Nowy numer 25/2018 Archiwum

Rycerze od perły i gulaszu

– Najpierw trzeba podejść do człowieka, podnieść go, nakarmić, umyć, wyleczyć, a dopiero później głosić mu Ewangelię. Inaczej to nie zadziała właściwie – mówi Andrzej Sitarz, jeden z inicjatorów Światowego Dnia Ubogich w Bielsku-Białej.

Miłe zaskoczenie i smutek. To czuł Andrzej Sitarz ze Wspólnoty Przymierza „Miasto na Górze” w Bielsku-Białej, kiedy przeczytał, że papież Franciszek ogłosił 19 listopada Światowym Dniem Ubogich pod hasłem „Nie miłujmy słowem, lecz czynem”. – Byłem zasmucony, że moje myśli dotąd nie szły w kierunku zorganizowania takiego specjalnego spotkania dla naszych ubogich – mówi Andrzej. Na co dzień pracuje w szkołach Katolickiego Towarzystwa Kulturalnego. Najbardziej znany jest chyba podopiecznym Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta w Bielsku-Białej. W ciągu całego roku organizuje im spotkania, wycieczki, przed świętami zaś – wraz z licznym gronem wolontariuszy – obdarowuje ich paczkami. Bielskie obchody Światowego Dnia Ubogich przygotowano w sobotę 18 listopada w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa, a także na rolkowisku LUCE Arena. Wspólnie zorganizowali je: diecezjalna Caritas, Wspólnota Przymierza „Miasto na Górze” i Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta.

Najpierw nakarmić

Jak podkreśla Andrzej: – Samo wyzwanie: „Nie miłujmy słowem, ale czynem”, bardzo do mnie przemówiło. Przypomniały mi się słowa św. Brata Alberta, który mówił, że najpierw trzeba podejść do człowieka, podnieść go, nakarmić, umyć, wyleczyć, a dopiero później głosić mu Ewangelię. Mam wokół bardzo wielu ludzi ubogich, samotnych, doświadczonych przez los, z którymi spotykam się przez cały rok w miejscach, gdzie żyją. Ale też co miesiąc spotykamy się z nimi na „Wieczerniku” w klubie „Arka” prowadzonym przez KTK w Bielsku-Białej przy ul. Krasińskiego. Przychodzi około 40–50 osób, jednak z doświadczenia, kontaktów z noclegowniami, miejscami, w których bezdomni szukają schronienia, wiemy, że takich osób jest na pewno około 300. Sprzymierzeńców w organizacji Światowego Dnia Ubogich Andrzej znalazł w przyjaciołach: ks. Robercie Kasprowskim, Grzegorzu Giercuszkiewiczu z diecezjalnej Caritas i Lechu Malinowskim z „Miasta na Górze”, z którym współpracuje przy spotkaniach „Wieczernika”. Na jego zaproszenie odpowiedział także Tomasz Marcalik, również ze wspólnoty. On z kolei wraz z przyjaciółmi przygotował spotkanie dla dzieci w LUCE Arenie.

Madugu i maluchy

– Nie jesteśmy bogatymi ludźmi. Nie podzielimy się z wami złotem. Mamy jakieś samochody, domy. W tych domach nie ma bursztynów. Ale mamy jedną rzecz, którą chcemy się z wami podzielić – mówił Tomasz Marcalik pięćdziesięciorgu dzieciom podopiecznych „Brata Alberta”, a także dzieciom członków wspólnoty, uczestniczącym w spotkaniu integracyjnym, połączonym z ewangelizacją i zabawą. Ekipa „Miasta na Górze” przygotowała dla nich cztery godziny wypełnione konkursami, śpiewaniem, zabawami i poczęstunkiem (oczywiście nie zabrakło pizzy!). Najważniejsza jednak była opowieść o książeczce bez słów, ale za to z kolorowymi kartkami, jaką mały Afrykanin Madugu dostał od misjonarzy. – Ta książeczka to cztery prawa życia duchowego. Specjalnie przygotowana została bez słów. Zwraca uwagę na najważniejsze: warto myśleć o niebie, warto zaprosić Jezusa do swojego serca – tłumaczy Tomasz. Pierwsza, złota strona książeczki przedstawiała bogactwo nieba, pełnego miłości Pana Boga. Kolejna, czarna, pokazywała serca bez Chrystusa, symbolizując grzech i zło. Następna, czerwona, opowiadała o krwi Jezusa Ukrzyżowanego, która oczyszcza serce z każdego grzechu. Czwarta była zupełnie biała – jak serce, które decyduje się przyjąć Jezusa. Madugu zdecydował, że chce, by jego serce było jak ta kartka. Dzieci, podobnie jak on, mogły zaprosić Jezusa do swoich serc jako jedynego Króla, Pana i Zbawiciela. Na koniec była jeszcze zielona strona. To wezwanie, aby pójść dalej i opowiadać o treści poprzednich stron. – Jestem z tych, którzy zostali przez Pana Boga uratowani. I choć nie brakuje mi zajęć, wiem, że w tę sobotę powinienem być właśnie tu – dodaje Tomasz. – Warto coś robić, a nie stać z rękami w kieszeniach. Właśnie po to, żeby inni poznali Jezusa i Jego miłość. Nie ma nic ważniejszego w świecie.

Gulasz i perła

Z kolei po południu do kościoła przy dworcu przyszło około stu bezdomnych, ubogich i samotnych. Najpierw uczestniczyli we Mszy św. sprawowanej przez ks. Roberta Kasprowskiego, dyrektora bielsko-żywieckiej Caritas i salwatorianina, ks. Marcina Żydzika, a następnie przeszli do sali, gdzie razem z diakonią „Miasta na Górze”, wolontariuszami Caritas i członkami Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta wzięli udział w spotkaniu ewangelizacyjnym. Na koniec zjedli ciepły gulasz i częstowali się ciastem i kawą. – Można byłoby się zastanawiać, dlaczego został ustanowiony kolejny taki dzień, bo przecież mamy Światowy Dzień Ubóstwa. Ale myślę, że wartościowszy jest ten dzień ubogich, bo kieruje wzrok nie ku problemowi, lecz na osobę, każdą osobę potrzebującą, każdą osobę, która oczekuje od nas pomocy – mówi ks. Robert Kasprowski. A ks. Żydzik w kazaniu zaznaczył: – Współczesny świat postrzega ubóstwo jako niezaradność życiową. Gardzi człowiekiem ubogim. Zapominamy o tym, że człowiek ubogi w Kościele to ta wspaniała perła, którą potrafi dostrzec Pan Bóg i z którą się utożsamia – mówił ks. Żydzik. Zaprosił uczestników Mszy św., by zawalczyli o siebie, by odkryli w sobie to, co dobre i piękne. Zaznaczył: – Ubóstwo jest darem Kościoła, jest przepiękną perłą, którą trzeba pielęgnować. Ale nie to ubóstwo materialne, ale ubóstwo duchowe. Z tym materialnym trzeba nam ze wszystkich sił walczyć, by każdy człowiek miał kromkę chleba, schronienie i dach nad głową.

Kombinuj z Jezusem

– Zależało nam na tym, żebyśmy się z naszymi bezdomnymi, samotnymi i ubogimi nawzajem zauważyli w tym dniu, pobyli razem, pośpiewali, pomodlili się i dali świadectwo tym, którzy potrzebują wsparcia duchowego – podkreśla Grzegorz Giercuszkiewicz z Caritas. Andrzej Sitarz uzupełnia: – Oni potrzebują takich spotkań – z ciepłą herbatą, kawą, modlitwą, możliwością porozmawiania, pożalenia się, podzielenia swoimi problemami. Ich problemy są dla nas ważne. Widzimy, że jest tak, jak na liście uczynków miłosierdzia wobec ciała i duszy. Bywa, że głodnych trzeba nakarmić, a bywa, że przede wszystkim pocieszyć smutnych. Te potrzeby zresztą często są jednocześnie zaspokajane w czasie naszych spotkań: ciepły posiłek, a przy tym głoszenie słowa Bożego, przybliżanie im Pana Boga, żeby czuli się godnie, jak ludzie. Świadectwo życia Andrzeja bardzo mu pomaga w dotarciu do ubogich: – Mam za sobą podobne doświadczenie życiowe jak wielu z nich. Wiem, co znaczy jak człowiek straci mieszkanie, trafi do noclegowni, zaplącze się w kredyty i nie będzie w stanie sobie poradzić. I wiem też, że bez Pana Boga, bez ludzi, których On zawsze posyła, nie da się z tego wyjść. Nie da się inaczej powiedzieć – to jest cud. Pan Bóg tak zadziałał w moim życiu – i o tym im mówię. Jasne, że to bardzo trudne, bo w dzisiejszym świecie trafić do ludzi z Ewangelią jest coraz trudniej. – Oni są pozamykani w sobie ze swoimi problemami – dodaje Lech Malinowski. – Niełatwo im powierzyć swoje życie Panu Bogu. Wielu wybiera stagnację. Powtarzam im słowa Jezusa z Ewangelii św. Jana: „Beze Mnie nic uczynić nie możecie”. Jeśli nie zaczniesz kombinować z Panem Jezusem, to sam nie dasz rady. Lech codziennie spotyka się w „Arce” z potrzebującymi – zwłaszcza z uzależnionymi od alkoholu czy narkotyków. – Nie możemy tych ludzi zostawić samym sobie – mówi. – Potrzebują ukierunkowania: realnej pomocy, rozmowy, prawnika, psychologa. Jasne, że nie każdemu udaje się pomóc. Najczęściej nie wystarczy tylko dobra wola, siła, samozaparcie. My sami jesteśmy dowodem na to, że bez Pana Boga, bez modlitwy nie wytrwamy. Nie wiem, czemu Pan Bóg mnie tu postawił 27 lat temu. Kiedyś sam „nieźle moczyłem”. Ale skoro On chce, żebym służył, to robię to, na ile starcza sił i mądrości.

Zauważ Łazarza

– W liście papieża Franciszka na ten dzień uderzyły mnie słowa, że dopóki Łazarz leży pod naszymi drzwiami, nie będzie sprawiedliwości na tym świecie – dodaje Andrzej. – Ten Łazarz może leżeć u drzwi każdego z nas – trzeba drzwi otworzyć i przyjąć go. My staramy się tych ludzi przyciągać do nas, do stołu, do modlitwy za siebie nawzajem. Bo to modlitwa jest kluczem do rozwiązania problemu. Andrzej mówi, że czasem słyszy, że jego pomysły na pomaganie to wariactwo: – Ale ja wiem, że nie jestem sam! Mam za sobą siostry i braci ze wspólnoty, młodych wolontariuszy ze szkół KTK, mnóstwo dobroczyńców i wiem, że to wariactwo warto podejmować. Nieocenioną robotę wykonuje Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta, wydając ponad 800 posiłków dziennie, służąc łaźnią, schroniskiem dziennego pobytu, stałą troską i pomocą. Ale każdy z nas może pomóc – zróbmy coś, wstańmy, idźmy do tych ludzi, ofiarujmy za nich modlitwę, Komunię św. Cieszymy się, że to pierwsze bielskie spotkanie udało się nam zorganizować, ale ważniejsze jest, żebyśmy dzień ubogich i samotnych mieli codziennie – żebyśmy ich zauważali.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma