Nowy numer 39/2020 Archiwum

Tak mówi Pismo Święte

– Ludzie często pytają o objawienia Maryi w Medjugorju, o cuda, różne zjawiska. A to zupełnie nie o to w tym miejscu chodzi. Tam się nawracają tysiące osób. Pani Wiesia mówi, że od spowiedzi to tam jest dziura w niebie – mówią Ania i Marysia.

Ania Olma – 23-latka, studentka wychowania fizycznego i ekonomii w Katowicach, sędzia siatkarski i generalnie pasjonatka sportu. Marysia Giźlar, Mery – 18-latka, właśnie zaczęła klasę maturalną w V LO w Bielsku-Białej. Jej pasja to góry. Ich drugą rodziną jest Salwatoriańskie Duszpasterstwo Młodzieży „Bagno” przy parafii Matki Bożej Królowej Świata w Cygańskim Lesie.

22 sierpnia z Cieszyna

Obie wymarzyły sobie taką podróż, w czasie której będą jechać autostopem i ewangelizować. Może do Rzymu? – Czas wakacji mijał, a my się widywałyśmy tylko na zdjęciach na Facebooku – opowiadają. – Poszłyśmy razem na pielgrzymkę na Jasną Górę. Obie w ekipie muzycznej. Nie było czasu myśleć o sobie.

Po pielgrzymce Marysia pojechała na obóz. Wróciła 20 sierpnia. Nazajutrz miała osiemnastkę. – Przeczytałam, że 21 sierpnia klerycy z Łodzi organizują autostopową pielgrzymkę do Taizé – kontynuuje Ania. – Warunkiem była pełnoletniość. Panie Boże, to chyba to!

Policzyły: do Rzymu i do Taizé mniej więcej tyle samo kilometrów. Jest jeszcze… Medjugorje, do którego Mery uwielbia wracać. To 200 km bliżej. Miały tam być obie z rodzicami Mery w czerwcu. Nie udało się. Wybór zatem padł na sanktuarium Matki Bożej w Bośni i Hercegowinie.

Ustaliły, że startują w czwartek 22 sierpnia z Cieszyna. Przed podróżą koniecznie chciały być na Mszy św. Trafiły do franciszkanów. – Msza św. o 9.00 – idealnie! – opowiadają. – Na dodatek dowiedziałyśmy się, że u celu naszej podróży, w Medjugorju też posługują franciszkanie. Co jeszcze? Zapomniałyśmy, że to święto Matki Bożej Królowej, patronki parafii w Cygańskim Lesie. A Maryja z Medjugorja to… Królowa Pokoju.

Dobro wraca

W plecakach miały mazaki, paszporty, karimaty, śpiwory, dwie zmiany ubrań, szczoteczki do zębów, palnik gazowy, paczkę ryżu i owsiankę. – Gabi ze wspólnoty wcisnęła nam do ręki jeszcze pięć euro. Miałyśmy ze sobą też adhortację papieża Franciszka do młodzieży i listy św. Jana. Postanowiłyśmy, że niezależnie od sytuacji codziennie o 15.00 będziemy odmawiać, a wieczorami czytać adhortację i listy Janowe – relacjonują.

– Wiedziałam, że chcę się nauczyć ufności i pokory w przyjmowaniu czegoś od innych, bo bardzo trudno mi to przychodzi – mówi Ania.

I od razu zostały zbombardowane dobrem. – Postanowiłyśmy, że zanim napiszemy na kartonie „Brno”, najpierw się pomodlimy. Już w trakcie modlitwy zatrzymał się samochód z dwoma chłopakami. I to przy słowach „Aniele Boży, stróżu mój…” – śmieją się autostopowiczki. – Potem ta modlitwa towarzyszyła nam przy opuszczaniu kolejnych samochodów. Pierwsza przeprowadzona w aucie rozmowa już była dla nas świadectwem. Nie było gadki o niczym. Jeden z chłopaków od razu powiedział, że dobro wraca. To był pretekst do rozmowy o tym, co dla nas najważniejsze.

Zaraz potem trafiły na pana Jacka – trenera polskich mistrzyń w boksie. Planowały dojechać do Wiednia, a były już daleko za nim. – Każdy pytał, dokąd jedziemy. Odpowiadałyśmy, że do Medjugorja, mówiłyśmy o Matce Bożej, o pielgrzymkach, o tym, że jesteśmy katoliczkami, że czasem marna jest nasza wiara, dlatego chcemy się tam pomodlić, i obiecywałyśmy naszą modlitwę – opowiadają dziewczyny. – Czasem w drodze wypadła 15.00, więc mówiłyśmy o miłosierdziu Bożym, zapraszałyśmy do koronki. Nigdy nie prosiłyśmy o to, a kierowcy zawsze wyłączali radio. Co chwilę dziękowałyśmy naszemu Tacie i prosiłyśmy, żeby dał nam siłę do uniesienia tego ogromu podarowanych łask!

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama