Andrzeja 2 marca 1947 roku w kościele Krzyża Świętego w Siemianowicach Śląskich - mówił ks. Fryczowski, przywołując dzień chrztu ks. Andrzeja i jego brata bliźniaka Kazimierza, który także był kapłanem (zmarł w 2018 r.). - To chrzest - wszczepienie czy zaszczepienie, jest nieporównywalnie, niebotycznie inne, sięgające skutkami nie tylko tej doczesności, w której można przedłużyć życie o rok, pięć, dziesięć, czy dwadzieścia lat, ale sięgające wieczności nieskończonej. I tam rodzice chrzestni przynieśli Andrzeja i Kazika, aby Chrystus przez ręce ówczesnego kapłana, zaszczepili ich w Kościół. Wszczepili ich we wspólnotę wiary w zmartwychwstanie, w bezkresną wieczność.
Jak mówił kaznodzieja, to wtedy, podczas chrztu, Bóg mówi do człowieka: "Tyś jest mój syn umiłowany/ ty jesteś moja córka najmilsza, w tobie mam upodobanie".
Ks. prałat Jerzy Fryczowski głosił kazanie podczas ostatniego pożegnania ks. Andrzeja Wolnego.Urszula Rogólska /Foto Gość
Kontynuacją tego wydarzenia były także święcenia kapłańskie, przyjęte przez ks. Andrzeja, jego brata, ks. Jerzego Fryczowskiego i jeszcze 30 innych diakonów 19 kwietnia 1973 r. z rąk katowickiego biskupa Herberta Bednorza.
Wszczepiony w kapłaństwo, przez ponad 47 lat ks. Andrzej Wolny głosił słowo Boże, składał Bogu ofiarę, jednoczył ludzi i przez sakrament Chrztu wszczepiał w Chrystusa kolejne pokolenia.
- Jego posługa pastoralna, posługa jednoczenia, tu, w tej parafii okazała się najbardziej owocna i skuteczna. Jedna z moich znajomych z tej parafii, wczoraj mi powiedziała: "O nim nikt nie mówi jednego złego słowa". To mnie bardzo zbudowało. Dużo ludzi płacze. Jakaś dziwna cisza w Godziszce zapanowała. Bo pasterz odszedł… - mówił ks. Fryczowski, podkreślając, że ks. Andrzej, wszczepiony w Chrystusa, pochylał się nad każdym człowiekiem, udzielając mu Jego samego, - Chrystusa, który jest Chlebem, pokarmem dającym życie wieczne, który jest "lekarstwem na zmartwychwstanie".
Jak zauważył kaznodzieja, testamentem ks. Andrzeja mogą być słowa, umieszczone przy sadzawce na Awentynie w Rzymie: "Wy wszyscy, bądźcie niosącymi Chrystusa" - tak, by będąc w wieczności, móc sobie wzajemnie powinszować: - Dziś winszujemy szczęśliwej wieczności księdzu Andrzejowi, a sobie - byśmy tam wszyscy dotarli, jako żywi, zaszczepieni w Chrystusa Jego uczniowie…
Śp. Ks. Andrzej Wolny spoczął w grobowcu kapłanów na cmentarzu w Godziszce.Urszula Rogólska /Foto Gość
Pod koniec liturgii ks. dziekan Marek Bandura odczytał list metropolity katowickiego arcybiskupa Wiktora Skworca, rocznikowego kolegi ks. Andrzeja Wolnego, a także dziękował zmarłemu: - Cierpienie i śmierć, to problem równie wiekowy jak historia ludzkości. Jakże wielka jest Mądrość Boża, która ciągle ukazuje nam Betlejem. Poucza nas o tym św. Paweł w słowach: Dlatego to nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień. Przecież to nie śmierć zabiera, ale dobry Bóg, który powołuje nas do siebie po nagrodę za ofiarne życie, a takim była twoja kapłańska posługa. Zapamiętamy cię jako gorliwego i otwartego duszpasterza, który troszczył się o duchowy wzrost swoich parafian, poprzez sprawowanie sakramentów, prowadzenie grup parafialnych oraz rozmiłowanie się w słowie Bożym przez nową ewangelizację. Wszystkim doskonale jest znana twoja troska o drugiego człowieka oraz życzliwość - zaznaczył ks. Bandura, dziękując także za kapłańską współpracę i dobroć ks. Andrzeja.
Dziekan łodygowicki odczytał także słowa wdzięczności zmarłego wobec kapłanów, parafian, szczególnie jego świeckich współpracowników i całej społeczności, której posługiwał - za wszelką okazaną mu dobroć.
O śp. ks. Andrzeju Wolnym pisaliśmy w tekstach:










