Nowy numer 39/2020 Archiwum

Asante sana, Podbeskidzie!

Dwa słowa w suahili dwaj nauczyciele Błażej Jaszczurowski i Mirosław Skrzydło słyszeli w styczniu najczęściej. Teraz znają je już także wszyscy, którzy „wysłali” ich na ferie zimowe do Afryki.

Asante sana znaczy „dziękuję bardzo”. I tych dwóch słów nie zabrakło w wiadomości, którą Błażej Jaszczurowski, bielski nauczyciel matematyki, dostał niedawno od ks. Dionizego Mutei z parafii w kenijskiej miejscowości Chuka.

Wszystko zaczęło się kilka lat temu, kiedy dzięki akcji sióstr orionistek, poprzez Fundację Księdza Orione „Czyńmy Dobro”, podjął się adopcji na odległość pierwszego dziecka. Błażej nie tylko finansuje naukę swojej trójki. W adopcję wciągnął już rzesze przyjaciół, znajomych i ludzi, których nigdy nie spotkał. Organizuje zbiórki pieniędzy, dzięki którym udaje się pomóc rodzinom ubogich kenijskich dzieci.

W styczniu br. był w Kenii po raz piąty. – W ubiegłym roku miałem przerwę w wyjazdach. Ten czas wykorzystałem na spotkania, w czasie których opowiadałem o pracy parafii w Kenii, dzieciach, ich rodzinach – wspomina Błażej. – Efektem prezentacji, m.in. w Rybniku, Wieprzu koło Andrychowa i Kętach, była wielka ofiarność uczestników. Dzięki zebranym ofiarom, wpłatom poprzez portal zrzutka.pl i hojnym datkom dwóch księży z Kęt i Skoczowa znowu mogliśmy pomóc.

Z Błażejem pojechał jego kolega nauczyciel – Mirosław Skrzydło. Przywieźli 20 tys. zł, które w Nairobi zamienili na kenijskie szylingi, i wraz z księżmi z Chuka oraz siostrami z Laare zrobili okazałe zakupy. – Dobrze wydać całą sumę, targować się ze sprzedawcami – to myśl, która towarzyszy mi za każdym razem – śmieje się Błażej.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama