Nowy numer 42/2020 Archiwum

Pieszo i w namiocie

Parafia Dobrego Pasterza w Istebnej. świętuje w tym roku 300-lecie swego istnienia. Uroczystości odbędą się w czerwcu. To dziękczynienie za tradycję wiary, którą zapoczątkował tu słynny misjonarz jezuita o. Leopold Tempes.

Zawitał do istebniańskich górali dokładnie 18 maja 1716 roku. Przyniósł im fundament, na którym budują do dziś. Jego postać fascynuje i budzi autentyczny podziw dla niezwykłej gorliwości i niepospolitych talentów kapłana, który w 1711 roku na pole- cenie biskupa wrocławskiego dotarł ze Świdnicy do Cieszyna, by tu podjąć pracę duszpaster- ską. Misja o. Leopolda Tempesa miała związek z przejściem ówczesnego księcia cieszyńskiego Adama Wacława na katolicyzm i prowadzonym na terenie Śląska Cieszyńskiego przywracaniem obecności Kościoła katolickiego. Czeski trzydziestoparoletni o. Leopold pracy tej oddał się z wielkim zapałem. Po krótkim czasie spędzonym w Jabłonkowie, gdzie zapoczątkował m.in. wielkopiątkowe misteria Męki Pańskiej, w maju 1716 roku wyruszył na północ, na teren dzisiejszej beskidzkiej Trójwsi.

Jak zapisał w systematycznie pisanym dzienniku, swoją misję w Istebnej i Jaworzynce rozpoczął od domu Kawuloka. Po czterech latach nabożeństw sprawowanych pod namiotem udało się zbudować drewniany kościół dla mieszkających tu wówczas około 300 wiernych. – Ojciec Tempes wybrał miejsce i ono wiele mówi o nim samym – uważa etnograf Małgorzata Kiereś, autorka publikacji poświęconych misjonarzowi i jego zasługom dla Śląska Cieszyńskiego. – Wykorzystał pod kościół płaski teren na szczycie wzniesienia, tak by kościół był widoczny ze wszystkich stron. Wraz z kościołem i probostwem powstał cmentarz i szkoła, czyli centrum życia tej społeczności: to najważniejsze miejsce pokazuje też, co jest najważniejsze dla górali. Tak kościół stał się centrum istebniańskiego świata i uporządkował inne dziedziny życia. To z czasem wpływało na kulturę, kształtowało zwyczaje i całą rzeczywistość.

Różańcowa lekcja

Ksiądz kan. Tadeusz Pietrzyk, od kilku lat proboszcz w Istebnej, wciąż z podziwem odkrywa kolejne ślady o. Tempesa w pobożności swoich parafian. O nich, a także o postaci pierwszego duszpasterza, mówił wiernym podczas przygotowań do jubileuszu. – Niewątpliwie na pierwszy plan wysuwa się tu miłość do Matki Bożej i przywiązanie do modlitwy różańcowej, której o. Leopold Tempes nauczył górali. I oni tę modlitwę naprawdę pokochali. Róż różańcowych w naszej parafii jest ponad 20. Modlą się parafianie w każdym wieku: dorośli, młodzież i dzieci. Podobnie zresztą jest w całej Trójwsi: również w Koniakowie czy Jaworzynce – zaznacza ks. Pietrzyk. Wśród tych modlitewnych pamiątek jest również odmawiany i w kościele, i przy pracach w polu „Anioł Pański”. Kiedy wędrował od domu do domu, katechizując kolejne rodziny, uczył modlitwy, zostawiał święte obrazy i kropielniczki z wodą święconą. Parafianie ogromną wagę przywiązują do tego, by koniecznie przeżegnać się wodą święconą; kropielnice są nie tylko przy kościelnych drzwiach, ale także w starszych domostwach. – W pierwszych kazaniach o. Tempes często odwoływał się do Bożej Opatrzności i tak utrwaliła się na przykład tradycja intencji Mszy św., w których w Istebnej często prosi się Pana Boga o urodzaje, choć prawdziwych gazdów jest tu już dzisiaj niewielu – dodaje ks. proboszcz Pietrzyk. Zachowany w świątyni stary krzyż pielgrzymkowy z figurką Matki Bożej Frydeckiej przypomina, że bardzo żywe było tu pielgrzymowanie do sanktuarium maryjnego we Frydku, które zapoczątkował właśnie o. Tempes. Kiedy uniemożliwiła to granica, istebnianie ruszyli do Pani Jasnogórskiej i dziś najchętniej pielgrzymują w tym kierunku. Chcą jednak w tym roku jubileuszowym wrócić do starej tradycji i wybrać się do MB Frydeckiej.

Pamiątki o. Leopolda

Ufundowany przez o. Tempesa żelazny krzyż stanął na cmentarzu i przypomina o misjonarzu do dzisiaj. Drewniany kościółek dla istebniańskich parafian szybko okazał się za ciasny i kilkadziesiąt lat później zbudowali nowy, murowany kościół. W przedsionku, nad wejściem do świątyni, zachowała się jedna belka, przeniesiona ze starego kościółka na pamiątkę. Boczny ołtarz w dzisiejszej świątyni Dobrego Pasterza prawdopodobnie pochodzi z drewnianego kościółka, zbudowanego pod kierunkiem o. Leopolda i poświęconego w 1720 roku. Z pewnością ze starego kościoła przeniesiony jest umieszczony w tym ołtarzu krzyż. – Sam kościół mógł wyglądać podobnie jak ten, który do dzisiaj stoi w Zamarskach, bo również w tym samym czasie był budowany przez o. Tempesa. Był tylko mniejszy – przypuszcza ks. Pietrzyk. – Był w nim obraz Dobrego Pasterza malowany w Cieszynie przez Antoniego Brygierskiego, który malował wiele innych obrazów do kościołów budowanych przez o. Leopolda. W nowym kościele w głównym ołtarzu znalazł się nowy obraz pędzla Jana Wałacha, który w wraz z Ludwikiem Konarzewskim współtworzył wystrój tej świątyni.

Niestrudzony jezuita

Był cierpliwy, wytrwały i bardzo pracowity. Przyszedł do Istebnej z Jabłonkowa, a kiedy był już kościół, cmentarz, plebania i szkoła, ruszył stąd dalej w drogę. Tak przewędrował przez większość miejscowości cieszyńskiej ziemi trzykrotnie, zakładał parafie, budował świątynie (m.in. w Zamarskach, Puńcowie, Strumieniu), ewangelizował i sprawował sakramenty we Frydku, Stonawie, Frysztacie. Śladem jego obecności stały się nie tylko wzniesione w wielu parafiach i wyposażone kościoły, ale także zapoczątkowane przez niego formy religijności, m.in. kultu Matki Bożej, Najświętszego Serca Pana Jezusa czy św. Barbary, św. Ignacego, św. Franciszka i św. Jana Nepomucena. – Wszystkiego dowiadujemy się z diariusza, który pisał własnoręcznie przez całe lata. Na ponad 440 stronicach opisał miejsca i ludzi, których spotkał, swoje prace. Są tu nawet szczegółowe wyliczenia wydatków na budowę istebniańskiego kościółka. Już sama ta księga, pisana starannie i z taką systematycznością, może imponować, jeśli tylko wyobrazimy sobie, że o. Tempesowi przychodziło przedzierać się najczęściej na piechotę przez okolice pozbawione szlaków komunikacyjnych, nieraz w dwumetrowych zaspach śniegu, a towarzyszył mu sługa niosący namiot, w którym w drodze nocował.

Wdzięczni za pasterza

– Niektóre formy pobożności propagowane przez o. Tempesa do dzisiaj nie przetrwały. Nie mamy już obrazu św. Barbary, może słabszy jest kult św. Jana Nepomucena, ale to, co zostało – i za co przy okazji 300-lecia dziejów naszej parafii chcemy podziękować Panu Bogu – nadaje dzisiaj charakterystyczny i istotny rys religijnemu życiu istebniańskiej wspólnoty – nie ma wątpliwości ks. kan. Tadeusz Pietrzyk. Za to, co niestrudzony jezuita dokonał wśród beskidzkich górali, podziękują wspólnie przedstawiciele całej Trójwsi podczas uroczystości jubileuszowych i Mszy św. koncelebrowanej pod przewodnictwem bp. Romana Pindla w niedzielę 26 czerwca. Tak jak w czasie każdego ważnego wydarzenia nie zabraknie w kościele góralskich spódnic i bruclików, dawnych pieśni, a także starych modlitw, wybranych z kancjonałów. – Sięgania po te najstarsze modlitewniki nauczył naszych przodków również o. Tempes – podkreśla Małgorzata Kiereś. Zastrzega, że pokazanie zasług tego misjonarza dla Istebnej w niczym nie umniejsza jego duszpasterskich dokonań w tylu innych parafiach na całym Śląsku Cieszyńskim. W kościele Dobrego Pasterza wisi spory obraz, który przedstawia o. Tempesa nauczającego górali, ale to w całości dzieło wyobraźni artysty. – Nie wiemy, jak wyglądał o. Leopold. Naprawdę znamy go tylko za sprawą wspaniałych dzieł ewangelizacji, które po nim zostały – zauważa ks. kan. Pietrzyk.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama