Nowy numer 3/2021 Archiwum

Szałas gimnazjalistów

Nadciągała śmiercionośna nawałnica. Jedyną szansą ocalenia obu plemion była wspólna budowa szałasu. Nie udało się. Wszyscy zginęli…

W bielskim klubie „Arka”, który na jeden środowy poranek stał się bezludną wyspą, ciepli i empatyczni Derdianie stanęli naprzeciwko zdystansowanych i chłodnych Phoe- nian. – Będzie kolorowy i w kółka! – wołają entuzjastycznie jedni. – Nie. Czarno-biały, w kształcie prostokąta – lodowato oznajmiają drudzy. Mija dziesięć minut, pół godziny, godzina – niebo ciemnieje coraz bardziej, a szałasu, który ma ocalić obie grupy, ani śladu. Cała energia idzie w kłótnie, udowadnianie swoich racji. Nikt nikogo nie pyta o zdanie, nikt nie liczy się z dobrymi pomysłami drugiej strony. Ci drudzy są po prostu głupsi. Nie ma mowy o kompromisie. Klęska murowana!

Ten inny

W każdą środę o godzinie 7.30 przed lekcjami pojawiają się w szkole niemal w komplecie – trzydziestka drugoklasistów Gimnazjum Katolickiego Towarzystwa Kulturalnego w Bielsku-Białej. Tu już czeka Magdalena Hetnał – na co dzień ich nauczycielka języka włoskiego, a w środowe poranki – świetny pilot gimnazjalistów po świecie osób niepełnosprawnych. Razem biorą udział w szkolnym projekcie „Inny nie znaczy gorszy”, przygotowanym w ramach rządowego programu „Bezpieczna plus”. – Zobaczcie, jaki byłby skutek, gdybyście całą tę energię, którą marnowaliście na konflikt, roztrząsanie różnic między wami, włożyli w kreatywność, w szukanie dobrego rozwiązania – mówi młodym Magdalena Hetnał. – Szałas jest tylko symboliczny. To zadanie miało pokazać, jak możemy budować społeczeństwo, słuchając siebie nawzajem, współpracując, szanując swoje odmienności, swoje braki. Tylko tak zbudujemy dobrą, szczęśliwą rzeczywistość. A odnosząc się do naszego głównego tematu – zobaczcie, ile czasu marnuje się na dyskusje o tym, jak pomóc osobom chorym, niepełnosprawnym; w ogóle na dywagacje, czy jest miejsce dla takich osób w społeczeństwie, czy nie lepiej „oszczędzić bólu przyjścia na świat” im i ich najbliższym? Gimnazjaliści sami podają swoje pomysły, jak budować. Ktoś rzuca: – Dobrze byłoby zainwestować w takie zajęcia jak nasze. Uczymy się, na czym polegają poszczególne niepełnosprawności, wiemy, jak zachowują się osoby z zespołem Downa i wiemy, że są nam bardzo potrzebne, mają wśród nas swoje miejsce. Ktoś inny dodaje: – A może wymyślić taki program dla rodziców, którym ma się urodzić niepełnosprawne dziecko? Uczyliby się, jak opiekować się niepełnosprawnymi dziećmi. Wtedy udałoby się „wybudować szałas”, a nie wykańczać bezskutecznymi dyskusjami…

Bez rąk i nóg

Na środowych spotkaniach gimnazjaliści rozmawiali już z osobami niewidomymi, odwiedził ich pan ze związku głuchych, poznawali świat dzieci z porażeniem mózgowym i zespołem Downa. Na specjalne warsztaty w szkole umówili się także w jedną z listopadowych sobót. Po raz pierwszy na własnej skórze sprawdzili, jak to jest radzić sobie z taką czy inną dysfunkcją. – Dowiadujemy się dziś, jak to jest żyć bez rąk, bez nóg. Uczymy się pisać ustami lub tylko stopą. Poznajemy też sposób poruszania się osób niewidomych – zasłonięto nam oczy, wręczono białą laskę i musieliśmy po schodach dotrzeć do wyznaczonego celu. Na finał wyszliśmy ze szkoły i pojechaliśmy na wózkach na miasto. Część z nas poruszała się z laskami niewidomych. Okazało się, że to wcale nie jest takie proste, jak mogło się wydawać – relacjonuje Patryk Syga z Czańca. Jak tłumaczy, dla niego najtrudniejsze było wyłączenie zmysłów i kończyn podczas zadań. – Kiedy miałem pisać ustami, odruchowo pomagałem sobie rękoma, podobnie kiedy flamaster miałem chwycić stopą. Jego odczucia potwierdza Julia Widurska z Jasienicy: – Trudno było mi pisać stopą i ustami. Sama dziś doświadczyłam także tego, jak trudno jest poruszać się po mieście, kiedy jest się osobą niewidomą albo kiedy na wózku trzeba pokonywać strome podjazdy czy schody.

Ja – niepełnosprawny

– Zarówno mnie, jak i dyrekcji szkoły bardzo zależy na tym, żeby uczyć młodzież szacunku do drugiego człowieka bez względu na to, czy jest sprawny, czy niepełnosprawny, czy ma zespół Downa, czy jest niewidomy – mówi Magdalena Hetnał. – Myślę, że to ważne zwłaszcza teraz, w tej ogólnej dyskusji w naszym kraju na temat tego, czy osoby niepełnosprawne są nam potrzebne. Dziś młodzi przekonali się, że bycie osobą niepełnosprawną, posługiwanie się laską czy jazda na wózku naprawdę wymagają dużych umiejętności. Nauczycielka podkreśla: – Młodzież jest bardzo wrażliwa i bardzo dojrzała. Te zajęcia są dla mnie wzruszające. Nieraz padały z ust młodych prawdy, których my, dorośli, powinniśmy się od nich uczyć. Powiedzieli na przykład, że tak w sumie to nie wiadomo, kto jest niepełnosprawny: czy ci, którzy nie mają sprawnych kończyn, czy my, którzy się poddajemy lenistwu i nie robimy nic dla drugiego człowieka. Widzą różne oblicza niepełnosprawności. Kilka osób doszło do wniosku, że jeśli się bardzo chce, to można pokonać nawet taką niepełnosprawność jak brak rąk czy nóg. Podstawowy cel zajęć to poznać i uczyć się zrozumieć świat osób niepełnosprawnych. Nauczyli się go rozumieć. – Kiedy teraz na ich drodze stanie osoba niepełnosprawna, będzie im łatwiej z nią współdziałać, nie będą się bać niepełnosprawności – mówi Magdalena Hetnał, dodając, że jako społeczeństwo wciąż się jej boimy. I z tego strachu wynika wiele problemów, konfliktów, nieporozumień i odrzucenia. – Mam niepełnosprawną siostrę. Od lat żyję w środowisku osób niepełnosprawnych fizycznie i umysłowo – od stopnia lekkiego po znaczne i głębokie. I wiem, ile mi ten kontakt dał, wiem, jak bardzo osoby niepełnosprawne wpłynęły na mój rozwój, na moją zdolność komunikacji z drugim człowiekiem, na moje podejście do innych ludzi, na wyrozumiałość dla każdej słabości.

Lepsi

– Bardzo dużo uczę się w trakcie tych zajęć – mówi Paulina, jedna z gimnazjalistek. – Osoby niepełnosprawne żyją wśród nas. Tak samo jak my są wrażliwe, potrzebują czułości, miłości. Wielu z nich uprawia sporty, nawet wyczynowo. Niejednokrotnie mają więcej siły niż my. Ale potrzebują naszego wsparcia i pomocy. Patryk mówi, że dzięki mediom społecznościowym ma wielu znajomych. Wśród nich są też osoby niepełnosprawne. – Są niesamowite. Zawsze je szanowałem i wiedziałem, że mają jakieś ograniczenia. Ale dopiero na warsztatach sam sprawdziłem, jak wygląda ich życie na co dzień. Na pewno teraz inaczej będę postrzegał te osoby. Po zajęciach na pewno będę bardziej wdzięczny Bogu za zdrowie, za to, że mam ręce, nogi, sprawne zmysły – dodaje Patryk. – Jednocześnie uświadomiłem sobie, że każdy z nas ma jakąś niepełnosprawność. Na przykład ja nie potrafię jeździć na nartach. Wszyscy wokół mnie potrafią, a ja nie. Co więcej – jest wiele osób niepełnosprawnych, które ten sport uprawiają! To też daje mi do myślenia, że pokonanie naszych barier, słabości w dużej mierze zależy od nas samych. – Pani Magda jest dla nas bardzo wiarygodna. Nie mówi o teorii, ona naprawdę sprawdza na co dzień na własnym przykładzie, jak to jest mieć obok siebie niepełnosprawnego. Wcześniej nie miałam takiej wiedzy o różnych niepełnosprawnościach: intelektualnych i fizycznych. Dzięki zajęciom będę miała okazję poznać takie osoby, być z nimi, wspólnie pracować – dodaje Marta. – Jest jeszcze coś. Te zajęcia pozwalają nam samym lepiej się poznać. Widzimy, jak sami zachowujemy się w różnych sytuacjach, widzimy łzy wzruszenia u naszych kolegów. Każdy z nas jest inny. Nikt gorszy – mówi Noemi Szałaj. – Cieszę się, że młodzież doszła do wniosku, iż osoby niepełnosprawne zostały nam dane po to, byśmy mogli stawać się lepsi. Jeśli pójdą z takim przesłaniem przez życie, będą dobrymi ludźmi i innym będzie z nimi dobrze – podsumowuje M. Hetnał.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama