Nowy numer 43/2020 Archiwum

Łzy, kwiaty i serce Matki

To wszystko czekało na Jasnej Górze na bielsko-żywieckich pielgrzymów. Po sześciu lub pięciu dniach wędrówki, a przede wszystkim modlitwy, dotarli do celu.

Żegnani czasem przez bliskich, czasem przez krople deszczu, wyruszali czasem z niepewnością, jak to będzie – zwłaszcza ci, którzy poszli pierwszy raz piechotą na Jasną Górę. – Postanowiłem, że przed trzydziestką muszę zdążyć spróbować. Myślę, że będzie dobrze – przewidywał w dniu rozpoczęcia Marek Tittor z Zabrzega, pielgrzym z grupy czechowickiej. Na ostatnim podejściu pod jasnogórski szczyt szedł z promiennym uśmiechem. – Jest świetnie! – nie miała wątpliwości Dorota Kinalczyk z Pielgrzymki Oświęcimskiej. Ta pielgrzymka jest najstarszą z grup pielgrzymujących z naszej diecezji. W tym roku wędrowali po raz 34., a pani Dorota nie opuściła ani jednej (!) i już cieszy się nadzieją na przyszłoroczną, jubileuszową jasnogórską wyprawę. – Bez tego duchowego doładowania akumulatorów nie wyobrażam sobie kolejnego roku – zaznacza.

Zasłuchani, rozmodleni

Najpierw przemoczeni deszczem, potem w skwarnym słońcu maszerowali, słuchając rozważań przewodników, z modlitwą albo radosną piosenką na ustach. – W andrychowskiej grupie skupiamy się na tajemnicy Chleba, zainspirowani słowami św. Brata Alberta o Chrystusie, który stał się dla nas chlebem, a my powinniśmy być nim dla innych – mówi ks. Paweł Wawak, przewodnik 31. pielgrzymki z Andrychowa. W drodze wspominali też słowa anielskiego objawienia z Fatimy, mówiącego o znaczeniu Eucharystii dla każdego, kto chce być uczniem Chrystusa. A wchodzącą na Jasną Górę pielgrzymkę poprzedzała trójka dzieci z białymi gołębiami w rękach, wypuszczonymi u celu, i pątnicy, którzy nieśli chleb... – Czasem nas trochę mocniej przygrzało, ale nic nie przeszkodziło nam w dobrym pielgrzymowaniu – mówi ks. prał. Stefan Sputek, główny przewodnik 26. Pieszej Pielgrzymki Cieszyńskiej. – Idziemy w grupie liczącej 254 pielgrzymów i jest nas 7 księży, więc pielgrzymi mieli wiele okazji do konferencji i refleksji. Ksiądz Sławomir Kołata, wicerektor seminarium duchownego w Krakowie, mówił też o sprawach powołania, wyboru życiowej drogi. – Ciekawym doświadczeniem była obecność jego seminaryjnego kolegi, który po roku postanowił jednak założyć rodzinę i dziś jest ojcem szóstki dzieci. Trzech jego wspaniałych synów mu towarzyszyło, dając budujące świadectwo zaangażowania, a nam wszystkim sporo do myślenia – przyznają pielgrzymi. – Nasza grupa składa się z dwóch mniejszych: cieszyńskiej i strumieńskiej. Wielką radością dla mnie jest to, że pielgrzymi od lat tworzą prawdziwą rodzinę pielgrzymów, są jednością. Tak odkrywamy wartość wspólnoty Kościoła i prawdę, że nikt z nas nie ma tego, co mamy wszyscy razem – dodaje ks. prał. Sputek.

Nakarmieni, napojeni

O to, by nie brakło im sił, dbali gospodarze mijanych parafii. Tak było w kolejnych parafiach, do których zawitały grupy idące z Hałcnowa. W Pisarzowicach, Wilamowicach, Bielanach, Rajsku – wszędzie czekali z sercem i poczęstunkiem. Nieraz długo się przygotowywali, zbierali fundusze, produkty, kisili ogórki i gotowali smakowite potrawy. A w dniu pielgrzymki mobilizowali się tak, jak w Bielanach gospodynie z Zasola Bielańskiego, które przez kilka godzin szykowały 6 tys. kanapek. Wielka mobilizacja towarzyszyła też powitaniu oświęcimskich pątników u św. Antoniego w Gołonogu, gdzie o wszystko zadbali członkowie Rycerstwa Niepokalanej. – Nie dojdziemy na Jasną Górę, ale będziemy tam z nimi dzięki ich modlitwie – mówił prezes Jerzy Mickiewicz.

Istebniańscy jubilaci

Swój jubileusz świętowała najmłodsza z pielgrzymkowych grup: dziewiątka w hałcnowskiej grupie głównej, czyli wędrująca do Matki po raz 10. pielgrzymka dekanatu istebniańskiego. Szli pod przewodnictwem ks. Grzegorza Strządały.Na wejście na jasnogórski szczyt ubrali się w regionalne stroje, a prezentujący pątników pod murami Jasnej Góry ks. Damian Koryciński dał popis góralskiej gwary, odczytując ich własną prezentację, napisaną właśnie gwarą. Było więc o tym, jak gryfne synki ślazły z kanapy i poszły na Jasną Górę. Było też dużo szczerej modlitwy, którą zaczęli jeszcze w Istebnej, zanim wyruszyli w drogę. Polecali w niej opiece Maryi także swojego przewodnika, pielgrzymującego po raz 25.

Chwalmy Pana!

– Zamknij oczy. Zapomnij o tym, co było wczoraj, pomyśl o tym, co będzie jutro – i chwal Pana za to, co przeżywasz dziś – zapraszał do wysłuchania w skupieniu hymnu na chwałę Boga Michał Czulak, dyrygent Chóru Gospel z Łękawicy. A zaraz po nim skoczne dźwięki porywały tłum pątników do tańca – i tańczyli z radością, zapominając o obolałych stopach, zmęczeniu długim marszem... Radosnym uwielbieniem i tańcami wypełnił się także oświęcimski pielgrzymkowy wieczór w Koziegłowach, gdzie śpiewy poprowadziła schola Fausystem pod przewodnictwem Piotra Mireckiego. – Alleluja! Wywyższajmy Pana! – śpiewali z łękawickim chórem pielgrzymi i ich przewodnicy... – Mamy za co chwalić Pana. Szczęśliwie idziemy, a pogoda nam sprzyja – kiwa głową z uśmiechem ks. Damian Koryciński, główny przewodnik pątników, obserwując rozśpiewanych pielgrzymów. I choć spotkanie zaplanowane było na godzinę, trwało prawie dwie, a zmęczenia pielgrzymów nie było widać...

Rodzina na trasie

Piotr Pawicki pamięta ten dzień jak dziś – 6 sierpnia 2013 roku. Hałcnów. Start pielgrzymki bielsko-żywieckiej na Jasną Górę. Jest pielgrzymkowym technicznym. I wtedy rzucają mu się w oczy białe skarpetki w sandałach. A później cała postać, która ma je na stopach: Monika! – Wtedy był dla mnie jeszcze kolegą, na następną pielgrzymkę poszliśmy jako narzeczeństwo, a od dwóch lat jesteśmy małżeństwem – mówi Monika. Urzekła ją w nim bezinteresowna pomoc, którą służył innym: – Był zawsze dla ludzi, zawsze otwarty, czasem sam szedł ostatkiem sił, ale nigdy nie odmówił pomocy bardziej potrzebującym... Pielgrzymują co roku. Mają nadzieję, że w przyszłym roku pójdą już we trójkę – w lutym ma się narodzić ich pociecha. – Czegoś by nam brakowało, gdybyśmy nie poszli – podkreśla Piotr. – Bo to wyjątkowy czas, kiedy można spotkać się z Bogiem, samym sobą i sobą wśród innych, którzy idą w tym samym celu, w tym samym kierunku. – Kiedy się wraca po tych sześciu dniach do domu, to czegoś brakuje: śpiewów, spokojnej modlitwy, wspaniałej atmosfery – dodaje Monika. A Piotr podsumowuje: – Żartowaliśmy kiedyś, że jesteśmy uzależnieni od pielgrzymowania i powinniśmy się przedstawiać: mam na imię tak i tak, jestem pielgrzymem. Bo kiedy schodzisz z wałów jasnogórskich, odliczasz już 365 dni do następnej pielgrzymki…

„Na próbę”

Z dumą Agnieszka Cibor na andrychowską pielgrzymkę poszła z całą rodziną: mężem, trójką dzieci. – Najmłodszy Franio ma 13 miesięcy. Ja kiedyś chodziłam na pielgrzymki jeszcze z oazą, a potem było parę lat przerwy. Bardzo się cieszę, że udało mi się wrócić na pielgrzymkowy szlak i to z całą rodziną. I myślę, że tak już zostanie – cieszyła się, pchając wózek synka... – Żona jest pielgrzymkową weteranką – pielgrzymowała już 10 razy, a w tym roku ruszyła po raz 11. – mówi Łukasz Norymberczyk z Hałcnowa. – Ale ten mój 11. raz się nie liczy, bo idziemy tylko jeden dzień – uśmiecha się jego żona Bożena. – Są z nami nasze córeczki: 3-letnia Hania i 11-miesięczna Marysia. To dla nas taki dzień nauki, a być może w przyszłości uda nam się wybrać na wszystkie sześć dni. I najmłodszych, i najstarszych witał szczególnie serdecznie ks. Damian Koryciński w dniu zakończenia pielgrzymki: – Na was wszystkich czeka tu z otwartym sercem Matka. Wszystkich prowadzi do Chrystusa. Witajcie!

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama