Nowy numer 49/2018 Archiwum

Ostatni taki redaktor...

Jak Karol Ferdynand Sabath (1902–1942), z pochodzenia Austriak, ocalił skarb „Dziedzictwa bł. Jana Sarkandra” – miłość do Polski? Wspaniale pokazuje to wydany niedawno jego „Portret listami pisany”.

Ukazał się pod redakcją Wojciecha Grajewskiego nakładem Towarzystwa Miłośników Brennej i Górek „Jodła”. Jest cennym dokumentem na temat ostatniego redaktora „Gwiazdki Cieszyńskiej”, jego pięknej miłości, ale też życia w Brennej i na Śląsku Cieszyńskim przed niespełna wiekiem. Tom został wydany w 75. rocznicę jego śmierci w obozie koncentracyjnym Mauthausen-Gusen, gdzie Sabath za swoją polskość zapłacił najwyższą cenę. – To był niezwykły człowiek. Ten genialny samouk, który uczęszczał do zwykłej jednoklasowej szkoły powszechnej w Brennej, sam opanował kilka języków i zdobył obszerną wiedzę humanistyczną. Cieszyńscy profesorowie zgłaszali się do niego jako uznanego erudyty, gdy mieli naukowe wątpliwości – podkreślał Grajewski.

Bogu i ojczyźnie

Urodzony w Gutach na Zaolziu, dzieciństwo spędził w Brennej, gdzie jego ojciec znalazł pracę jako gajowy. Czytanie i język polski mały Karol doskonalił dzięki „Gwiazdce Cieszyńskiej”, potwierdzając słuszność działania „Dziedzictwa...”, które poprzez polską gazetę i książki pracowało nad budzeniem polskiego ducha. Jako dorastający młodzieniec był aktywnym działaczem Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej w Brennej. Jednym z jego osiągnięć stał się zbudowany przez KSMM w ubogiej wówczas wiosce z własnych środków mieszkańców Dom Katolicko-Ludowy.

Był to pierwszy wzniesiony staraniem ludności ośrodek kultury na tym terenie, a do jego najważniejszych budowniczych i entuzjastów należał właśnie Karol. W Brennej narodziła się też jego miłość do Ewy Hellerówny, narzeczonej, a potem żony, z którą korespondował regularnie już od 1922 r. Młodziutki społecznik został administratorem „Gwiazdki Cieszyńskiej” i osobistym współpracownikiem ks. Józefa Londzina, wydawcy pisma. Po śmierci ks. Londzina w 1929 r., aż do ostatniego numeru „Gwiazdki”, wydanego 1 września 1939 r., był jej redaktorem odpowiedzialnym i autorem artykułów. Kiedy wkroczyli okupanci, skonfiskowali majątek „Dziedzictwa...” i zamknęli redakcję oraz drukarnię. Karol Sabath pracował na utrzymanie rodziny w hucie w Trzyńcu, angażując się w konspiracyjną działalność „Orła Białego”. Podjął też ryzykowną misję ratowania najcenniejszych dla historii Śląska Cieszyńskiego materiałów z zaplombowanej przez Niemców biblioteki „Dziedzictwa...”, obejmującej m.in. zbiory ks. Londzina. Ukradkiem wynosił je i ukrywał u różnych osób, ratując przed zniszczeniem przez hitlerowców ważne dokumenty i rękopisy. Podczas jednej z takich akcji, kiedy do Brennej przerzucane były roczniki „Gwiazdki Cieszyńskiej”, doszło do aresztowania Karola i jego kolegów konspiratorów. Wtedy, dzięki spójnym zeznaniom, zdołali się wybronić, jednak za upartą odmowę podpisania volkslisty (mimo austriackiego pochodzenia i znakomitej znajomości języka niemieckiego), za wrogą postawę wobec III Rzeszy oraz konspiracyjną działalność Karol w październiku 1941 r. został ponownie aresztowany. Poniósł śmierć w obozie ponad rok później, 23 grudnia 1942 r. Ze wspomnień współwięźniów wiadomo, że zginął, stając w obronie jednego z nich, katowanego przez esesmana. Sam został brutalnie pobity i z połamaną szczęką zmarł śmiercią głodową.

Kochał Ewę i Polskę

Pamięć bohatera przetrwała w gronie najbliższych. – Te listy są naszą rodzinną ewangelią, a dzięki historycznemu opracowaniu Wojciecha Grajewskiego, uzupełnione o wspomnienia Franciszka Halskiego-Hessa, stały się dokumentem. To książka, na którą warto było czekać – przyznawała Beata Sabath, jedna z wnuczek Karola, autorka rozdziału książki poświęconego Ewie, żonie Karola. Już wcześniej Beata Sabath publikowała artykuły na temat dziadka, babci i ich korespondencji. Niezwykła była rola edukacyjna listów: Karol w każdej odpowiedzi ukochanej Ewki liczył błędy językowe (!) i chwalił gramatyczne czy ortograficzne postępy. – W listach nie tylko pisał o wydarzeniach ostatnich dni, ale wskazywał na to, co jest najważniejsze, i zachęcał, żeby się doskonaliła, pracowała nad charakterem. Jest w nich tyle miłości, szacunku, podziwu... Myślę, że kiedy było jej ciężko, samej z czwórką dzieci, dzięki listom ta miłość wciąż trwała – mówiła Beata Sabath.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy