Nowy numer 38/2021 Archiwum

Ania leci na srebrną górę

Ostatnia obawa budowała największą barierę: „Nie znam języka!”. – Pan Jezus pozwolił mi jednak zrozumieć, że najważniejszy jest język miłości, którym porozumiem się w każdym kraju – mówi Ania Olma. Niedługo zamieni Bielsko-Białą na Tegucigalpę, leżącą 10 tys. km od rodzinnego domu.

Daj mi znak

Kiedy jeszcze siedziała nad pracą magisterską, na Face- booku mignęła jej nazwa „Domy Serca – wolontariat misyjny”. – Myślałam o misjach, miałam je głęboko w sercu, ale bez żadnych konkretnych planów – kontynuuje. – Zerknęłam na stronę Domów, które mają swoje korzenie w Kościele francuskim, i zobaczyłam, że żyją trzema charyzmatami, które… są moimi! To modlitwa, życie wspólnotowe oraz współczucie i pocieszenie w codziennym życiu. Domy Serca są obecne w kilkudziesięciu miejscach na świecie – z reguły w najuboższych dzielnicach. Kilkuosobowe wspólnoty wolontariuszy służą ubogim, cierpiącym, więźniom i dzieciom. Ania nawiązała kontakt z Domem Serca w Warszawie, ale wciąż nie była pewna, czy to wezwanie Pana Boga, czy też jej pomysł na życie. – Prosiłam Pana Boga: „Daj mi znak. Taki konkretny. Żebym nie miała dylematu, czy to Ty, czy nie Ty” – wspomina.

I znaki zaczęły się pokazywać: najpierw pełno było wokół niej św. Franciszka, którego ubóstwo tak ją ujęło. Byli ojcowie kapucyni, których spotykała wśród ubogich na katowickim Załężu, a potem w COVID-owym szpitalu w Wolicy; był i franciszkanin św. Bonawentura, którzy przypomniał jej o sobie podczas obrony pracy magisterskiej, której termin wypadł w jego wspomnienie, 15 lipca. A kiedy trafiła na weekend formacyjny z kandydatami na wolontariuszy (w Laskach, u sióstr… franciszkanek), tylko w jej pokoju był obraz św. Franciszka. Tuż przed podjęciem ostatecznej decyzji pojechała na rekolekcje do Krakowa do… sióstr kapucynek! Znakiem było też pytanie zadanie jej przez pana Józefa, bezdomnego z Radomia, którego odwiedziła razem z ks. Danielem Glibowskim, inicjatorem „Przyjaciół Bezdomnych”. – Nic nie mówiłam o moich rozterkach, a pan Józef ni stąd, ni zowąd zapytał, czy nie myślałam, żeby pojechać gdzieś w świat i tam pomagać ubogim i bezdomnym. Zamurowało mnie! – wyznaje Ania.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama