Nowy numer 14/2020 Archiwum

Najwyższe passo Marcina

– W szpitalu siedziałam przy łóżku, a on zapytał: – Lucyna, a kto tu jest jeszcze z nami? Mówię, że inni pacjenci, wymieniam imiona. A on: – Nie, tu siedzi Pan Jezus w koronie cierniowej i z laską pasterską… Zmarł 14 czerwca. Miał 46 lat. Na pogrzebie ludzie nie mieścili się w kościele, a nawet na parkingu.

Pierwsza edycja kursu Alpha w Żywcu-Sporyszu pięć lat temu. Lucyna Hubczak miała iść, ale jechała z synem na pielgrzymkę dzieci pierwszokomunijnych.

– Powiedziałam mężowi, żeby poszedł. Zaraz potem zrodziła się nasza wspólnota Damaszek. Marcin od razu zaangażował się w diakonię muzyczną, został jej liderem. Ja też dołączyłam do wspólnoty.

Niedawno ukazała się pierwsza płyta z piosenkami uwielbienia powstałymi w Damaszku – „Twarz Boga”. Tytuł ten nosi też jeden z utworów. Słowa do niego napisał Marcin. A jeszcze rok temu nic nie zapowiadało, że takie teksty w ogóle wyjdą spod jego pióra…

Wypadek, czyli cud

– To wydarzyło się prawie dwa lata temu. Kolarstwo szosowe było jego hobby. Pasję przejęli synowie, szczególnie starszy. Michał i Szymon mają 16 i 14 lat… Marcin brał udział w wielu zawodach dla amatorów. Od kilku lat tak organizował wakacje, żebyśmy mogli wypocząć rodzinnie, ale też żeby mógł pojeździć na rowerze, szczególnie we Włoszech – tam, gdzie są trasy i passo – przełęcze wyścigu Giro d’Italia. To tam mu się przydarzył wypadek na rowerze – opowiada Lucyna. – Po tym zdarzeniu tomografia pokazała w jamie brzusznej jakieś płyny. Po laparoskopii okazało się, że to zaawansowany nowotwór jelita grubego. Lekarze powiedzieli, że jeszcze kilka dni i nie byliby w stanie go uratować. Ten wypadek to był cud, bo to przedłużyło życie Marcinowi i… pozwoliło nam się przygotować.

Po niespełna roku leczenia razem z lekarzem zadecydowali, żeby zrobić półtoramiesięczną przerwę. Marcin coraz gorzej znosił chemioterapię. Chcieli też razem pojechać na wakacje.

– W połowie sierpnia nasza wspólnota miała prowadzić ewangelizację na Rycerzowej – kontynuuje Lucyna. – Marcin bardzo chciał tam być, posługiwać. Ale całą noc wymiotował. Mówiłam, że zadzwonię do ks. Adriana Trzopka, naszego pasterza, powiem, że nie damy rady. Ale on postawił na swoim. Pojechaliśmy.

Po trzech tygodniach choroba znowu uderzyła. Zaatakowała jelito cienkie. Guz był już nieoperacyjny. Operacja miała tylko pomóc Marcinowi w funkcjonowaniu na co dzień.

– Od połowy września nie jadł. Był żywiony pozajelitowo. Do końca życia mógł przyjmować wyłącznie płyny – opowiada Lucyna. – W styczniu odkrył pasję do gotowania. Stracił 30 kilogramów, sam nie mógł jeść, ale przyrządzał nam różne wymyślne dania, piekł bułeczki, szarlotkę…

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama