Nowy numer 46/2019 Archiwum

Dotykanie dziedzictwa

Tłumy gości: przedstawicieli władz, ludzi kultury, pasjonatów góralskiej tradycji z obu stron polsko-czeskiej granicy: od Jabłonkowa, Istebnej, Koniakowa, zawitały do Muzeum Beskidzkiego w Wiśle na uroczyste uruchomienie folusza. To jedyne miejsce w Polsce, gdzie można dziś zobaczyć, jak przebiegał kiedyś proces przygotowywania materiałów na ubrania górali.

Na dziedzińcu zebrało się prawie 150 osób. Wszyscy goście razem ze starostą cieszyńskim Mieczysławem Szczurkiem i przedstawicielami Muzeum Śląska Cieszyńskiego przy muzyce żeńskiej kapeli zespołu Wisła z zaciekawieniem czekali na zapowiadaną prezentację. Wielu nie ukrywało, że tuż przed uroczystością dyskretnie szukało internetowego wyjaśnienia, co to takiego ten folusz.

– To jest spełnienie marzeń, bo inaczej nie da się wytłumaczyć podstawowych spraw tym wszystkim ludziom, którzy przychodzą do muzeum, zaglądają do Enklawy Budownictwa Drewnianego, oglądają góralskie stroje – i nawet się nie domyślają, jak to wszystko powstawało, ilu zabiegów wymagało. To nie do pojęcia zwłaszcza dla młodych, że nie tylko gotowego ubrania, ale nawet materiału nie można było kupić i o wszystko trzeba było samemu się starać, począwszy od obróbki lnu na płótno czy strzyżenia owiec, z których runa powstawała wełniana nitka, z niej tkanina, czyli późniejsze sukno na męskie portki, gunie, ale też koce czy derki dla koni – tłumaczy Małgorzata Kiereś, kierownik Muzeum Beskidzkiego im. A. Podżorskiego, gdzie powstała unikatowa konstrukcja folusza, czyli maszyny do spilśniania tkanin.

Woda na młyn

Najpierw strumień wody spada na łopatki drewnianego koła i wprawia je w ruch. Rozpędzone koło obraca potężny wał, który dzięki specjalnym wypustkom podbija do góry dwa stępory, czyli ubijaki. Te spadają na stępę, gdzie we wgłębieniu leży przygotowany materiał. Z boku specjalnymi drewnianymi rynienkami dopływa gorąca woda, podgrzana w kociołku przez rozpalony w palenisku ogień. – Te dwa elementy: na przemian zimna i gorąca woda oraz uderzenia stęporów powodują potrzebne góralom spilśnienie. Bo utkany samodzielnie materiał płócienny czy wełniany był zbyt rzadki, przepuszczał chłód i nie spełniał należycie swojej funkcji. Dopiero po folowaniu był gęsty, mocny i mógł służyć do uszycia ubrań – wyjaśnia etnograf. Dla porządku dodaje, że folusz, nazywany przez górali śląskich wałchą albo walkownią, powstał według autentycznego rysunku wykonanego przed blisko wiekiem.

Kiedyś folusze, drewniane szopy, w których odbywał się proces folowania, powstawały przy większych potokach, podobnie jak młyny.

– Samo spilśnianie trwało dość długo i nawet pojawił się specjalny termin: czakacze, określający górali, którzy przywozili materiał i nieraz wiele godzin czekali, aż sukno będzie gotowe – uśmiecha się historyk dr Michał Kawulok z wiślańskiego muzeum, wkrótce po otwarciu folusza oprowadzając wycieczkę po muzealnych zabudowaniach.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama