Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Pocałunek z Rzymu

O tym, co w codzienności kościoła św. Mikołaja i sanktuarium Matki Bożej Pani Ziemi Żywieckiej w Rychwałdzie zmienia uhonorowanie tego miejsca tytułem bazyliki mniejszej, mówi o. Bogdan Kocańda OFMConv.

Urszula Rogólska: Dokładnie w 25. rocznicę powstania diecezji bielsko-żywieckiej, 25 marca br., kard. Robert Sarah podpisał dekret ustanawiający rychwałdzki kościół św. Mikołaja bazyliką mniejszą. Jak wyglądały starania o tę decyzję?

O. Bogdan Kocańda OFMConv: Gdy wstąpiłem do zakonu w 1990 r., już wtedy się mówiło – przynajmniej w naszej zakonnej wspólnocie prowincjalnej – że ten kościół może zostać bazyliką mniejszą. Z Rychwałdu pochodziło dwóch naszych profesorów. Na Żywiecczyźnie w ogóle przez lata zrodziło się wiele powołań franciszkańskich, więc temat w różny sposób często wracał. Jednak dopiero kiedy tu zostałem proboszczem, zorientowałem się, że tak naprawdę nikt go nie podjął na poważnie. Po zakończeniu obchodów złotego jubileuszu koronacji Matki Bożej Rychwałdzkiej spotkałem się z bp. Romanem Pindlem i po rozmowie miałem nadzieję, że to się uda. Po roku, kiedy biskup zobaczył, czym jest to miejsce dla diecezji, dał nam zielone światło. Pierwszym ważnym krokiem było nasze pismo do Konferencji Episkopatu Polski. I tak się pięknie złożyło, że kiedy KEP obradowała w 1050. rocznicę chrztu Polski w Poznaniu, biskupi przegłosowali decyzję, że ten kościół może starać się o tytuł bazyliki mniejszej. Rozpoczęliśmy drugi etap starań, związany z wypełnieniem ponad 150 pytań kwestionariusza watykańskiego, dotyczących samego miejsca, kultu, duszpasterstwa. Przygotowaliśmy także wymagany album ze zdjęciami wnętrza świątyni. Dokumenty trafiły do Watykanu. Kiedy przyszła odpowiedź, okazało się, że w prezbiterium musimy poprawić rozlokowanie miejsc przewodniczenia liturgii i ambony. Prace wykonaliśmy i kolejne pismo z Watykanu, datowane na 25 marca br., było już decyzją pozytywną.

Zaprosiliście wiernych z całej diecezji, żeby razem z wami przygotowali się na uroczysty dzień ogłoszenia tego miejsca bazyliką mniejszą – drugą w diecezji po świątyni w Hałcnowie.

Podjęliśmy dwustopniowe przygotowania. Pierwsza była nowenna tygodni. W kolejne soboty, kiedy sprawujemy Mszę św. dla pielgrzymów, zapraszaliśmy poszczególne dekanaty i parafie dekanatu żywieckiego. Przedstawialiśmy historię sanktuarium, a w czasie liturgii, przed błogosławieństwem końcowym, zachęcaliśmy do podjęcia aktu zawierzenia Matce Najświętszej parafii i rodzin tych, którzy przybyli. Po liturgii odbywało się krótkie nabożeństwo paraliturgiczne z namaszczeniem rychwałdzkim olejkiem radości. Na finał zapraszaliśmy wszystkich na franciszkańską zupę. Natomiast drugim, bliższym już przygotowaniem były cztery dni, kiedy gościliśmy u nas monstrancję fatimską – polskie wotum dla sanktuarium w Fatimie w 100. rocznicę objawień Matki Bożej – która peregrynuje po całej Polsce. Monstrancja była u nas od 13 do 16 lipca – od dnia czuwania fatimskiego, przez kolejne dwa dni adoracji w ciszy, po odpust ku czci Matki Bożej z Góry Karmel. Od ponad 30 lat w sanktuarium mamy nabożeństwa fatimskie; to, co wiąże się z Fatimą, jest dla przybywających tu wiernych znaczące. My, ludzie, potrzebujemy znaków. One podnoszą ducha, działają na zmysły, które prowadzą nas do głębi. Jednak monstrancja, nawet tak piękna jak ta, jest tylko przedmiotem. Ale kiedy spotykamy się z tym, co piękne – a piękno jest w oczach patrzącego – odkrywamy samego Stwórcę poprzez piękno dzieła. Nie przychodzimy tylko dla monstrancji jako monstrancji. Przychodzimy, żeby spotkać się z Jezusem Chrystusem, ale jej piękno może nam w tym pomóc.

Dlaczego Ojciec podjął starania o nadanie tytułu bazyliki kościołowi? Przecież to miejsce wierni i tak odwiedzali przez wieki, i wciąż coraz liczniej odwiedzają.

Kiedy zostałem proboszczem, w parafii wyczułem takie pragnienie, żeby ta bazylika tutaj była. Moi poprzednicy też o tym mówili. Pomyślałem, że trzeba spełnić marzenie innych. Dla mnie osobiście większego znaczenia nie mają mury, ale to, co jest w głębi człowieka. Uświadomiłem sobie jednak, że mamy możliwość podkreślenia roli tego miejsca – to teraz przecież kościół papieski! – i bogactwa, jakie ten tytuł niesie. Przez ten akt jesteśmy w sercu Kościoła, Rzym jest bliżej Rychwałdu, a może i Rychwałd będzie bliżej Rzymu. Jest też taka ludzka radość z osiągnięcia celu, który nie jest dostępny na co dzień… W naszej rodzinie zakonnej w Polsce mamy tylko dwie bazyliki – w Krakowie i Niepokalanowie. Ta będzie trzecia. A ponieważ górale żywieccy też mają swoje ambicje, to uświadomili mi, że jest tylko jedna bazylika góralska – w Ludźmierzu. Ta będzie druga.

Co zmienia sam tytuł w codzienności sanktuarium?

To nowy start, z którym wiąże się także większa troska o liturgię – bo takie zobowiązanie przyjmujemy – a także dbanie o katechezę dla dorosłych. Z aktem tym wiążą się również dodatkowe łaski, związane z odpustami. Kiedy montowaliśmy na kościele tablicę upamiętniającą nadanie mu tytułu bazyliki mniejszej, uzmysłowiłem sobie, że ks. prałat Władysław Zązel miał rację, kiedy mówił, że to taki pocałunek Kościoła dla tego miejsca, tej świątyni, tego, co jako franciszkanie tutaj czynimy. Cieszy, że to zostało zauważone w ten sposób.

Watykańska decyzja podsumowuje pewien etap, ale – jak Ojciec zaznaczył – mobilizuje do nowego startu, zwłaszcza jeśli chodzi o formację dorosłych.

Tak jak do tej pory przygotowywaliśmy kursy Alfa, tak dalej będziemy je prowadzić, bo po nich powstają kolejne wspólnoty. Na ile się orientuję, około 20 ośrodków w naszej diecezji odwołuje się do korzeni rychwałdzkich. To piękne doświadczenie, że nie zamykamy się w naszej rzeczywistości, że ona rozchodzi się dalej. Ta formacja „od wewnątrz” jest bardzo ważna, bo tylko nowi ludzie, napełnieni Bogiem, którzy powrócą stąd do swoich domów, mogą zmieniać standardy społeczne. To, co dziś oferuje świat, z punktu widzenia chrześcijaństwa jest nie do przyjęcia, więc potrzeba ludzi odważnych, którzy będą o tym mówić na co dzień. W tym celu prowadzimy Akademię Wiary, w ramach której przez pięć kursów (które nazywamy szkołami) staramy się odbudowywać nowego człowieka, ucznia Chrystusa. Prowadzimy Szkołę Uczniostwa, Szkołę Świadków, przygotowujemy Szkołę Charyzmatów, a następnie także Szkołę Budowania Wspólnoty i Szkołę Liderów. To jest też alternatywa dla szkół nowej ewangelizacji. Zapraszamy wszystkich świeckich, którzy przeżyli dowolny kurs kerygmatyczny – kurs Filip, Nowe Życie czy Alfa.

Doświadczenia dotychczasowej posługi Ojców pokazały też konieczność szczególnej troski o małżeństwo i rodzinę. W styczniu powołaliście Fundację „Rodzina w Służbie Człowieka”.

Nie zatrzymujemy się na tym, co już udało się osiągnąć. Pierwszoplanowym celem fundacji jest pomoc małżonkom w odbudowywaniu więzi małżeńskich. Rozpoczęliśmy 8-tygodniowy kurs małżeński, nazywany potocznie randką małżeńską. W tym roku przeprowadziliśmy dwie edycje takich spotkań. Chcemy także, by przy domu rekolekcyjnym powstało Centrum Wspierania Rodziny. Wyobrażamy sobie, że będzie to budynek z aulą na 400 miejsc, jadalnią na 200, bazą noclegową i pomieszczeniami dla poradni. Poradnię rodzinną już uruchomiliśmy – można tu znaleźć pomoc mediatora małżeńskiego, jest dwóch duszpasterzy, dwie panie pedagog, prowadzimy rozmowy z panią psycholog, która także będzie u nas służyć pomocą. Jako fundacja planujemy również wybudować ogród pustelników – powstanie 10–12 jednoosobowych domków. Już wprowadziliśmy weekendowe rekolekcje medytacyjne, chcąc pobudzić do modlitwy głębi, modlitwy prostoty, wejścia w ciszę. Bo Boga słucha się w ciszy… Jesteśmy na etapie początkowym, ale ufamy, że plany uda się zrealizować. Mamy nadzieję, że połączenie tych trzech rzeczywistości: centrum współpracy z rodziną, medytacji w ciszy i formacji uczniów Jezusa Chrystusa pozwoli nam jeszcze głębiej wpłynąć na całe środowisko odwiedzających nas osób, a może i nawet szerzej.

Jakie znaczenie dla Rychwałdu jako sanktuarium Matki Bożej ma nadanie tytułu bazyliki?

Moim największym pragnieniem jest to, by w bazylice mniejszej i jednocześnie sanktuarium Matki Bożej Rychwałdzkiej każdy czuł się przyjęty jak w domu Matki; żeby doświadczył, że jest zaakceptowany ze swoją słabością, swoim grzechem, ułomnością, ale też i swoją radością; żeby ci, którzy tutaj będą przybywać, nie tylko dzielili się smutkiem i cierpieniem, ale też mogli zaczerpnąć radości ducha. Bo przyjęcie zawsze jest związane z obdarowaniem. Wtedy rodzi się bliskość, a spotkanie przeżywane w bliskości daje człowiekowi najwięcej. Zaspokaja nie tylko potrzeby emocjonalne w nas samych, ale przede wszystkim daje doświadczenie bliskości Boga, kiedy możemy spotkać się z Nim twarzą w twarz i odkryć w Nim samych siebie.


urszula.rogólska@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama