Nowy numer 25/2021 Archiwum

A teraz idziemy w doliny

– Na jednej z gór, gdzie pogoda nam nie dopisała, pewien pan powiedział: „Jeśli nie widzicie nic oczami, to sięgnijcie do swojego serca i zobaczcie, co w nim macie”. Myślę, że tegoroczna Ewangelizacja w Beskidach była szczególnym poszukiwaniem tego, co zostało złożone w naszych serach… – mówi Bernadeta Targosz.

Wędrówka na Wielką Raczę w sobotę 22 sierpnia była ostatnim z ośmiu spotkań ósmej edycji Ewangelizacji w Beskidach pod hasłem: „Z Janem Pawłem II zdobywamy szczyty”. Edycji odmiennej, bo ze względu na zasady epidemiczne koordynatorzy EwB – o. Bogdan Kocańda OFM Conv z Rychwałdu oraz Bernadeta i Stefan Targoszowie – podjęli decyzję o rezygnacji z głównego wydarzenia – Mszy św. na szczytach.

Co roku EwB w osiem sobót lipca i sierpnia przyciągała setki osób. U celu zawsze było naprawdę tłoczno. W tym roku uczestników było mniej, nie zabrakło jednak osób, które podjęły wyzwanie wędrówki, by spotkać się na szczytach z innymi, ale i zadbać o uczestnictwo we Mszy św. rankiem w rodzinnych parafiach lub kościołach na trasie dojazdu. Nie zabrakło także modlitwy i rozmów z turystami, którzy widząc różaniec w ręku, koszulki ewangelizacyjne z ubiegłych lat czy słysząc pozdrowienie „szczęść Boże”, nieraz pytali, o co chodzi.

Jak mówiła na Pilsku Joanna Mazurek ze wspólnoty Francesco Team: – Wszystkim nam brakuje Eucharystii, ale to dobrze, że tak bardzo odczuwamy jej głód. Może to zrodzi pragnienie, które sprawi, że przyszły rok będzie jeszcze lepszy, jeśli chodzi o nasze świadectwo w górach.

Papieskie Beskidy

Tradycyjnie poszczególne spotkania przygotowywały wspólnoty ewangelizacyjne związane z rychwałdzką Fraternią Franciszkańską. Choć ich zadania ograniczały się do ustawienia na górze baneru EwB, wbijania pieczątek do książeczek górskiego ewangelizatora (to wypróbowany sposób mobilizowania najmłodszych) i rozdawania fragmentów „Tryptyku rzymskiego” z konkursową zagadką, dla większości z nich to była także okazja do wspólnego wyjścia i formacji na trasie. Odpowiedzialnymi za spotkanie na Baraniej Górze była wspólnota modlitewna z parafii św. Marcina w Pisarzowicach, na Leskowcu – Krucjata Wyzwolenia Człowieka z Rychwałdu, na Czantorii – Novare z Żor, na Pilsku – Francesco Team z Rychwałdu, na Mędralowej – Krzew Winny z Jawiszowic, na Policy – Damaszek z Żywca-Sporysza, na Romance – rychwałdzkie ognisko Wspólnoty Trudnych Małżeństw „Sychar” i na Wielkiej Raczy – Talitha Kum z Rychwałdu.

– Postanowiliśmy, by w tym roku patronem EwB był św. Jan Paweł II. Święty papież był związany ze sportem, z górami – w tym z naszymi Beskidami. Był na szczytach, które w tym roku zaproponowaliśmy – mówią Bernadeta i Stefan Targoszowie. – Nawet nie przypuszczaliśmy, że ludzi tak bardzo wciągnie nasza zgadywanka związana z fragmentami „Tryptyku rzymskiego”, które rozdawaliśmy na każdej górze. Ufamy, że będzie to także inspiracja do zgłębiania nauczania Jana Pawła II, a także poznawania go jako poety i myśliciela.

Wymagajcie

Wielu uczestników EwB chciało się dzielić swoimi wspomnieniami związanymi z Janem Pawłem II i jego wpływem na ich życie. – Nigdy wcześniej nie udało mi się być na spotkaniu EwB. Ale Czantoria mnie zmobilizowała – mówił nam Jerzy Żoch z Cieszyna. – Byłem tu 20 czerwca. Deszcz towarzyszył mi podczas wchodzenia i schodzenia, ale chciałem tu być tego dnia. Bo św. Jan Paweł II jako kardynał wszedł na tę górę 20 czerwca 1972 r. Dowiedziałem się o tym w niezwykłych okolicznościach. To było 10, może 15 lat temu. Prowadziłem własną firmę. Jakoś tego dnia nie potrafiłem sobie znaleźć miejsca w domu, postanowiłem ruszyć w góry. Pojechałem w kierunku Wisły. I w pewnym momencie ostro zahamowałem przy parkingu na Czantorię. Wszedłem na szczyt, skąd napisałem SMS-a do kolegi. A on do mnie: „Czy ty wiesz, kto cię tam dziś przyprowadził?”. I opowiedział mi o tym wejściu z 1972 roku. Od tego czasu staram się co roku być na szczycie dokładnie 20 czerwca.

Barbara Urbaniec z Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, która przygotowywała spotkanie na Leskowcu, w pobliżu Gronia Jana Pawła II, mówiła: – Dla nas to szczególne miejsce. Jako KWC jesteśmy mocno związani z tym świętym. Był jedną z pierwszych osób, które podpisały Księgę Czynów Wyzwolenia i do dziś wspominamy go w naszej modlitwie. Dla Basi spotkania na górach były także okazją do ewangelizacji dzięki… koszulce, którą zakładała. Były na niej słowa papieża: „Wymagajcie od siebie, choćby inni od was nie wymagali” i hasztag #niepijebokocham. Leskowiec obudził wspomnienia u Piotra Sroki z Oświęcimia: – To było w moich Gilowicach, w 1975 r. – opowiadał. – Każdy z nas był przepytywany przez kardynała. Ja zostałem zapytany o dziesiąte przykazanie. A potem dostałem reprymendę, bo kiedy mojego kolegę zapytał, kto to jest bliźni, chciałem podpowiedzieć, na co Wojtyła: „Tyś już zdał!”.

To mój święty

Na Pilsku kardynała wspominał Jerzy Misik: – W naszym domu w Okrajniku, w parafii Łękawica, był kiedyś punkt katechetyczny. W czerwcu, 42 lata temu – a miałem wówczas 8 lat – przyjechał do nas z wizytacją kard. Karol Wojtyła. Pamiętam tyle, ile ośmioletni chłopak mógł zapamiętać: kardynała, który niewiele mówił, ale bardzo uważnie wszystkich słuchał. Niedługo przedtem przystąpiłem do Pierwszej Komunii Świętej. Do dziś opowiadam, że dostałem indywidualne błogosławieństwo od „prawie papieża”. Bo w październiku został Janem Pawłem II...

O swoich relacjach ze świętym opowiadał też Marek Przewoźnik z Jawiszowic, który wprost wbiegł na Mędralową. – Lubię biegać – zwłaszcza biegi maratońskie i długodystansowe – relacjonował. – Przynajmniej raz w tygodniu przebiegam 10 km. Takim moim ulubionym miejscem jest Krzyż Jubileuszowy w Starej Wsi, gdzie jest także podobizna św. Jana Pawła II. Od 2005 r., od kiedy odszedł papież, jestem tam przynajmniej raz w miesiącu. Biegnę pod krzyż, zmówię Różaniec i dalej w drogę. Jan Paweł II to mój święty, bardzo bliski mojemu sercu. Był wysportowany i tak sobie myślę, że powinien być oficjalnym patronem sportowców. Mam w pamięci parę jego tekstów na temat sportu...

Idź w góry

– Widzimy, że kontynuacja EwB ma wielki sens. Nawet w takiej formie, jak tegoroczna – podkreślają Bernadeta i Stefan. – Potrzebujemy bycia ze sobą, uśmiechu, powitania „dobrze, że jesteś”. Dla niektórych te spotkania są jedynymi w roku. Tęsknimy za sobą, za rozmowami w gronie ludzi jednego ducha, którzy wiedzą, że schodząc w doliny, musimy być świadkami Jezusa, że jesteśmy wezwani do tego, by głosić Dobrą Nowinę wszystkim, zwłaszcza tym, którzy się źle mają… Jak mówią Targoszowie, już samo wyjście w góry ma budujący wpływ na człowieka – uspokaja, uczy pokory, pozwala nacieszyć oczy pięknem, a serce ciszą. Na wszystkie szczyty tegorocznej EwB wspinał się Stanisław Kocoń z Ujsoł. – O EwB dowiedziałem się w 2017 r. i od tego czasu, jak tylko była taka możliwość, uczęszczaliśmy na spotkania razem z wnukami. W tym roku nie mogły przyjechać, więc wędruję sam – mówił Stanisław w drodze z Romanki.

– Niedawno w „Gościu” czytałem, jak jeden mężczyzna opowiadał, że raz na jakiś czas udaje się do klasztoru klauzurowego, by zrobić tam takie rozliczenie ze sobą. Dla mnie takim miejscem są góry. Kiedy wędrowałem po Alpach Szwajcarskich, na jednym ze szczytów zobaczyłem napis: „Jeśli chcesz spotkać Boga, to idź w góry”. To prawda, która sprawdza się w moim życiu… Kocham góry – na półkach mamy chyba wszystkie książki wspomnieniowe naszych himalaistów, jak i publikacje o tematyce górskiej ks. Romana Rogowskiego. Jak dodaje Stanisław: – A i w naszych górach można spotkać ciekawych ludzi. W czasie tegorocznej wędrówki, przy schronisku pod Baranią Górą, rozpoznałem Adama Bieleckiego – naszego słynnego himalaistę!•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama