Nowy numer 08/2024 Archiwum

Zakochana Doris

Czasem, kiedy ćwiczę z kimś, kto z powodu tuszy ma problem z podniesieniem np. pośladków, mówię w sercu: „Błogosławię ci i w imieniu Jezusa mówię: podnieś się!”. Działa! – opowiada Dorota Łaba. – A kiedy rano się budzę, wołam: „Oto ja, poślij mnie”. Ale czasem jestem wykończona i przez zęby cedzę: „Oto ja, poślij mnie. Ale nie musisz i możesz mi dać wolne!”.

Jest rok 2013. Dorota Łaba dostaje nominację do tytułu polskiej „kobiety ultra” – biegaczki, która pokonała najdłuższy dystans z największą liczbą przewyższeń i osiągnęła najlepsze czasy. Wygrała ten konkurs. Jeden z biegów, który przyczynił się do sukcesu, to 150 km po górach, z sumą przewyższeń sięgającą 7 tys. m. Potrzebowała 30 godzin, by pokonać tę trasę. Była jedyną kobietą, która bieg ukończyła. W kategorii open była trzecia – przed nią uplasowało się tylko dwóch mężczyzn. Czołowe lokaty, najlepsze czasy, miejsca. Poprzeczkę stawiała sobie tak wysoko, że wyżej już się nie dało. Dwa dni euforii, radości, a potem tydzień pustki, łez, rozpaczy. Nie wiedziała, po co żyć. – Postanowiłam zakończyć swoje życie – opowiada. – Miałam przygotowany plan. Wieczorem przed „tym dniem”, o 22.00, wyjąc z rozpaczy, zawołałam do Boga, choć nie wiem dlaczego, bo w ogóle Go nie znałam: „Boże, jeśli jesteś, uratuj moje życie!”…

Dostępne jest 10% treści. Chcesz więcej? Zaloguj się i rozpocznij subskrypcję.
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy