Nowy numer 43/2020 Archiwum

Tata daje radę

Były chwile, kiedy zaciskali zęby z wysiłku. Wtedy przypominały się słowa towarzyszącego im o. Pawła Kijko OFMConv: „Kiedy dochodzisz do granicy swoich możliwości, to oddaj tę przestrzeń Panu Bogu. On się tym zajmie”.

Cztery duety ojców i synów: Marek Wójcik z Bulowic z 16-letnim synem Wojciechem, Tomasz Wilinger z Bielska-Białej z 17-letnim Karolem, Grzegorz Szeląg z Milówki z 10-letnim Wojciechem i o. Paweł Kijko OFMConv ze swoim 20-letnim siostrzeńcem Bartłomiejem – w ósemkę rozpoczęli pierwszą Beskidzką Drogę Wojownika – męską wyprawę górską. Najpierw spotkali się na Mszy św. w bazylice rychwałdzkiej, pojechali do Sopotni Wielkiej, by wędrować do Korbielowa, na Pilsko, Rysiankę, Lipowską, Halę Boraczą, Baranią Górę, Skrzyczne, do sanktuarium na Górce w Szczyrku, aby ostatniego dnia, 12 sierpnia, wrócić Drogą św. Jakuba ze Szczyrku do Rychwałdu. Noclegi – pod namiotami, wyżywienie – we własnym zakresie. – Chodzi o to, żeby wzmocnić więź ojca z synem – zwłaszcza w sytuacjach ekstremalnych – mówi inicjator wyprawy Marek Wójcik, i wyjaśnia: – Dwukrotnie uczestniczyłem w spływach kajakowych ojców z synami (z każdym osobno), organizowanych przez stowarzyszenie „Przystań”. Przed dwom laty zaczęła mi kołatać taka myśl, że my przecież mamy blisko góry... Jesienią zeszłego roku o. Bogdan Kocańda z Rychwałdu zainicjował Fundację „Rodzina w Służbie Człowieka” i zaprosił mnie do jej współtworzenia. Wtedy też poznałem ojca Pawła, który zapalił się do naszego pomysłu. Do udziału w wyprawie zgłosiło się więcej duetów, jednak ostatecznie rozpoczęły ją cztery pary.

– Tata daje radę. Na ostatnim odcinku pierwszego dnia trochę się zasapał, ale udało się – uśmiecha się syn Marka, Wojtek. – Od początku nawiązaliśmy ze wszystkimi więź – wiemy, że jeśli jedna osoba nie będzie dawała rady, to reszta na pewno pomoże. Po pierwszym dniu Grzegorz i Wojtek Szelągowie musieli zrezygnować. – Wojtek jest jeszcze za mały na takie wyprawy. Nastawiłem się na szkołę przetrwania. Mam w plecaku wszystko, co mogłoby się nam przydać. Jednak bagaż musiałem nieść sam i to mnie przerosło – mówi tata. – Jest to dla mnie lekcja pokory, ale jestem dumny z Wojtka, bo nie marudził, był dzielny. Pierwszy raz w życiu pomagał mi dźwigać nasz bagaż. Na pewno za jakiś czas zrobimy powtórkę. – Były takie momenty, że miałem dość, wtedy bracia idący obok, zupełnie nieświadomie, dopingowali mnie do marszu – mówi o. Paweł Kijko. – W sytuacjach trudnych razem szukaliśmy rozwiązania, nie było nikogo, kto by marudził, odpuszczał. Każdy dzień kończyliśmy spotkaniem na wzór harcerskiego kręgu – nie zostawialiśmy nierozwiązanych sytuacji. To zrodziło między nami prawdziwe braterstwo.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama