GN 24/2018 Archiwum

Wpatrzone w Pana

Wspólnota kęckich Sióstr Klarysek od Wieczystej Adoracji uroczyście wspominała 100. rocznicę śmierci swej założycielki, służebnicy Bożej matki Marii Walentyny Łempickiej. Dziękowały za dar jej świętego życia, który jest inspiracją dla kolejnych pokoleń sióstr.

Uroczystości rozpoczęła Msza św. w sanktuarium, w którym trwa zapoczątkowana 6 lutego 1910 r. nieustanna adoracja Najświętszego Sakramentu. To jedyne sanktuarium eucharystyczne w naszej diecezji i jedyne z tytułem Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu w całej Polsce. Tę rangę sanktuarium, nadaną w 1999 r. dekretem bp. Tadeusza Rakoczego, nosi kościół Przenajświętszej Trójcy w Kętach, ufundowany przez matkę Marię od Najświętszego Serca Jezusa Walentynę Łempicką, zbudowany dzięki jej staraniom i konsekrowany w 1893 roku. Od 108 lat trwa tu nieprzerwanie modlitwa przed wystawionym w monstrancji Jezusem Eucharystycznym, a obecnie, zgodnie z postanowieniem bp. Romana Pindla, trwa tu także codzienna posługa spowiedników, czyli stały konfesjonał.

Wdzięczni matce

Tu też modlitwom rocznicowym przewodniczył bp Roman Pindel. Wokół ołtarza i przy sarkofagu fundatorki zgromadzili się kapłani dekanatu kęckiego, a także kapelani kęckiego klasztoru klarysek: ks. Józef Lach SCJ, który witał uczestników dziękczynnej Eucharystii, i jego poprzednik ks. Marian Niziołek SCJ, który uczestniczy też jako notariusz w procesie beatyfikacyjnym matki Łempickiej.

Na uroczystości przybyli też spod Płocka delegaci jej rodzinnej miejscowości Godziszewy oraz Rypina, gdzie została ochrzczona: ks. inf. Marek Smogorzewski i ks. kan. Andrzej Krasiński, a także przedstawiciele władz samorządowych Rypina i Kęt. Msza św. sprawowana była w wypełnionej przez wiernych świątyni. Po drugiej stronie ołtarza, w klasztornej kaplicy, zgromadziła się wspólnota kęckich sióstr klarysek, które zgodnie z regułą zgromadzenia nie opuszczają klauzury. Wszystkich obecnych łączył widoczny z obu stron, umieszczony w górnej części ołtarza, tron eucharystyczny z monstrancją. Tron stanął w centrum kościoła zbudowanego przez matkę Łempicką. – To jej zawdzięczamy istnienie tu, w Kętach, tego szczególnego miejsca, które i w dzień, i w nocy tętni cichą, lecz pełną mocy modlitwą. Przychodzimy tu często i licznie, zwłaszcza w Godzinie Miłosierdzia, aby prosić Boga o łaski – mówili przedstawiciele mieszkańców miasta.

Cztery białe welony

Historia życia służebnicy Bożej ilustruje jej niezwykłe pragnienie życia kontemplacyjnego, oddanego całkowicie Jezusowi. Najpierw, za radą bł. o. Honorata Koźmińskiego, swojego spowiednika, wstąpiła w 1859 r. do zakonnej rodziny sióstr felicjanek w Warszawie. Po kasacie felicjanek m. Łempicka, wykazując wielką odwagę, osobiście postarała się u cara Aleksandra II o przyznanie osobnego klasztoru grupie sióstr klauzurowych z tego zgromadzenia, nazywanych kapucynkami, a następnie wstąpiła do wspólnoty i rozpoczęła nowicjat w Przasnyszu. Zagrożona represjami ze strony władz musiała jednak wyjechać do Rzymu. Tam za zgodą papieża Piusa IX odbyła jako kapucynka nowicjat u Sióstr Maryi Wynagrodzicielki i złożyła śluby wg Reguły św. Klary. Od 1881 r. z wielkim zaangażowaniem, mimo ogromnych trudności, rozpoczęła budowę kościoła i klasztoru kapucynek w Kętach. Jednak przez 20 lat władze nie zgadzały się na zatwierdzenie zgromadzenia i wobec groźby kasaty kęckiej wspólnoty doszło do włączenia jej do lwowskiego Zakonu Franciszkanek Najświętszego Sakramentu, zwanego później Klaryskami od Wieczystej Ado- racji. I tak w 1910 roku, licząca sobie wówczas 77 lat m. Maria od Najświętszego Serca Jezusa, fundatorka kościoła i przełożona, została po raz czwarty nowicjuszką w białym welonie. Budowała inne siostry pokorą i posłuszeństwem. Zmarła w opinii świętości 24 stycznia 1918 r. W roku 2006 rozpoczął się proces beatyfikacyjny, a doczesne szczątki matki Łempickiej zostały złożone w sarkofagu w klasztornym kościele.

Bóg uznał ją za godną

– Wspominamy śmierć sprzed stu lat matki Marii Łempickiej: tej, która wybudowała tę świątynię i zapoczątkowała adorację, która trwa do dzisiaj. Uświadamiamy sobie, że tę świątynię zbudowała jedna kobieta, siostra zakonna. Zanim to się stało, dała wielokrotnie dowody tego, że Bóg uznał ją za godną, nie tyle tego, żeby wybudowała kościół i klasztor, ale tego, żeby ją nazywać co najmniej służebnicą Boga. Uznał ją za godną wyniesienia na ołtarze i pewnie tego, by nazywać błogosławioną, jeśli nie świętą – mówił bp Pindel, wskazując, że matka Łempicka zawsze szukała tego, co lepsze i bardziej potrzebne Kościołowi. – Bóg obdarzył ją wielką inteligencją, ale też niezwykłą przedsiębiorczością. Jeżeli dodać do tego dynamizm działania i niezwykłą odwagę, mogła uczynić dla Boga bardzo wiele. Dla naszych oczu widoczna jest ta świątynia i ten klasztor, a przecież ważniejsze jest to, co w tej świątyni: sam Pan, uczczony i adorowany, wspólnota sióstr, która zwłaszcza w początkowym etapie życia w tym miejscu wpatrywała się w niezwykłą świętość matki Marii, ale też tysiące ludzi przybywających do tego sanktuarium, by spotkać się z Panem – dodał bp Pindel.

Sam na sam z Panem

Trwająca od ponad wieku adoracja Pana Jezusa nie ustaje ani na chwilę. W każdej minucie doby, również w nocy, są siostry, które wielbią Chrystusa w swojej części świątyni ukrytej za klauzurą. Najpierw z pokorą klękają przed tronem eucharystycznym i oddają pokłon. Potem płynie ich modlitwa, nieustannie wyznawana miłość do Zbawiciela. A kiedy opuszczają kaplicę, ich modlitwą staje się codzienne, proste życie. Nie brak w nim trudnych chwil i ciężkiej pracy, bo siostry same troszczą się o swój byt. Utrzymują się ze skromnych dochodów pracowni hafciarskiej i ludzkiej życzliwości. Pisaliśmy już w ubiegłym roku na naszych łamach o dramatycznym stanie zabytkowych klasztornych zabudowań sprzed półtora wieku i pilnej potrzebie podjęcia remontów, na które sióstr nie było stać od kilkudziesięciu lat. Jak tłumaczyły, szukając wsparcia w okolicznych parafiach, wszystko, co mogły, przeznaczały dotąd na utrzymanie świątyni, by w niej godnie odbywać się mogło spotkanie z Panem. Nawet gdy trzeba czasem pracy ponad siły, a zniszczone okno w maleńkiej celi nie chroni przed wiatrem czy deszczem, żadna z sióstr się nie skarży. Dla gości zawsze zza kraty rozmównicy mają radosny uśmiech. Kęckie klaryski, idąc za przykładem założycielki, służą cichą modlitwą i ofiarą. – Tak realizuje się nasze apostolstwo – tłumaczy m. Franciszka, przełożona 24-osobowej wspólnoty. I choć wydawać się może, że tę cichą służbę w codziennym pędzie życia trudno dostrzec, zauważa i ceni ją wiele osób, i to nie tylko z Kęt. Kiedy podczas rocznicowej modlitwy kapłani pod przewodnictwem bp. Pindla zgromadzili się przy sarkofagu ze szczątkami służebnicy Bożej, długo trwało odczytywanie powierzonych kęckim klaryskom próśb i podziękowań, które wierni przynoszą tu osobiście. Wiele dociera pocztą, mejlowo czy telefoniczne. Są intencje mówiące o dramatach, pełne rozpaczy wołania o pomoc tam, gdzie potrzebny jest cud. One najlepiej potwierdzają przekonanie, że tej cichej, wiernej modlitwy duchowych sióstr matki Marii wysłucha sam Pan Jezus.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma