Nowy numer 2/2022 Archiwum

Zawsze iść z Bogiem!

– To jest droga na szczyt, na którym czeka Matka Boża i pokazuje, jak mamy iść dalej, do Jezusa, ku zbawieniu – mówią jasnogórscy pielgrzymi na Jasną Górę.

bielsko@gosc.pl Zaledwie trzy dni po powrocie z długiej pieszej pielgrzymki uczestnicy 30. Pielgrzymki Andrychowskiej poszli znowu. Tym razem na pobliski szczyt: Groń Jana Pawła II. – Bardzo się cieszę, że jest was tak wielu. To bardzo pokrzepiające, że tyle osób odpowiedziało na zaproszenie – mówił ks. Paweł Wawak, główny przewodnik pielgrzymów, witając zgromadzonych wokół górskiej kaplicy, najpierw na modlitwie, a później na radosnym świętowaniu. W rozmowach przewijał się wątek, jak pielgrzymkowymi owocami dzielić się z innymi, jak nimi żyć samemu... Pielgrzymi z Czechowic-Dziedzic, po raz 15. wędrujący w dekanalnej pielgrzymce, podczas konferencji ks. Jakuba Tomicy i ks. Marcina Jakubca, głównego przewodnika, przez kolejne dni szukali dróg przełożenia na codzienne życie nauki o Bożym miłosierdziu zawartej w Ewangelii, a także słowach papieża Franciszka, skierowanych do uczestników Światowych Dni Młodzieży w Krakowie.

Maryja prowadzi

Z uśmiechem spoglądał na srebrnych cieszyńskich pielgrzymów ks. kan. Brunon Grajcke, który przed prawie trzydziestu laty zapoczątkował w Mnisztwie cieszyńskie pielgrzymowanie na Jasną Górę. – Jestem uradowany, bo choć oczywiście pielgrzymce towarzyszy wysiłek, to jest też wielka radość, że idzie się we właściwym celu. A siły dodaje świadomość, że niesiemy intencje powierzone nam przez tylu ludzi, którzy prosili o pamięć w modlitwie, więc nie można ich zawieść. Najpiękniejsze jest to, że tradycja chodzenia do Matki Bożej na Jasną Górę jest już u nas tak mocno zakorzeniona. Ludzie angażują się w różne nowe dzieła, ale z pielgrzymowania nie rezygnują – podkreśla ks. kan. Grajcke. Ks. prał. Stefan Sputek, który po krótkiej przerwie podjął to dzieło i po raz 21. poprowadził w tym roku cieszyńskich pątników, przyznaje, że pielgrzymowanie daje mu radość i młodość. Niedługo po powrocie z Jasnej Góry wraz z grupką pątników z Cieszyna wyruszył w kolejną drogę: tym razem na Szlak św. Jakuba, prowadzący do Santiago de Compostela. Pątnicy z najstarszej, 33. Pielgrzymki Oświęcimskiej, wędrującej pod przewodnictwem ks. Łukasza Kubasa, w drodze rozważali tajemnicę sakramentu chrztu, by odkryć, jak wejście do wspólnoty Kościoła wpływa na życie. A podczas wieczornego koncertu Paweł Kusz, wokalista i gitarzysta zespołu Anti Babylon System tłumaczył, że Pan Bóg może przemienić życie wszystkich, którzy do Niego przychodzą. – Więc chodźmy! – odpowiadali pielgrzymi.

Idziemy razem!

Ks. Paweł Wawak, który w tym roku po raz pierwszy był przewodnikiem andrychowskich pątników, z wielkim uznaniem wskazywał na duże zaangażowanie osób świeckich w przygotowanie tych rekolekcji w drodze. – Pielgrzymi tworzą naprawdę rodzinną wspólnotę, pokazują na każdym kroku, jak są za siebie nawzajem odpowiedzialni. To, jak głęboko potrafili się skupić nad każdym słowem, było dla nas, kapłanów, naprawdę budujące – podkreśla z uznaniem ks. Wawak. – Było to bardzo dobre przeżycie, a jeszcze lepiej się czułem, kiedy obserwowałem postawy pielgrzymów, zwłaszcza młodzieży uczestniczącej w pielgrzymce. Nie było wątpliwości, że to ludzie, którzy świetnie wiedzą, po co przyszli na pielgrzymkę. Oczywiście, że tego się po pielgrzymach należało spodziewać, ale naprawdę to było zdumiewające, jak głęboko przeżywali każdą chwilę. To daje impuls do dalszej pracy duszpasterskiej. Chciałbym dalej z nimi być, przybliżać do Pana Boga – dodaje ks. Dawid Surmiak, pielgrzymujący po raz pierwszy. Z wdzięcznością za ubiegłoroczny jubileusz 50-lecia kapłaństwa pielgrzymował w tym roku weteran hałcnowskich kapłanów-przewodników ks. prał. Franciszek Płonka. – Dziękuję, ale chcę też polecać Bogu przyszłość naszej ojczyzny i diecezji, szczególnie powołania kapłańskie i zakonne, w tym w mojej rodzinnej parafii. Sam idę już chyba 33. raz, bo za każdym razem pielgrzymka pozwala na nowo odkryć to, że nasze życie jest pielgrzymowaniem. To, zgodnie ze słowami papieża Franciszka, jest taki konkret naszego marszu ku Panu Bogu – tłumaczy ks. Płonka. Ratownicy – pielgrzymi Stanowią już od dawna sporą grupę pielgrzymów bielsko-żywieckich. Ponad 30 ratowników i wolontariuszy Maltańskiej Służby Medycznej z trzech oddziałów: w Bielsku-Białej, Kętach i Nysie, pomagało w tym roku naszym jasnogórskim pielgrzymom. Ich pracę koordynował Paweł Sułowski, komendant bielski, we współpracy z Mariuszem Zawadą z oddziału kęckiego i Piotrem Razikiem z Nysy. Każdej grupie towarzyszył pieszy patrol maltańczyków. Pielgrzymi, którzy potrzebowaliby pomocy w czasie drogi, mogli liczyć na transport maltańskimi busami lub karetkami. Wieczorami maltańczycy służyli pomocą w specjalnie przygotowanych punktach medycznych. Głównymi problemami pielgrzymów były... tradycyjnie pęcherze. – W tym roku było dużo spokojniej niż w czasie poprzednich pielgrzymek. Pogoda była dla nas wszystkich łaskawa. Nie było żadnych poważnych interwencji i wyjazdów do szpitali – mówi Paweł Sułowski. – Także nasi wolontariusze spisali się nadzwyczaj dobrze – a wielu szło z nami po raz pierwszy. Świetnie układała się nam współpraca z Kętami i Nysą, za co jestem im tym bardziej wdzięczny. – Po wyczerpującej pracy na Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie, gdzie w upale i tłumie pielgrzymów z całego świata mieliśmy do czynienia z trudnymi sytuacjami, wymagającymi od nas szybkich i odpowiedzialnych decyzji, byliśmy gotowi do naprawdę ciężkiej pracy na pielgrzymce – mówi Mariusz Zawada, komendant kęcki, który w czasie ŚDM koordynował służbę 150 wolontariuszy MSM. – Tymczasem dostaliśmy prawdziwy prezent od Pana Boga – dodaje. – Było znacznie spokojniej niż w poprzednich latach. Ludzie dbali o siebie zgodnie z naszymi wskazówkami. Wiedzieli, że choć nie ma upału, należy się odpowiednio nawadniać. Wielu pielgrzymów to naprawdę twardzi ludzie, którzy swoje cierpienia nieśli w milczeniu, ofiarując je w ważnych dla nich intencjach. – Wielokrotnie sami sobie radzili ze swoimi pęcherzami i mówili, że nie chcą nam zawracać głowy – mówią wolontariuszki.

Ks. Michał: przewodnik

Niespodziankę przygotowali maltańczycy ks. Michałowi Gajzlerowi, który pielgrzymował z grupą andrychowską w podwójnej roli: jako kapłan i zarazem ratownik maltański. Podczas powitania na szczycie Jasnej Góry poprosili biskupa Romana Pindla, by wręczył mu stułę ozdobioną znakiem krzyża maltańskiego i… mianował ich kapelanem! – Ksiądz biskup zapytał nas tylko, czy uważamy, że to odpowiedni moment. Odpowiedzieliśmy wszyscy równocześnie: „Najlepszy!” – relacjonuje Mariusz Zawada. I podczas wejścia andrychowskiej pielgrzymki na chwilę marsz pątników zatrzymał się, a ks. Gajzler po powitaniu otrzymał z rąk bp. Pindla stułę. Na krótką chwilę w oczach zaskoczonego ks. Michała pojawiły się łzy wzruszenia. – Bo zupełnie nie spodziewałem się tego – przyznaje ks. Michał, który wraz ze stułą otrzymał też pamiątkowy medal ŚDM i błogosławieństwo księdza biskupa. – Maltańska Służba Medyczna jest mi bardzo bliska. Jest to dla mnie z jednej strony szansa na rozwijanie własnych pasji i chęci pomagania innym również w taki medyczny sposób, a z drugiej strony w mojej posłudze księdza bardzo ważna jest też duchowa opieka nad maltańczykami. Chciałbym być z nimi jako ksiądz, opiekować się, troszczyć o ich zdrowie duchowe i o każdego, kto jest w pobliżu. Jak zaznacza ks. Gajzler, niespodzianka oznacza zarazem poważne zobowiązanie: – Zdaję sobie sprawę, że to odpowiedzialność. To, co przynieśliśmy tu, na Jasną Górę, trzeba będzie dalej nieść, a nasze pielgrzymowanie to zapowiedź dalszej drogi, którą trzeba iść. Bo trzeba dalej służyć...

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy