Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Smak

Co zostanie po peregrynacji?

Pamiętam niedzielne popołudnie 20 września ubiegłego roku. Wmieszany w tłum na cieszyński rynku z aparatem fotograficznym w ręku czekałem na Znaki Miłosierdzia, które tutaj właśnie zaczęły swoją wędrówkę po parafiach Podbeskidzia.

Kiedy z samochodu kaplicy dobyto relikwie świętych Faustyny i Jana Pawła i dano do ucałowania biskupom, jakaś starsza jejmość obok mnie jęknęła:
- Boże, co za zabobony jakieś...

Też się trochę tego bałem: czy peregrynacja nie pójdzie w same tylko emocje? Czy nie będzie omdleń, zaśnięć, westchnień, łez, które przychodzą za łatwo i niewiele są warte?

Nie było.

Powiem więcej: nawet mi tych emocji trochę brakowało. Na palcach jednej ręki policzyłbym parafie, w których przyjazd samochodu-kaplicy powitano oklaskami. Wiele razy natomiast słyszałem, jak prowadzący ceremonię ksiądz wzywał do zachowania pobożnego milczenia i trwania w skupieniu. Zupełnie nie pasowało to do Faustyny, która podobno wracając od Komunii świętej uśmiechała się od ucha do ucha. Cóż, w sferze religijno-patriotycznej jesteśmy wciąć raczej sztywniakami i tyle.

Nie było zabobonów, bałwochwalczej koncentracji na znakach, zamiast na rzeczywistości, do której one kierują. Jezus był w centrum uwagi, a relikwie skutecznie zdawały się przypominać o świętości Kościoła, o naszym powołaniu do niej i o tym, że jest ona darem Miłosierdzia, którego ni wypada zmarnować.

Na pewnym etapie peregrynacji zaczęło coraz częściej pobrzmiewać pytanie o jej owoce. Najfajniej by było, żeby w parafiach powstały jakieś dzieła miłosierdzia albo nabożeństwa. Poza kilkoma wyjątkami, które znów zliczyć można używając palców jednej ręki. Nic takiego nie nastąpiło.

Bo w zdecydowanej większości parafii są już grupy i dzieła miłosierdzia, wizerunki Jezusa Miłosiernego, często także relikwie świętych Faustyny i Jana Pawła II, od lat praktykuje się także nabożeństwa do Bożego Miłosierdzia. Więc cóż tu wymyślić jeszcze?

Po cichu cieszę się, że tak będzie, że peregrynacja nie pozostawi po sobie jakichś wielkich, pomnikowych przedsięwzięć.

Dlaczego? By myślę, że Pan Bóg nie chciał wędrówki Znaków Miłosierdzia po to, by coś jeszcze stworzyć czy zbudować, urządzić lub zorganizować. Czego chciała zatem Opatrzność? Posolić nas.

Stoję przy piecu. Gotuję zupę. Chwytam łyżkę, uchylam pokrywkę, próbuję wywaru. Pachnie, ale nie ma smaku. Biorę szczyptę soli. Poruszając palcami sypię ją do zupy. Widzę, jak kryształki wpadają do bulgocącej cieczy. Znikają, rozpuszczają się, śladu po nich nie ma. Chwytam łyżkę, znów próbuję. No, teraz to ma  smak. Choć soli nie widać, nic a nic.

Tak nas właśnie Pan Bóg posolił peregrynacją. Nie będzie wielkich przedsięwzięć, znikną ziarenka pamięci. Pozostanie smak. Pan Bóg wie, co robi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama