Nowy numer 38/2021 Archiwum

Chleby z rodzynkami

Droga Neokatechumenalna. – Kiedyś przez trzy miesiące jedliśmy codziennie chleb ze smalcem i kaszankę – opowiada Mirka Budzich. – Mówiłam Panu Bogu: „Jeśli dzieci powiedzą, że mają tego dość, to ja się stąd natychmiast zbieram!”. Ale nie było szemrania. Kiedyś przejeżdżaliśmy przez to miejsce, a dzieci: „Ooo! To jest ten sklep, gdzie tatuś kupował tĘ pyszną kaszaneczkę!”.

To było chyba po trzecim roku naszego wędrowania na Górnym Śląsku – opowiada Mirka Budzich. – Miałam totalny kryzys tego miejsca. Jestem chemiczką, więc widziałam całą tablicę Mendelejewa i myślałam: „Moje dzieci tu umrą. Nie chcę tu być”. Jako wędrowni katechiści Drogi Neokatechumenalnej, mieliśmy wizytę u arcybiskupa Damiana Zimonia. Mężczyźni zdawali relację z tego co robimy, a ja stałam, uśmiechałam się, ale w sercu miałam jedno: „Jestem tu ostatni raz. Wracam do Gdańska i już mnie nikt tutaj nie zobaczy”. I wtedy arcybiskup odsunął chłopaków, popatrzył na mnie i powiedział: „Mirosława, ja was tutaj posyłam. Tu nie jest tak brudno, jak ci się wydaje. Tutaj ludzie na was czekają, tutaj musicie być, bo kto im będzie głosił Słowo?”. Rozpłakałam się i mówię: „Ojcze ja właśnie o tym myślę, że jestem tu ostatni raz i stąd zjeżdżam. Skąd widziałeś?”. A arcybiskup: „A nie wiedziałem”. I to był dla mnie znak, że Duch Święty jest tutaj, że chce, żebyśmy tu zostali.

Dostępna jest część treści. Chcesz więcej? Odśwież stronę i czytaj nawet 10 tekstów za darmo.
Szczegóły znajdziesz TUTAJ.
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama