Nowy numer 37/2021 Archiwum

Ania leci na srebrną górę

Ostatnia obawa budowała największą barierę: „Nie znam języka!”. – Pan Jezus pozwolił mi jednak zrozumieć, że najważniejszy jest język miłości, którym porozumiem się w każdym kraju – mówi Ania Olma. Niedługo zamieni Bielsko-Białą na Tegucigalpę, leżącą 10 tys. km od rodzinnego domu.

To nie jest proste

Znaków i odpowiedzi szukała też w słowie Bożym. – Trzy fragmenty, jeden po drugim, otwierały się przede mną, kiedy pytałam Pana Boga. Pierwszy – z Dziejów Apostolskich o podróży misyjnej św. Pawła, drugi – Prolog z Ewangelii św. Jana: „Na początku było Słowo…” i dalsze słowa: „Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię”, a dalej fragment trzeci, w którym Jezus pyta apostołów, za kogo uważają Go ludzie. Zaczęłam kombinować, jak interpretować te słowa, aż w końcu zdecydowałam: biorę je dosłownie! – opowiada. – Podróż misyjna, posłanie i budowanie na fundamencie, jakim jest Jezus-Słowo – by dać świadectwo innym, kim On jest. Wysłała list zgłoszeniowy do biura Domów Serca, w którym napisała o gotowości wyjazdu. Chciała pojechać tam, gdzie wolontariusze apostołują wśród osób żyjących na ulicy, w więzieniach, na śmietniskach – żeby być blisko odrzuconych przez świat.

– Nie jestem bohaterką. Doskonale wiem, że to nie jest proste, i sama z siebie nie mam siły i zdolności, żeby sobie z tym poradzić. Może ta misja ma mi uświadomić, jak jestem słaba, jakim jestem prochem w obliczu Boga Ojca. Ale jestem otwarta na to, żeby On przeze mnie działał, jak chce, w każdych warunkach. Po spotkaniach formacyjnych, przygotowujących do wyjazdu, wiedziała, gdzie wolontariusze posługują w najuboższych dzielnicach. Wpisała więc: „Senegal, Brazylia, Urugwaj i w sumie prawie wszystkie kraje”. A kiedy okazało się, że wsparcia potrzebuje dom w stolicy Hondurasu, nie miała wątpliwości!

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama