Nowy numer 38/2021 Archiwum

Sarkandrowa lekcja wiary

Już w najbliższym tygodniu – 17 marca – wspominać będziemy jego męczeńską śmierć. Towarzyszył jej niewyobrażalny ból, zadany podczas tortur, a także ten, kiedy przez cztery tygodnie umierał na gangrenę z powodu ran. Cierpiał, choć był niewinny, a ukarano go za to, że... dobrze wypełniał swoje powołanie katolickiego kapłana i dochował tajemnicy spowiedzi.

To jubileuszowe wspomnienie, przypadające dokładnie w 400. rocznicę męczeńskiej śmierci świętego skoczowianina, jest jednym z głównych wydarzeń obchodzonego właśnie Roku św. Jana Sarkandra. Będzie to czas modlitwy podejmowanej w miejscach, z którymi związane było jego życie, i odbędzie się zarówno w Skoczowie, gdzie się urodził, jak i w Ołomuńcu, gdzie zmarł we wtorek 17 marca 1620 r.

Zniósł męki

O tym, jak wyglądały okrutne przesłuchania, dowiadujemy się dzięki relacji zapisanej przez jedynego obecnego w gronie sędziów katolika Jana Scyntylli. Dzięki niemu wiadomo dziś, że obok zarzutów zdrady ojczyzny i sprowadzenia polskich żołnierzy, padały też oskarżenia o to, że gorliwie pracował jako kapłan katolicki, szerząc wiarę wśród mieszkańców miasta. Podczas najazdu kozackich oddziałów, tzw. lisowczyków, w 1619 r. zagrażających spustoszeniem Holeszowa, ks. Sarkander wyszedł przed bramy miasta z procesją wiernych, niosąc monstrancję z Najświętszym Sakramentem. Napastnicy zatrzymali się, uczcili Pana Jezusa i ominęli Holeszów. Również o tym wydarzeniu wspomniano w oskarżeniach, sędziowie uważali wręcz, że to on przyczynił się do najazdu lisowczyków, kiedy odbywał wcześniej pielgrzymkę na Jasną Górę. Stosowano wymyślne tortury. Męczony był rozciąganiem na tzw. skrzypcu, co powodowało wyłamywanie kości ze stawów, przypalano mu boki, domagając się wyjawienia tego, co mu hetman Popiel z Lobkowic powiedział w czasie spowiedzi. Ks. Sarkander odrzucał oskarżenia, odmawiał złamania tajemnicy spowiedzi, mimo kilkugodzinnych przesłuchań, które odbyły się cztery razy. Całkowicie bezwładny, z poranionym ciałem, spalonym do kości, leżał w więzieniu, do końca odmawiając wiernie brewiarz, a gdy nie było obok nikogo, kto mógłby mu odwrócić kartkę, przewracał ją językiem. Zmarł po czterech tygodniach. Jak napisał w swoich kazaniach z 1629 r. krakowski dominikanin ks. Fabian Birkowski, Jan Sarkander umarł za dochowanie tajemnicy spowiedzi i „za tych praw dochowanie wziął koronę męczeńską w niebie. Jest i druga cnota jego nieba godna, (…) gdy na mękach nic częściej nie wspominał, jako te imiona trzy zacne: Jezus, Maryja, Anna. (…) Ani jednego słowa nie wymówił, co by nie było na chwałę Bożą”.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama