Nowy numer 43/2020 Archiwum

Śląski Katyń

Takim terminem historycy określają operację „Lawina”, przeprowadzoną przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa i NKWD we wrześniu 1946 roku. Jej celem była likwidacja żołnierzy ze Zgrupowania NSZ VII Okręgu Śląskiego, walczących na terenie Beskidu Śląskiego i Żywieckiego pod dowództwem mjr. Henryka Flamego.

Wpierwszym odkrytym miejscu tej zbrodni, w Starym Grodkowie w Opolskiem, stanął pomnik Żołnierzy Niezłomnych: 6-metrowy kamienny krzyż, otoczony przez głazy upamiętniające miejsca odnalezienia zwłok, a także symboliczny zarys ścian baraku, w którym zginęli, wypełniony fotografiami partyzantów...

Jak przypomniał prowadzący poszukiwania ich szczątków prof. Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes IPN, we wrześniu 1946 r. przywieziono do grodkowskiego lasu około 30 młodych ludzi z oddziałów „Bartka”. Łącznie w trzech transportach było ich przeszło stu. Wyjeżdżali, by dołączyć do żołnierzy gen. Andersa i walczyć dalej. Wszyscy zginęli. To w PRL, obok obławy augustowskiej, największa zbrodnia komunistów na opozycji. 

– Przyjechali na miejsce noclegu, do baraku, gdzie przygotowano dla nich kolację, podano alkohol. Nie wiedzieli, że wcześniej lekarz UB przez zalakowane butelki wstrzyknął środki nasenne. Nie wiedzieli, że pod barakiem zamontowano 7 min, a wokół polany czekało ponad 70 funkcjonariuszy UB i 30–40 Sowietów z NKWD. Nad ranem nastąpił potężny wybuch. Potem zaczęli strzelać, żeby mieć pewność, że nikt nie przeżyje. I zabito wszystkich. Szczątki ubecy wrzucili do płytkich dołów po wybuchach moździerzowych, a najwięcej zwłok trafiło do przygotowanego wcześniej rowu. Każde z tych miejsc upamiętniają te głazy. W osobnym dole spalili też wszystkie rzeczy, które po nich zostały. Stąd banda oprawców jedzie do Barutu, gdzie tydzień później mordują ostatnią grupę partyzantów – mówił prof. Szwagrzyk.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama