GN 38/2020 Archiwum

To cud, że mogę być księdzem

– Pan Bóg wołał go zawsze, ale kiedy Mateusz poszedł do seminarium, Dawid powiedział sobie: „No to ja już jestem zwolniony. Jeden jest, to wystarczy” – opowiadają Aleksandra i Zygmunt Hilusowie, rodzice neoprezbitera z Berlina.

Kiedy w niedzielę 26 lipca ks. Janusz Gacek, proboszcz parafii św. Marcina w Pisarzowicach, witał w kościele parafialnym neoprezbitera ks. Dawida Hilusa i wszystkich uczestników Mszy św. prymicyjnej, mówił: – Tak jak wy cieszycie się z narodzin każdego kolejnego dziecka w rodzinie, tak ja jako kapłan cieszę się z narodzin każdego następcy.

Dzięki rodzinie Hilusów taką uroczystość Pisarzowice przeżywały po raz drugi w ciągu ośmiu lat. Ksiądz Dawid został wyświęcony 13 czerwca br. w Berlinie. Jego starszy brat Mateusz – osiem lat wcześniej. Są bardzo mocno związani z Pisarzowicami, choć wychowywali się w bawarskim Augsburgu. Z Pisarzowic pochodzi ich mama Aleksandra. Tutaj wciąż mieszka ich babcia Maria Olearczyk. Tata Zygmunt urodził się w Rudzie Śląskiej. Do Augsburga przyjechali w latach 80. XX wieku. Doczekali się dwóch synów i trzech córek. Na świat kolejno przychodzili: Marta, Mateusz, Judyta, Dawid i Magdalena. – W Niemczech była już cała moja rodzina. Nam tu było dobrze. A żona nigdy nie chciała wyjeżdżać. Sąsiedztwo Oświęcimia blisko jej rodzinnych stron mocno w niej siedziało. Oboje pracowaliśmy jako psychologowie. Aż przyszła Solidarność i stan wojenny – opowiada Zygmunt. – Otworzyłem usta i wtedy władza zaczęła nam grozić. Chcieli się nas pozbyć – dali nam paszporty w jedną stronę.

W Bawarii Hilusowie związali się z Drogą Neokatechumenalną. Jak wychować dwóch księży? – Ja z tym nie mam nic wspólnego. To jest powołanie odgórne – mówi Zygmunt. – Ja w życiu tylko grzeszyłem. I tak mnie zaskoczyła ta decyzja Pana Boga, że chciał ich obu. Naturalnie cieszymy się, ale podchodzę do tego z dużą pokorą.

Jego żona dodaje, że obaj księża to dwie różne osobowości: Mateusz jest energiczny, żywiołowy, to dobry organizator. Dawid – spokojny, małomówny, o usposobieniu filozoficznym. Nie było łatwo zdecydować mu się na kapłaństwo. – Walczył z tym. Miał dziewczynę, rozpoczął studia dziennikarskie. I kiedyś, kiedy wróciliśmy z urlopu, zastaliśmy go całkowicie rozbitego – opowiadają rodzice. – Powiedział tylko, że chyba Pan Bóg go woła do kapłaństwa. Daliśmy mu spokój. Przez 10 dni się męczył. I po tym czasie powiedział, że idzie do seminarium. Rozstanie z dziewczyną było bolesne dla obojga, ale głos Boga był silniejszy. Dziś jest bardzo szczęśliwy. Widzimy to. I Mateusz, i Dawid skończyli seminaria Redemptoris Mater, związane z neokatechumenatem. Mateusz w Kolonii, Dawid w Berlinie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama