Jest rok 2013. Dorota Łaba dostaje nominację do tytułu polskiej „kobiety ultra” – biegaczki, która pokonała najdłuższy dystans z największą liczbą przewyższeń i osiągnęła najlepsze czasy. Wygrała ten konkurs. Jeden z biegów, który przyczynił się do sukcesu, to 150 km po górach, z sumą przewyższeń sięgającą 7 tys. m. Potrzebowała 30 godzin, by pokonać tę trasę. Była jedyną kobietą, która bieg ukończyła. W kategorii open była trzecia – przed nią uplasowało się tylko dwóch mężczyzn. Czołowe lokaty, najlepsze czasy, miejsca. Poprzeczkę stawiała sobie tak wysoko, że wyżej już się nie dało. Dwa dni euforii, radości, a potem tydzień pustki, łez, rozpaczy. Nie wiedziała, po co żyć. – Postanowiłam zakończyć swoje życie – opowiada. – Miałam przygotowany plan. Wieczorem przed „tym dniem”, o 22.00, wyjąc z rozpaczy, zawołałam do Boga, choć nie wiem dlaczego, bo w ogóle Go nie znałam: „Boże, jeśli jesteś, uratuj moje życie!”…
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








