Nowy numer 33/2020 Archiwum

Boża ekonomistka

Antonina Małysiak miałaby 14 czerwca 101. urodziny. Odeszła niespełna 7 lat temu, ale jej dawni uczniowie, choć też coraz bardziej wiekowi, wciąż odwiedzają jej grób w Oświęcimiu, a wspomnień o tej niezwykłej postaci przybywa.

Najczęściej nazywana jest w nich „naszą Panią Katechetką”. Bo pani Antonina była pierwszą w historii archidiecezji krakowskiej świecką katechetką. W pamięci ludzi została jednak nie dlatego, że była pierwszą, ale dlatego, że z niezwykłym oddaniem służyła Bogu i ludziom, a swoim przykładem pociągała ku Bogu do ostatnich chwil długiego życia.

Otrzymała jeszcze w latach 60. ub. wieku papieskie odznaczenie Pro Ecclesia et Pontifice, a od władz oświatowych – Medal Komisji Edukacji Narodowej. O jej barwnym życiorysie trudno powiedzieć w paru zdaniach. Pewne jest, że osierocona w dzieciństwie dziewczynka z Koconia, drobna i wrażliwa, pokazała w tym życiu, jak wiele może otrzymać człowiek, który pozwoli się poprowadzić Panu Bogu. Na początku tej drogi miała marzenia: najpierw chciała być nauczycielką, potem zakonnicą. Pragnęła pracować jako misjonarka. Miała 16 lat, gdy została sierotą, a 20 lat, kiedy wybuchła wojna. Wydawało się, że nic z tych marzeń się nie spełni.

Podczas okupacji pracowała m.in. jako pomocnik maszynisty parowozu, który woził wagony na złomowisko samolotów, gdzie pracowali więźniowie KL Auschwitz. Razem z rodziną organizowała dla nich żywność, przekazywała listy. Za tę pomoc otrzymała w 2007 r. Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

Po wojnie uczyła się na kursie handlowym, potem w wieczorowej szkole dla dorosłych. Tak dotarła na studia ekonomiczne do Krakowa. Cudem dostała się do grupy studentów, którzy w ramach zajęć mieli kurs pedagogiczny. A kiedy w 1958 r. straciła pracę w księgowości, otrzymała od oświęcimskiego proboszcza najcenniejszą propozycję: pracy katechetki. Sama przygotowała się do egzaminu z teologii i została pierwszą w Krakowskiem i jedną z pierwszych w Polsce świecką katechetką. Wreszcie była nauczycielką. Jako katechetka zaangażowała się w pomoc dla misji, w którą włączały się dzieci – i tak spełniło się kolejne marzenie. Sama też spełniała marzenia innych. Prowadziła do Boga wychowanków z domu dziecka, najczęściej byli to Romowie. Późnymi wieczorami, nieraz w nocy, spotykała się z rodzinami osób, które w najtrudniejszych czasach nacisków komunistycznych ze względu na pełnione funkcje nie mogły pozwolić sobie na otwarte deklaracje przynależności do Kościoła, ale pragnęły przyjmować sakramenty. Przygotowywała do Komunii św., bywała matką chrzestną czy świadkiem na ślubie.

A kiedy w 1971 r. pojechała do Rzymu na beatyfikację o. Kolbego, zawiozła zabraną ukradkiem z terenu obozu Auschwitz garść ziemi z miejsca, gdzie wysypywano popioły z krematoriów. Wiedziała, że papież Paweł VI pragnął modlić się nad prochami więźniów, ale władze nie dawały na to zgody. Urna z tą ziemią stała na ołtarzu w czasie beatyfikacji, a papież ofiarował jej swój różaniec.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama